Włosi chcieliby Kubicę w Ferrari
Autor: Oskar Berezowski
Liczba odwiedzin: 1308
Według ankiety włoskiego dziennika „La Gazzetta dello Sport” najlepszym duetem w czerwonych rakietach z Maranello byliby Fernando Alonso i Robert Kubica.
O dwukrotnym mistrzu świata w Ferrari marzy 42 proc. uczestników ankiety. O Kubicy – 24,6 proc.To policzek dla obecnych kierowców. Brazylijczyk Felipe Massa otrzymał 16,8 proc. głosów, a Fin Kimi Räikkönen tylko 8,9 proc.
Polski kierowca oczywiście nie przejdzie w tym roku do Ferrari, które przeżywa właśnie najgorsze chwile od lat i po dwóch wyścigach nie ma jeszcze na koncie nawet punkciku. Być może za rok Włochom uda się ściągnąć Alonso za Kimiego, ale trudno się spodziewać, by zwolnili dwóch swoich kierowców.
Kubica jest w najbliższym czasie skazany na BMW, tym bardziej że zespół, choć popełnia wiele błędów, jest jednym z najstabilniejszych w całej stawce i zależy mu na polskim kierowcy. Teraz pracuje nad lżejszym bolidem, by móc do niego włożyć system KERS.Na razie ma go filigranowy Nick Heidfeld. Polak jest na niego za ciężki.
– Już w Australii można było zauważyć, że KERS robi różnicę. Wystarczy popatrzeć na walkę Fernanda Alonso i Tima Glocka: Fernando był o wiele wolniejszy, ale na każdej prostej używał dopalacza i Timo nie miał okazji do wyprzedzenia go – twierdzi Kubica.
Jeszcze ważniejszy był KERS w Malezji. Polak nie miał szans przekonać się o tym na własnej skórze, gdyż jego silnik się zapalił. Tę sytuację można zapisać po stronie błędów BMW. Kubica już przed startem alarmował, że jego jednostka napędowa szwankuje.
W ciągu sezonu każdy kierowca może użyć ośmiu silników. Ten z Malezji spłonął i prawdopodobnie nie uda się go uratować. Polakowi pozostało więc siedem, w tym jeden nadgryziony wypadkiem w Australii. Nawet jeśli jednak zużyje wcześniej pozostałe, to nie oznacza, że stanie w miejscu. Za każdy ponadplanowy zapłaci cofnięciem o 10 miejsc na starcie.
Gdy BMW zmaga się z silnikiem i odchudzaniem bolidu Kubicy, a Ferrari z niewystarczającą mocą i dociskiem, McLaren drży w posadach.
Przedstawiciele ekipy zostali wezwani na specjalne posiedzenie Światowej Rady Sportów Motorowych (29 kwietnia), w czasie którego odpowiedzą na zarzuty złamania międzynarodowego kodeksu sportowego, w tym części dotyczącej szkodliwego dla sportu postępowania. McLaren już rozstał się dyrektorem sportowym Davidem Ryanem, który nakłaniał Lewisa Hamiltona do kłamstw.