Zabierają samochody
Autor: Magdalena Kozioł
Liczba odwiedzin: 2183
Wrocławianie w piżamach i kapciach wyskakiwali w nocy z domów i ratowali swoje samochody. Chcieli zdążyć przed strażą miejską, która sprowadziła lawety.
Jarosław Woźniak w nocy spał spokojnie. Rano, kiedy wybierał się do pracy, omal nie dostał zawału. Samochodu, który zaparkował pod klatką jednego z bloków nie było. O kradzieży zawiadomił więc policję.
– Okazało się, że wywiozła go straż miejska – irytuje się mężczyzna.
Takich jak on, miało być wielu. Tak twierdzą ludzie z sąsiedztwa, którzy słyszeli i wiedzieli nocną akcję straży miejskiej.
– Naliczyłem cztery lawety i trzy radiowozy – wylicza jeden z nich.
Kiedy się wszystko zaczęło, spacerował z psem. Była godzina 23. Wtedy zaczął ostrzegać sąsiadów, którzy wyskakiwali z łóżek i ratowali swoje pojazdy. Zaparkowane niezgodnie z przepisami.
Dagmara Samól-Turek, rzecznik wrocławskiej straży miejskiej, tłumaczy, że akcja była, ale o godzinie 21. Funkcjonariusze zareagowali zaraz po telefonicznym sygnale, że ktoś na drodze osiedlowej tarasuje wjazd. Interwencja więc była konieczna. I nie taka dramatyczna.
– Jej efekt to: jeden wywieziony samochód, sześć mandatów i jedno pouczenie – wylicza rzecznik straży dziwiąc się, że przy widocznym zakazie parkowania i wąskich ulicach na osiedlu ludzie nadal łamią prawo.
Według niej przy ulicy, gdzie zaparkowano auta, mogło dojść do tragedii. A wtedy żadna karetka czy wóz straży pożarnej tamtędy nie przecisnęłyby się.
Agnieszka Kruchlak, mieszkanka tego osiedla przy ul. Tyrmanda, pokazała nam najbliższą okolicę: – Problem w tym, że tu nie ma gdzie zaparkować. Zwłaszcza w godzinach popołudniowych i nocnych – twierdzi.
Dla Jarosława Woźniaka sprawa jest jasna. Wie, że zaparkował źle, ale to nie powód, by straż miejska zachowywała się tak nieprofesjonalne i w złym stylu.
– Można było nałożyć blokadę na koła, a jeszcze lepiej wstrzymać się z akcją do rana – przekonuje.