Wzrasta liczba dzikich komisów samochodowych
Autor: (pp) źródło: Gazeta Prawna
Liczba odwiedzin: 1044
Z powodu nieprecyzyjnych przepisów, handlarze samochodów coraz częściej zajmują publiczne miejsca parkingowe, stawiając tam auta przeznaczone na sprzedaż. Komplikuje to życie mieszkańców miast, którzy nie mają gdzie zostawić swoich samochodów.
Zjawisko nazywane przez niektórych jako "komis widmo", opiera się na prostym mechanizmie działania. Handlarze pojazdami pozostawiają je na publicznych parkingach, po czym ogłaszają oferty ich sprzedaży w internecie. Oficjalnie komis nie istnieje, dzięki czemu sprzedawca nie ponosi opłat gruntowych lub za prowadzenie działalności gospodarczej.
CZYTAJ TAKŻE
Łódź: mieszkańcy niszczą opony przyjezdnych
Wrocław likwiduje parkingi w centrum miasta
Z każdym rokiem coraz więcej miejskich parkingów jest zajmowanych przez wystawione na sprzedaż auta. Problem dotyczy wielu aglomeracji w Polsce. Działalność "komisów widmo" najbardziej odczuwają mieszkańcy. Dla wielu z nich oznacza to konieczność pozostawienia auta z dala od domu.
Jednak przy obecnym stanie prawnym, władze miejskie nie mogą usuwać z parkingów aut wystawionych na sprzedaż. - Parkingi publiczne są przeznaczone dla wszystkich aut. Napis "sprzedam" umieszczony na pojeździe nie przesądza natomiast, czy mamy do czynienia z komisem - powiedział Adam Sobieraj, rzecznik prasowy ZDM w Warszawie.
Co zatem mają zrobić mieszkańcy, którzy spotkają się ze zjawiskiem "komisów widmo"? - W takich przypadkach należy zgłosić się do straży miejskiej. To funkcjonariusze mogą podjąć decyzję o ewentualnym usunięciu auta z drogi. Jednak aby do tego doszło, stan pojazdu musi wskazywać na jego nieużytkowanie - wyjaśnił rzecznik stołecznego ZDM. Z tego też powodu mieszkańcy są niemal bezradni. Ciężko bowiem przypuszczać, aby pojazd wystawiony na sprzedaż wyglądał na porzucony.
Problem wynika z regulacji prawnych, które nie precyzują kwestii parkingów publicznych. Sytuacja przypomina sprawę przyczep reklamowych, które również były pozostawiane na miejskich parkingach, ograniczając miejsce dla samochodów. Problem został rozwiązany np. w Poznaniu. Tamtejsze władze zmieniły przepisy, wymagając od właścicieli przyczep zgody na jej pozostawienie od zarządcy drogi.
Ale zdaniem niektórych ekspertów, tylko kompleksowa modyfikacja przepisów na poziomie krajowym może zapobiec takim sytuacjom. – Dopóki zmiany systemowe nie zostaną wprowadzone, samorządy pozostaną bez środków prawnych do walki z procederem dzikich komisów czy samonośnych reklam – powiedział "Gazecie Prawnej" Wojciech Jagnieża.
Zjawisko nazywane przez niektórych jako "komis widmo", opiera się na prostym mechanizmie działania. Handlarze pojazdami pozostawiają je na publicznych parkingach, po czym ogłaszają oferty ich sprzedaży w internecie. Oficjalnie komis nie istnieje, dzięki czemu sprzedawca nie ponosi opłat gruntowych lub za prowadzenie działalności gospodarczej.CZYTAJ TAKŻE
Łódź: mieszkańcy niszczą opony przyjezdnych
Wrocław likwiduje parkingi w centrum miasta
Z każdym rokiem coraz więcej miejskich parkingów jest zajmowanych przez wystawione na sprzedaż auta. Problem dotyczy wielu aglomeracji w Polsce. Działalność "komisów widmo" najbardziej odczuwają mieszkańcy. Dla wielu z nich oznacza to konieczność pozostawienia auta z dala od domu.
Jednak przy obecnym stanie prawnym, władze miejskie nie mogą usuwać z parkingów aut wystawionych na sprzedaż. - Parkingi publiczne są przeznaczone dla wszystkich aut. Napis "sprzedam" umieszczony na pojeździe nie przesądza natomiast, czy mamy do czynienia z komisem - powiedział Adam Sobieraj, rzecznik prasowy ZDM w Warszawie.
Co zatem mają zrobić mieszkańcy, którzy spotkają się ze zjawiskiem "komisów widmo"? - W takich przypadkach należy zgłosić się do straży miejskiej. To funkcjonariusze mogą podjąć decyzję o ewentualnym usunięciu auta z drogi. Jednak aby do tego doszło, stan pojazdu musi wskazywać na jego nieużytkowanie - wyjaśnił rzecznik stołecznego ZDM. Z tego też powodu mieszkańcy są niemal bezradni. Ciężko bowiem przypuszczać, aby pojazd wystawiony na sprzedaż wyglądał na porzucony.
Problem wynika z regulacji prawnych, które nie precyzują kwestii parkingów publicznych. Sytuacja przypomina sprawę przyczep reklamowych, które również były pozostawiane na miejskich parkingach, ograniczając miejsce dla samochodów. Problem został rozwiązany np. w Poznaniu. Tamtejsze władze zmieniły przepisy, wymagając od właścicieli przyczep zgody na jej pozostawienie od zarządcy drogi.
Ale zdaniem niektórych ekspertów, tylko kompleksowa modyfikacja przepisów na poziomie krajowym może zapobiec takim sytuacjom. – Dopóki zmiany systemowe nie zostaną wprowadzone, samorządy pozostaną bez środków prawnych do walki z procederem dzikich komisów czy samonośnych reklam – powiedział "Gazecie Prawnej" Wojciech Jagnieża.