Zlot Velorexów w Bielsku Białej
Autor: Łukasz Klimaniec
Liczba odwiedzin: 1069
Właściciele Velorexów, czyli trójkołowych pojazdów produkowanych przed laty w Czechosłowacji z myślą o inwalidach, przyjechali w sobotę do Bielska-Białej.
Przed Zamkiem można było podziwiać 19 Velorexów trójkołowych i jednego czterokołowca. - Znacznie więcej tych pojazdów jest w Czechach niż u nas. Tam są kultowe, a fani jeżdżą nimi po całym świecie - mówił Leszek Sobecki z Jasienicy, właściciel jednego z trójkołowców.
CZYTAJ TAKŻE
34. Beskidzki Rajd Pojazdów Zabytkowych w Bielsku-Białej
Legendy motoryzacji: Bugatti Type 57SC Atlantique
Dariusz Galant, organizator zlotu, podkreślił, że jazda Velorexem to coś zupełnie innego niż samochodem. - Ludzie, widząc taki pojazd, zawsze odwracają głowę. Jedni się śmieją, inni kiwają z podziwem - przyznaje. Właściciele trójkołowych pojazdów są zgodni: velorexem trzeba umieć jeździć. Bo widoczność z niego jest ograniczona, a podczas jazdy trzeba trochę balansować ciałem.
W trakcie sobotniego zlotu można było zobaczyć m.in. Velorexa z 1964 roku. Jedne trójkołowce zachowane były w swoim starym, tradycyjnym stylu, inne zostały efektownie zmodyfikowane. Co ciekawe, jeden z czeskich gości zlotu przyjechał Velorexem z silnikiem Hondy. - Velorexy standardowo były wyposażone w silniki o pojemności 170, 250 i 350 ccm - przypomniał Bolesław Żywiński, miłośnik zabytkowych pojazdów, posiadacz zabytkowego motocykla Lambretta z 1957 roku. - Niektórzy poprzerabiali je, by zwiększyć moc. Bo jeśli ktoś chce przyjechać np. z Wrocławia do Bielska, to taki pojazd musi być odpowiednio wyposażony - argumentował.
Źródło: Dziennik Zachodni
Przed Zamkiem można było podziwiać 19 Velorexów trójkołowych i jednego czterokołowca. - Znacznie więcej tych pojazdów jest w Czechach niż u nas. Tam są kultowe, a fani jeżdżą nimi po całym świecie - mówił Leszek Sobecki z Jasienicy, właściciel jednego z trójkołowców.CZYTAJ TAKŻE
34. Beskidzki Rajd Pojazdów Zabytkowych w Bielsku-Białej
Legendy motoryzacji: Bugatti Type 57SC Atlantique
Dariusz Galant, organizator zlotu, podkreślił, że jazda Velorexem to coś zupełnie innego niż samochodem. - Ludzie, widząc taki pojazd, zawsze odwracają głowę. Jedni się śmieją, inni kiwają z podziwem - przyznaje. Właściciele trójkołowych pojazdów są zgodni: velorexem trzeba umieć jeździć. Bo widoczność z niego jest ograniczona, a podczas jazdy trzeba trochę balansować ciałem.
W trakcie sobotniego zlotu można było zobaczyć m.in. Velorexa z 1964 roku. Jedne trójkołowce zachowane były w swoim starym, tradycyjnym stylu, inne zostały efektownie zmodyfikowane. Co ciekawe, jeden z czeskich gości zlotu przyjechał Velorexem z silnikiem Hondy. - Velorexy standardowo były wyposażone w silniki o pojemności 170, 250 i 350 ccm - przypomniał Bolesław Żywiński, miłośnik zabytkowych pojazdów, posiadacz zabytkowego motocykla Lambretta z 1957 roku. - Niektórzy poprzerabiali je, by zwiększyć moc. Bo jeśli ktoś chce przyjechać np. z Wrocławia do Bielska, to taki pojazd musi być odpowiednio wyposażony - argumentował.
Źródło: Dziennik Zachodni