Wolne obroty w piasku

Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz

Autor: Jerzy Iwaszkiewicz

Liczba odwiedzin: 3248

Na piaszczystych plażach nad Wisłą w Modlinie pokazano samochody terenowe. Wojciech Sierpowski, który od lat organizuje takie pokazy, wybrał piękne miejsce. Narew wpada tu do Wisły i są tu miejsca, gdzie można jeździć po rzece.

 

W Polsce oferowanych jest ok. 30 modeli samochodów terenowych. Najlepiej sprzedaje się Toyota RAV4, Honda CR-V i Suzuki Grand Vitrara. Najtańszy jest Fiat Panda (60 tys.), który z napędem na 4 koła ma też walory terenowe. Najdroższe pojazdy to 10-cylindrowy VW Touareg oraz Range Rover w wersji Autobiography 4,2 l/400 KM za pół miliona złotych.

 

Pokazano też Defendery (120 tys.), najnowsze modele legendarnych Land Roverów, które jako jedyne samochody na świecie jeżdżą w Afryce od przeszło 50. lat i ciągle są na chodzie. Ciekawostką okazał się Fiat Sedici, pierwszy samochód terenowy Fiata skonstruowany razem z Suzuki. Jest to także pierwszy Fiat silniejszy od słupka drogowego. Wpadliśmy, słupka nie ma, a na Sedici żadnych śladów.

 

Powstała cała klasa samochodów, które udają terenowe, tak wyglądają jak np. Honda CR-V, czy Chevrolet Captiva, a są to raczej samochody „terenowopodobne” do jazdy w mieście. Prawdziwych terenówek z blokadą mostu i reduktorem jest o wiele mniej. Takie walory spełnia m.in. Toyota Land Cruiser, Mercedes G 320 CDI, Mitsubishi Pajero a także, o dziwo, mały wyglądający jak maskotka Suzuki Jimny.

 

Po włączeniu reduktora zwalnia się obrót kół i samochód może wyjechać z każdego błota. Wjechaliśmy Defenderem w wielkie piaski na plaży i też wyjechał. Nie należy naciskać sprzęgła ani dodawać gazu. Sam wyjeżdża na wolnych obrotach.

 

Parę lat temu jeździliśmy Jeepem Grand Cherokee po specjalnych trasach w Parku Krugera w Republice Południowej Afryki. Trzeba było przejechać po skałach przez rzekę, a potem po tak stromej ścianie pod górę, że nie widać było drogi tylko maskę samochodu. Lwy z ciekawością obserwowały co z tego wyniknie. Takie samochody jeżdżą tak jak alpiniści, dopóki nie odpadną od ściany.

 

W Polsce sprzedaje się ok. 10 tys. samochodów terenowych i jest to tzw. rynek rosnący. Najwięcej takich aut, aby było ciekawiej, kupują nie myśliwi czy leśnicy, ale kobiety, które jak siedzą wyżej, to czują się bezpieczniej i ładniej.

Komentarze

    • atolian
    • Wzrost sprzedaży tzw terenowopodobnych samochodów jest spowodowany głównie stanem naszych dróg i dlatego nie koniecznie wynika to z mody a z konieczności. Do pokonania dziur, kolein i wysokich krawężników ten rodzaj samochodów najlepiej się nadaje. SUV lepiej zniesie tortury na naszych drogach Nie wymagam od CRV-ki aby dzielnie spisywała się w ciężkim terenie gdyż nie do tego ma mi służyć, a na najbliższe lata nie przewiduję poprawy stanu naszych dróg szczególnie gdy nasi politycy będę nadal zajmować się swoimi nie pofałdowanymi mózgami zamiast pofałdowanymi drogami.
    • Krychaj
    • Nie ma sie co dziwic ze wiekszosc samochodow terenowych to tak naprawde nie sa terenwoki tylko podwyzszone kombi z napedem na 4 kola. Jednak ich wlasciciele tak naprawde nigdy nie wjezdzaja w teren. Potrzebuja duzego, mocnego samochodu zeby nie bylo problemu ciagnac przyczepke z koniem czy lodzia, moc zapakowac sprzet sportowy i wjechac na jakas lake czy plaze a niektorzy zeby lepiej wygladac i zeby sasiedzi zazdroscili. Ten trend wyczuli marketingowcy i powstaja rozne cuda, ktorym daleko do terenowek ale za to sa ludzie gotowi za nie zaplacic.
    • Krychaj
    • Tak jest na zachodzi i w innych krajach o normalnym stanie drog. Jednak w Polsce jak slusznie zauwazyl Atolian takie samochody zyskuja calkiem inny wymiar wobec kleski naszych duktow i goscincow szumnie zwanych drogami.

Dodaj komentarz