Z salonu do serwisu 19.01.2010 Liczba odwiedzin: 5418 W ubiegłym roku w Polsce odnotowano ponad 60 komunikatów o błędach konstrukcyjnych w nowych pojazdach. Eksperci twierdzą, że to nieuniknione.
Globalizacja i związana z nią zażarta konkurencja sprawiają, że koncerny samochodowe zmuszone są do odświeżania gamy modelowej średnio co 4-5 lat, a zatem czas na opracowanie projektu, zbudowanie prototypów, testy oraz wdrożenie produkcji jest krótki. A w przypadku tak złożonych konstrukcji, pośpiech to zły doradca, tym bardziej, że auto składa się z około pięciu tysięcy elementów, co zwiększa ryzyko wystąpienia awarii, wyjaśnia Jakub Faryś prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Pytanie, dlaczego ciężar testów drogowych został przeniesiony na kierowców, skoro płacą za nowy, atestowany produkt!? Eksperci odpowiadają, że współczesne auta są coraz doskonalsze i znacznie mniej awaryjne.
Zdaniem Wojciecha Drze-wieckiego, prezesa Instytutu Samar, prawda jest taka, że okresy gwarancyjne są wydłużane, co oznacza, że producenci mają duże zaufanie do swoich produktów. Nie narażaliby się przecież na problemy i związane z tym duże koszty, nie tylko finansowe, ale także wizerunkowe, bo dbałość o prestiż marki jest rzeczą nadrzędną w tej branży.
Fama o bezawaryjności japońskich czy niemieckich aut wynika z faktu, że kiedyś producenci nie mieli powinności powiadamiania opinii publicznej i użytkowników o wykrytych wadach fabrycznych.
Ale czy to faktyczna liczba wszystkich usterek z jakimi borykają się auta na gwarancji? Nie, twierdzi Jakub Faryś, bo producenci stosują trzy poziomy akcji serwisowych. Pierwsza dotyczy awarii, które nie mają wpływu na bezpieczeństwo oraz komfort podróżujących.
Informacje o mankamencie producent zachowuje dla siebie, a owe niedociągnięcia są eliminowane przy okazji rutynowych przeglądów w autoryzowanych serwisach. Wprawne oko fachowca wypatrzy taką naprawę np. po umownym oznaczeniu części wymienionej przez mechanika. Drugi typ awarii, także nie ma wpływu na bezpieczeństwo oraz komfort, ale w tym wypadku, właściciele są listownie zapraszani do serwisu w ramach akcji naprawczej. Trzeci poziom akcji serwisowych znamy właśnie z komunikatów UOKIK, ponieważ defekt wykryty w aucie może być potencjalnie niebezpieczny dla użytkowników.
We wszystkich sytuacjach, koszty usunięcia fabrycznych usterek pokrywa producent, nawet po wygaśnięciu gwarancji. W przypadku modeli, które są oferowane na kliku kontynentach, akcja naprawcza może obejmować nawet klika milionów egzemplarzy, co poważnie uszczupla budżety koncernów.
W Polsce, na przedsiębiorcę, który uzyskał informację o zagrożeniach stwarzanych przez produkt wprowadzony przez niego na rynek i nie powiadomi o tym fakcie Prezesa UOKiK, może zostać nałożona kara pieniężna w wysokości do 100 000 zł, przypomina Aleksandra Kurzyna-Warczakoska. Można więc domniemywać, że koncerny międzynarodowe, mające większą „świadomość prawną” dokonują zgłoszeń częściej lub jak twierdzi Jakub Faryś zgłaszają tą informację na wszelki wypadek, by ustrzec się przed ewentualnymi pozwami ze strony właścicieli felernych pojazdów. Zdarza się czasem tak, że dobre części są wymieniane na nowe, tylko po to by rozwiać wszelkie wątpliwości. Słowem, wszystko w trosce o pozytywny wizerunek marki na rynku, gdyż żadna kara finansowa nie będzie tak dotkliwa, jak odpływ klientów zrażonych niedbałością o bezpieczeństwo.
Czy taka świadomość producentów zaowocuje kiedyś autami bezawaryjnymi? Według Wojciecha Drzewieckiego, akcje serwisowe były, są i na pewno będą prowadzone w przyszłości. Przy produkcji na masową skalę nie ma szans, aby jakiś błąd się nie pojawił. Istotą jest, aby producent szybko reagował, a klient miał świadomość tego, co się ewentualnie dzieje z samochodem.
Lista akcji serwisowych w 2009 roku – usterki, które mogą powodować zagrożenie dla bezpieczeństwa użytkowników
Dacia Logan i Sandero – nieprawidłowo działająca lampka kontrolna ABS
Fiat Doblo - odpadające gumowe elementy tylnego zawieszenia
Ford Focus – korozja układu chłodzenia silnika
Honda Jazz - brak śrub stabilizujących kurtynę boczną i pasy bezpieczeństwa
Jaguar XJ – korozja przewodów hamulcowych
Kia Sportage, Carnival, Carens, Sorrento – awaria włącznika świateł stopu
Land Rover Defender - awarie hamulca pomocniczego ręcznego
Mitsubishi Pajero V60W/ V70W - uszkodzenie wspomagania hamulców Nissan Cabstar - usterkę łącznika kolumny kierowniczej
Opel Vivaro – możliwość poluzowania pasów bezpieczeństwa w drugim i trzecim rzędzie siedzeń
Renault Twingo II – awaria blokady fotela kierowcy
Saab 9-5 uszkodzenie przewodu paliwa
Skoda Roomster - element tylnego, środkowego pasa bezpieczeństwa nie odpowiadający parametrom Suzuki Grand Vitara – możliwość zwarcia w instalacji elektrycznej
Toyota Yaris - wadliwe napinacze pasa bezpieczeństwa
Volvo S80, XC70 i V70 – nieprawidłowo działająca klimatyzacja Komentarze
Autor:
tusiek
22.01.2010 09:03
Ani jednego Audi i VW !!! Za to wiele japońców i francuzów! A wiekszość tu narzeka na niemieckie
auta że brzydkie,że się psują...
Autor:
ondraszek
30.01.2010 15:11
Nie zapeszaj, najlepiej nic nie mówić. Niech pozostanie tak jak jest.
Autor:
harnasx
23.01.2010 20:41
NIE MA SAMOCHODÓW KTÓRE SIĘ NIE PSUJĄ!
a japońskie marki które stworzyły legendę bezawaryjności to Mazda lub Toyota ( nie są to francuskie Yarisy czy Mazda 2 gdzie połowa czesci z Forda a druga połowa z Valeo i innych Delphi) niestety globalizacja zabiła indywidualność marek :( SZKODA!
Autor:
batman511
07.03.2010 11:02
Jak to kolego nie ma wolkswagenów. A pochodząca z ich komórki kontroli jakości skoda
Poza tym jak widzisz są to przykładowe zestawienia. Co mnie obchodzi usterka tylniego pasa środkowego, jak nigdy nie jeżdżę w 5 osób Niektóre awarie są chwytem marketingowym, by pokazać jak firma o Cieie dba. Dostałem 2 lata temu list właśnie dla Audi A6 abym się zgłosił do serwisu na wymianę śilniczka otwierania tylniej klapy. Awaria która wystąpiła w iluś tam autach, w moim nie. Typowy chwyt marketingowy, jakby nie mogli sobie tego sprawdzić podczas przeglądu serwisowego.
|