Wino od Zasady

Wiadomości / Felietony

Autor: Jerzy Iwaszkiewicz

Liczba odwiedzin: 4037

Poważny wypadek miał znany satyryk Krzysztof Daukszewicz. Wyleciał z szosy potrącony przez inny samochód, uderzył w betonowy słup i dachował. Powiedział w telewizji, że dziękuje firmie Citroen (jechał Citroenem Grand C4 Picasso) za zamontowanie tak dużej ilości poduszek powietrznych. Otworzyły się wszystkie, łącznie z tymi, które chronią nogi kierowcy, a byłoby po nogach, bo kolumna kierownicy weszła do środka. Samochód do kasacji. Fot. Archiwum Polskapresse Poważny wypadek miał znany satyryk Krzysztof Daukszewicz. Wyleciał z szosy potrącony przez inny samochód, uderzył w betonowy słup i dachował. Powiedział w telewizji, że dziękuje firmie Citroen (jechał Citroenem Grand C4 Picasso) za zamontowanie tak dużej ilości poduszek powietrznych. Otworzyły się wszystkie, łącznie z tymi, które chronią nogi  kierowcy, a byłoby po nogach, bo kolumna kierownicy weszła do środka. Samochód do kasacji.

Daukszewicz wysiadł o własnych silach, koncertował jeszcze tego samego dnia w  pięknie odrestaurowanym pałacu w Wojanowie koło Kamiennej Góry, tylko gitara była trochę rozbita i fałszowała.

Dziennikarz jest w takiej sytuacji w kłopocie - pisać jak było, powiedzieć w telewizji i wymienić markę, czy też  pominąć aby nie narażać się na zarzut reklamowania. Sprawa jest prosta i nic tu nie może mieć charakteru reklamowego. Gdyby Citroen nie miał tyle poduszek i nie zadziałał system bezpieczeństwa, to Daukszewicz już by nie śpiewał.

Mieliśmy kiedyś podobny wypadek, czołowe zderzenie na szosie pod Błoniem. Urwało silnik, urwało bagażnik, ale kabina Forda Focusa, którym jechaliśmy, została cała. Lekarz pogotowia bardzo się zdziwił, że nic nam się nie stało i możemy ruszać głową.

Można jeździć całe życie i nic się nie dzieje, a potem przychodzi ta jedna chwila w której wszystko musi się sprawdzić i człowiek i samochód. Citroen uratował Daukszewicza tak jak mnie uratował kiedyś Ford Focus, o czym  nie piszę dla żadnej reklamy, po prostu aby ludzie wiedzieli.

Mamy też jeszcze jedną, ale tym razem miłą historyjkę z motoryzacji. Założyliśmy się otóż z Sobiesławem Zasadą,  kto komu doleje na nartach w slalomie gigancie. Zasada inwestuje również w górach, wybudował w Świeradowie nowoczesną kolejkę kabinową i świetną  trasę. Tu przy okazji narciarskich mistrzostw Polski dziennikarzy odbył się szaleńczy wyścig.

Musieliśmy wszakże nabrać pokory. Zasada ma kondycję jak Justyna Kowalczyk i dolał nam 10 sekund w pierwszym przejeździe, a w drugim dodatkowo leżałem i wygrał jak chciał. Ma 81 lat i trzy miesiące i to bez remontu, tylko przeglądy okresowe. Zakład stał o skrzynkę  wina , którą rzecz jasna stawia przegrany, ale Zasada zachował się dodatkowo jak prawdziwy mężczyzna  i przysłał nam skrzynkę doskonałego zresztą wina argentyńskiego Don David ze swoich składów.

W Krakowie mówią, że jest to wydarzenie. Jeszcze niedawno startował wraz z żoną Ewą jako pilotem (pozdrawiamy) w Rajdzie Safari w Kenii i zajęli drugie miejsce w klasie. Pozostali zawodnicy mieli 30-40  lat mniej i nie mogli się nadziwić.

Zobacz także

Komentarze

    • poul
    • O matko i córko ile ja już takich historii słyszałem. A to mnie uratował ten a to tamten, i to w czasach gdy nikt nie uświadczył poduszek. Poduszka powietrzna nie jest żadną przeszkodą dla ostrych przedmiotów. I co z tego że się pootwierały, a ilu z nich Pan Dałkszewicz chociażby dotknął?. Na marginesie coś z tym autem nie tak skoro kolumna kierownicza zamiast się składać to "wchodzi do środka".
    • ernwopr
    • Daukszewicz ... zobaczył na horyzoncie efektowne, złote litery "MC DRIVE" ... i się zagapił ..., lubie tego Pana, dobrej jakości satyryk, jak Drozda , Daniec , czy Panowie z Elity ... ... "Ma 81 lat i trzy miesiące i to bez remontu, tylko przeglądy okresowe. " - nasz Redaktore Prowadzący też bystrzacha .. :)

Dodaj komentarz