Zmiany są konieczne

Motociekawostki / Wywiady

Autor:

Liczba odwiedzin: 7633

O tym, jakie samochody kupujemy, dlaczego w Polsce nowe auta są drogie i czy mogą być tańsze rozmawiamy z Wojciechem Drzewieckim, prezesem Instytutu Samar.

O tym, jakie samochody kupujemy, dlaczego w Polsce nowe auta są drogie i czy mogą być tańsze rozmawiamy z Wojciechem Drzewieckim, prezesem Instytutu Samar.

 

W ostatnich miesiącach w Polsce sprzedaje się więcej nowych samochodów osobowych. Czy wzrost utrzyma się w najbliższym czasie?
Wojciech Drzewiecki: Znaczne zwiększenie popytu na auta na początku roku, jedno z większych w Europie, nie daje pełnego obrazu naszego rynku. Duże wzrosty nie oznaczają dużego poziomu sprzedaży, która ostatnio, z miesiąca na miesiąc się zmniejsza. Maj był najgorszym miesiącem tego roku. Zanotowano znaczny spadek w porównaniu z kwietniem i tylko niewielki wzrost w Fot. Samar porównaniu z majem ubiegłego roku. Prognoza na cały rok, dotycząca 15-procentowego wzrostu sprzedaży nowych samochodów, wydaje się coraz mniej osiągalna.

 

Dlaczego tak się dzieje?
Samochody przestali kupować klienci indywidualni. Z salonów zniknęli już pod koniec marca, kiedy zaczęły kończyć się wyprzedaże aut z rocznika 2007 i podniosło się oprocentowanie kredytów. Nie bez znaczenia są rosnące koszty eksploatacji związane z drożejącym paliwem, chociaż nie ma to znaczenia decydującego, bo gdyby tak było, to obserwowalibyśmy zmniejszenie zainteresowania używanymi samochodami, a tak się nie dzieje. Nadal co miesiąc sprowadza się ich 90 – 100 tys., czyli znaczną ilość. Póki co z kupnem nowych samochodów wstrzymują się firmy. Większego zainteresowania autami z ich strony można spodziewać się w drugiej połowie roku, jednak i tu pojawia się pewna doza niepewności. Firmy leasingowe, w dużym stopniu finansujące zakupy flotowe, również wskazują na spadek zainteresowania klientów samochodami.

 

A może nowe samochody są po prostu dla Polaków za drogie?
Polska nie jest krajem, który mieści się w czołówce europejskiej pod względem zarobków, natomiast ceny samochodów mamy takie, jak w innych państwach Unii, a czasami nawet wyższe. To efekt z jednej strony polityki producentów, a z drugiej naszego rządu. W ciągu siedmiu lat, od roku 2000 do 2006 przepisy bezpośrednio wpływające na cenę aut m.in. akcyzę, VAT, zmieniano 13- czy 14-krotnie, co całkowicie zdestabilizowało sytuację na rynku. Dzisiaj mamy do czynienia z małą stabilizacją, ale jest to stabilizacja bardzo krucha.

 

Co należałoby zrobić, aby samochody kosztowały mniej?
Rząd powinien zrewidować swoją politykę wobec rynku motoryzacyjnego. Należy wprowadzić m.in. zmiany w polityce podatkowej, co oczywiście nie musi oznaczać spadku dochodów budżetowych, jak próbują mówić niektórzy. Należy zmniejszyć obciążenia jednostkowe zawarte w cenie samochodu, wrócić do pierwotnej idei podatku VAT, czyli jego pełnej neutralności dla przedsiębiorców. I wcale nie chodzi o to, aby przedsiębiorca miał taniej kosztem Kowalskiego. W tych krajach, które zauważyły, że poprzez rynek flotowy można rozwijać rynek wewnętrzny samochodów używanych, że flota to szybsza rotacja aut, pojazdy bezpieczniejsze, czystsze z punktu widzenia ekologii, zużywające mniejsze ilości paliwa, import samochodów znacznie się zmniejszył. Nie poprzez wprowadzanie barier, ale poszerzenie oferty. Jakie ma to jeszcze znaczenie? Mniejszy import, to maksymalizacja zysku wewnętrznego, bo pieniądze nie są transferowane za granicę, a państwo zarabia na tym samym produkcie wielokrotnie – w momencie jego sprzedaży po raz pierwszy, drugi czy trzeci. W budżecie jest więc więcej pieniędzy. Poza tym, oferta firm może być bardzo atrakcyjna. Dziś podobne auta sprowadzamy z zagranicy, gdyż rynek wewnętrzny nie jest w stanie zaspokoić istniejącego popytu.

 

Mówimy o zmianach w podatku VAT, które dotyczą przedsiębiorców. A co ze zwykłymi Kowalskimi?
Należy odejść od akcyzy, wliczanej w cenę każdego samochodu. Jest ona czystym rozwiązaniem fiskalnym nic nie wnoszącym do rozwoju rynku. Dodatkowo oparta o czynniki deklaratywne (wartość podawana na fakturze/umowie sprzedaży), a nie obiektywne, stwarza warunki do zaniżania jej wartości. Ponieważ nie wierzę, aby Państwo chciało zrezygnować z dochodu, który do tej pory zasilał budżet, trzeba pomyśleć o rozwiązaniu, które z jednej strony będzie zgodne z projektami nad którymi pracuje Unia, z drugiej zaś obniży jednostkowe obciążenia, co powinno pozwolić na obniżenie kosztów zakupu samochodów jak najnowszych, w tym nowych, przy jednoczesnym utrzymaniu atrakcyjnych cen na rynku wtórnym. Biorąc pod uwagę to zastrzeżenie, proponujemy odejście od dotychczasowej formuły na rzecz rocznych opłat powiązanych z emisją spalin – im mniejsza, tym mniejszy podatek, a w przypadku pojazdów najmniej szkodzących środowisku byłoby możliwe nawet wprowadzenie pewnych zniżek. Najtrudniejszy byłby okres zaraz po wdrożeniu systemu, nikt z nas nie chce przecież ponosić żadnych nowych obciążeń, nawet jeżeli zniknęłyby inne. Jednak w perspektywie czasu zmiana ta byłaby korzystna z punktu widzenia nas wszystkich. Alternatywą jest oparcie istniejącej akcyzy o czynniki obiektywne, jednak to rozwiązanie nie pozwoli na obniżenie kosztów zakupu aut. Nie wnosi więc nic nowego, poza ograniczeniem szarej strefy. Nie daje pozytywnych bodźców do Fot. Samar rozwoju.

 

Jak zmienia się polski nabywca samochodów?
Rosną nasze wymagania. Wybieramy samochody coraz lepiej wyposażone.

 

Lepiej wyposażone, czyli jakie? Na co zwracamy uwagę przy wyborze auta?
Zaczynamy doceniać elementy związane zarówno z bezpieczeństwem, takie jak poduszki powietrzne czy układ stabilizacji toru jazdy, jak i z komfortem podróżowania. Stąd coraz częściej wybieramy samochody z klimatyzacją lub płacimy za nią dodatkowo.

 

Coraz głośniej słychać o planowanym wprowadzeniu do sprzedaży w Polsce samochodów z Indii i Chin. Czy mają one szanse zawojować nasz rynek?
Potrzeba na to czasu. Trudno oczekiwać, aby samochody te od razu spełniały nasze wymagania. Przykładem mogą być chociażby auta z Korei, cieszące się coraz większym zainteresowaniem ze względu na znaczną poprawę jakości, które do obecnej niezłej pozycji na rynku dochodziły latami.

 

To znaczy, że nie zaakceptujemy indyjskiej Taty Nano, która mogłaby kosztować ok. 10 – 12 tys. zł?
Nano, która jest tanim pojazdem, swoistą przejściówką między motocyklem a samochodem, może się w Polsce nie sprzedawać. Trudno jednak przewidzieć reakcję polskiego klienta, bo dotychczas nie było na naszym rynku samochodu kosztującego naprawdę mało. Coraz częściej docierają do nas informacje o fabrycznych usterkach nowych samochodów.

 

Dlaczego auta tak bardzo się psują?
Fakt, że coraz więcej na ten temat słyszymy wynika przede wszystkim z konieczności informowania nas o tym przez producentów. Takie są teraz przepisy. Wcześniej również zdarzały się problemy, które jednak rozwiązywano bez większego rozgłosu. Samochód to bardzo skomplikowana maszyna. Dziś dużo w nim elektroniki, a ta czasami bywa zawodna. Często usterki wynikają nie z winy producenta, ale z winy dostawców komponentów. Dodatkowo, wymagania klientów wymuszają skracanie czasu pomiędzy wdrażaniem kolejnych wersji modelu, a brak czasu w tym przypadku może przyczynić się do powstawania błędów i to pomimo faktu, iż producenci dokładają wszelkich starań, aby takich błędów uniknąć. Każdy z nich może przyczynić się do utraty wizerunku marki, co bywa bardzo kosztowne.

 

Czy rząd powinien wprowadzić opłatę za użytkowanie samochodów służbowych do celów prywatnych?
Tak. W końcu nie można zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko. Jeśli mówimy o pełnym odliczeniu podatku VAT dla przedsiębiorców, to automatycznie mówimy o opodatkowaniu prywatnego korzystania z samochodów służbowych. Jest tylko kwestią, jak podatek ten zostanie sformułowany. Pojawiały się już propozycje, aby był to 1 proc. wartości pojazdu doliczany do pensji i od tego liczony podatek dochodowy. To moim zdaniem rozsądne rozwiązanie. Podobne obowiązuje np. w Niemczech.

 

Jakie samochody są najlepsze?
Nie ma samochodu, o którym można powiedzieć, że jest najlepszy. Owszem, są marki o określonej renomie, np. Rolls-Royce czy Bentley, ale tak naprawdę najlepsze auta to te, które nam się najbardziej podobają, spełniają nasze wymagania, są spełnieniem naszych marzeń. Dla mnie najlepszym samochodem, który najmilej wspominam był 6-letni Fiat 126p, moje pierwsze auto. Sprawił mi on wiele przyjemności. To był „luksus”, o którym długo marzyłem. Teraz jeżdżę Volkswagenem Touaregiem. To bardzo dobre auto, jednak emocje związane z zakupem „malucha” były o wiele większe. Touareg to narzędzie, luksusowe, ale jednak narzędzie.

 

Rozmawiał: Maciej Pobocha

Komentarze

    • Krychaj
    • Napewno bardzo fajnie jest wyjechac z salonu nowym samochodem. Ale jak juz bylo wspomniane nasze spoleczenstwo nie zarabia wiele, a samochody sa drogie - kosztuja tyle co w bogatszych krajach lub czasami wiecej. Kolejna sprawa to nasze drogi. Jakie sa wiadomo pisac nie trzeba i szkoda nowego samochodu na nie. Idac dalej - bardzo wysokie stawki ubezpieczeniowe. No i jakosc samych samochodow i oblugi klienta w serwisach. Przy okazji moich problemow z jakby nie patrzec prawie nowym samochodem rozmawialem z kilkoma znajomymi ktorzy tez kupili auta jako nowe. Wszyscy mieli wieksza lub mniejsza
    • Krychaj
    • usterki, kazdy z nich byl w pierwsze dwa lata w serwisie wiecej razy niz wynikaloby to z przebiegu i przegladow gwarancyjnych. W sumie doszlismy do wniosku ze kupujac autko 3-4 a nawet 5 letnie czlowiek dostaje samochod sprawdzony i przetestowany. Wszelkie usterki produkcyjne usunal pierwszy wlasciciel kosztem swoich nerwow i uzerania sie bardzo czesto z serwisami ktore w wiekszosci przypadkow sa nizbyt skore do wspolpracy. Sam spedzilem w serwise Kii GAM we wroc juz wiele ponadprogramowych godzin (ostatnio od 10 rano do 15). Czyli pierwszy wlascicel traci czas, nerwy i czesto pieniadze na
    • Krychaj
    • dodatkowe naprawy i usuwanie usterek + koszty przegladow. Traci ogromne pieniadze z tytulu utraty wartosci (min 50% w 4-5 lat). Kosztow jest wiec cala masa i tych oficjalnych i tych ukrytych. Powtorze ze super jest jezdzic nowym - sam sie napalilem na nowy, ale chyba go sprzedam ze wzgledu na rozne usterki i problemy - nie mam po prostu czasu na to i kupie uzywany do 5 lat. Inna sprawa to popyt wewnetrzny - nie wiem czy ten pan prezes samaru chetny bylby na zakup uzywanego samochodu, ktory byl uzywany jako sluzbowy. Owszem sa ludzie ktorzy o wszystko dbaja jednakowo - ale to 10% z tych
    • Krychaj
    • ktorzy uzywaja sluzbowych aut. Jak ja widze co sie u mnie w firmie wyprawia z sluzbowymi samochodami to w 80% az mi sie serce kraje.
    • Wieryg
    • he!he! "psuja" sie tylko- tandeta szwanzka i inna jewropkowiecka z tauriungami na czule!patrz Consumer Report i DEKRA- gdzie VW gena produkcja i pozostale szwanzkie to najgorsza ( aLe za to droga) TANDETA!a COZ DOPIERO MOWIC O KOMUSZYCH BUBLACH FIATA CZY francowatych?Jasne,ze koreanskie sa znacznie lepsze jakosciowo - od nich a przy tym tansze!Ja na okolo 40 sam w USA w ciagu 30 lat - milem 17 nowych od dealera i nigdy nie bylem w zadnym serviceu ( oprocz aligement i wywazania kol)!Oczywiscie mialem TYLKO NAJLEPSZE JApcowe:Honda,Mitsu,Subaru,Toyota! Tylko 1 x kupilem synowi 528-bubel szwanzki
    • Wieryg
    • Nowy samochod kupowany u Dealera - w ratach kosztuje niewiele- m-cznie!okolo 200-300$ na okres max 60-72 raty!Sam miedzy 10-25 tys$ w tym oczywiscie oddaje swoj 4-5letni ,ktory traci ponad polowe wartosci ( chyba,ze to :truck japcowy,SUV lub honda- toyota!Czyli srednio do splacenia pozostaje 8-12 tys$!Japcowe maja gwarancje 5-10lat na caly lub tylko na POWER TRAIN!I oprocz zwyklego serviceu nie MA ZADNYCH NAPRAW = NAWALAN!Co innego uzywane gdzie poprzedni wlasciciel nie dbajac doprowadza do ruiny nawet subaru-czy honde po glupich 200 tys mil!!Frajerom i kobietom nie radze uzywanych!
    • Krychaj
    • Najpierw naucz sie pisac, po drugie towarzyszu SoterBur - nie udzieliles mi odpowiedzi na zadane dawno temu pytania wiec polemiki z toba nie podjme.
    • hjokiel
    • Teraz rozumiem skąd ten zachwyt Pana Wojtka nad "szkodami "i "folkswagenami".
    • Wieryg
    • wystarczy wsziac pod rozwage opinie wielkich instytucji ( niezaleznych) np ameryk CONSUMERE REPORT= ONE MAJA DANE MILIONOW UZYTKOWNIKOW ROCZNIE= SAM WSZYSTKICH MAREK NA TERENIE USA z ostatnich 10 lat/ZANIM SIE ZDECYDUJE ZAKUP NOWEGO CZY UZYWANEGO SAM! JASNE,ZE SA TUTAKJ TYLKO SZWANZKIE BUBLE ZA OGROMNE PIENIADZE oraz 95% japcow,koreancow i ameryckie! jasno POtwierdzaja opinie DEKRA,ze szwanckie buble sa najgorsze a do tego kosztuja najwiecej! Wiec trzeba byc DUME POLE- by takie gwuno brac wogole pod uwage!Ps. Nie wiem tow Krychaj kartofle -o co pytaliscie mego szwagra?Pytaj mnie
    • Wieryg
    • Kupujac nowy samochod, nowa lodowke,czy materac,lub pralke= MA SIE NIEZAWODNE URZADZENIE techniczne przez wiele lat ,ktore wymaga tylko smarowania,regulacji,wywazania kol itp czyli zwyklego service przez conajmniej 5 lat! A ze utraci na wartosci do50%..?? I coz z tego przez 5 lat masz nowy niezawodny ( jesli to japiec to i dluzej)srodek lokomocji - ktory NIE PSUJE SIE NIGDY! A gdy kupisz bubla szwanzowatego czy inna tandete UE- to czy nowy,czy stary- wciaz beda wydatki,naprawy,reperacje itd!Wiec chyba jasne,ze tylko zupelne matol Volksdeutch duren daje sie nabierac na to dalej?Dume POle?
    • Wieryg
    • zabawnie jak to sie drepce w tym POkomuszym sosie unijnej komuny! Powyzej tow prezesik - jeden z tysiecy zerujacych palantow POkomuny- POwiada:"rzad powinien to"-i tamto.."..???he!he! rzad w kapitalistycznym kraju- powinien trzymac morde w kubel i nie wsadzac czerwonego ryja do RYNKU!Nie moze miec wplywu na kupowanie- sprzedawanie- bo to nie ciotka ze wsi co na rogu sprzedaje twarozek i cebule- prosto z woza-tow Prezio!he!he! Wiadomo,ze nie ma gorszego zlodzieja- picera,obiboka,szpanerka jak podobni temu prezikowi -w POkomunie!!A jak czytam takie wymiociny komuszego urzedolka

Dodaj komentarz