Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Raporty

Chcemy kupować nowe auta ale się boimy. Winna pandemia

Data publikacji: Autor: MAciej Badowski (AIP)

Fot. Jakub Steinborn/ Polska Press W wakacje sprzedaż samochodów osobowych w Polsce spadła. Jednak jak tłumaczy nam ekspert spadki wcale nie oznaczają, że Polacy nie chcą kupować nowych samochodów. - Wręcz przeciwnie, popyt jest naprawdę spory, ale z kilku przyczyn wstrzymujemy się z motozakupami- mówi.

Z najnowszych danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów (ACEA) oraz Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że choć od stycznia do sierpnia br. sprzedano w Polsce o jedną piątą więcej nowych samochodów osobowych w porównaniu do tego samego okresu 2020 roku, to w miesiące wakacyjne sprzedaż wyraźnie tąpnęła.

W lipcu br. Polacy zarejestrowali o ponad 8 proc. mniej nowych osobówek, a w sierpniu o ponad 4 proc. mniej w porównaniu do tych samych miesięcy pandemicznego 2020 roku. Jednak te niewielkie spadki sprzedaży wcale nie oznaczają, że Polacy nie chcą kupować nowych samochodów. Wręcz przeciwnie, popyt jest naprawdę spory, ale z kilku przyczyn wstrzymujemy się z motozakupami- tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press Paweł Gos, Prezes Zarządu Exact Systems.

Zdaniem eksperta cały czas nastrojami zarówno konsumentów jak i firm rządzi COVID-19. - Choć od początku pandemii minęło już ponad półtora roku, jej końca nie widać i mówi i dodaje, że rośnie także niepewność, co do kolejnej fali pandemii, tego jak silna będzie, jak długo potrwa, jakie nowe obostrzenia nas czekają. - W związku z tym Polacy wstrzymują się z zakupem nowych „czterech kółek” na lepsze, pewniejsze czasy- mówi.

Jak drugi powód wskazuje fakt, że w salonach po prostu brakuje samochodów. Owszem, wiele aut jest wyprodukowanych, ale nie opuszczają parkingów fabryk motoryzacyjnych, a w konsekwencji nie docierają do dilerów i klientów, ponieważ brakuje w nich podzespołów, głównie zawierających półprzewodniki.

- Czasami jest to nawet tak drobny element jak poszycie drążka zmiany biegów. Na przykładzie jednego z zaprzyjaźnionych dilerów z Częstochowy, który w analogicznych okresach w latach ubiegłych posiadał na placu około 500 aut gotowych do odbioru, a dzisiaj nie ma ich nawet 10, można śmiało powiedzieć, że nie ma czym handlować. Jestem jednak przekonany, że jak tylko skończą się kłopoty z ich dostawą, czyli nie wcześniej niż w pierwszym kwartale przyszłego roku, można spodziewać się zdecydowanej poprawy sytuacji- mówi Gos.

Po trzecie, mamy dzisiaj moment tzw. polaryzacji konsumenckiej. Ze względu na zmiany związane z elektromobilnością, zapowiadane przez kolejnych producentów motoryzacyjnych wycofanie się z produkcji samochodów spalinowych i wzrost cen paliw, klienci są podzieleni w decyzjach motozakupowych. Gos zauważa, że jedni cały czas chcą wsiąść za kółko auta o tradycyjnym, spalinowym napędzie. - W drugim obozie są osoby z wysoką ekoświadomością, które chcą, aby ich kolejnym autem był elektryk lub hybryda- mówi i dodaje, że obecnie prym wiedzie druga część rynku.

- W ciągu ośmiu miesięcy tego roku zmniejszyła się nie tylko sprzedaż diesli, ale i silników benzynowych. Natomiast na fali są napędy alternatywne, czyli elektryki i hybrydy. Ich udział w całej sprzedaży nowych aut osobowych wyniósł ponad 30 proc., podczas gdy w pandemicznym 2020 roku był dwa razy niższy- wylicza.

- Za taki stan odpowiada również kilka czynników. Przede wszystkim coraz większa świadomość ekologiczna Polaków – chcemy być coraz bardziej eko w różnych sferach życia. Rzadziej kupujemy nowe ubrania, oddajemy buty do renowacji, segregujemy śmieci, pijemy kranówkę i… chcemy jeździć elektrykami- wylicza.

Zobacz także: Jak oszczędzać paliwo?

Ponadto wskazuje na fakt, że firmy finansujące, głównie banki i firmy leasingowe, wychodzą coraz śmielej z ofertami finansowania ekoaut, które nierzadko są atrakcyjniejsze niż te na auta spalinowe. I w końcu niedawno ruszyła druga odsłona dopłat rządowych.

- Ale, o ile na co dzień jestem dużym optymistą, to przy aktualnym poziomie cen i dopłat rządowych, pojazdy elektryczne jeszcze długo pozostaną poza finansowym zasięgiem większości Polaków. Na przykład w Rumunii dopłaty do elektryków wynoszą ok. 40 tys. zł, podczas gdy u nas ponad dwa razy mniej. Dlatego, w optymistycznym scenariuszu potrzebujemy jeszcze minimum 5, w pesymistycznym – nawet 10 lat, zanim elektryki staną się powszechnym widokiem na naszych ulicach. Wówczas koszty wytworzenia aut elektrycznych i tradycyjnych zrównają się. Również za około 5 lat spodziewamy się pierwszej fali używanych elektryków, które dotrą do nas m.in. z Niemiec, gdzie aut tego typu jeździ w tej chwili już milion. Jednak do tego czasu powinniśmy skupić się na poszerzaniu niezbędnej infrastruktury- podsumowuje Gos.

Źródło: Polskatimes.pl

Zobacz także: Peugeot 308 w odmianie kombi

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • oqo (gość)

    Mnie drażni, że w większości nowych aut brak CD. Producenci ta się spiesząc w kwestii tych nośników tylko zniechęcają do kupna nowego auta. Albo chcą ogłupiać społeczeństwa na całym świecie. Mam kolekcję dobrych płyt jazzu, bluesa, rocka, klasyki i też nie wyobrażam sobie jazdy bez tych płyt. A na przegrywanie na pendriva nie mam czasu ani cierpliwości. P.S W nowych autach większości już producentów (Opel, Volkswagen, Skoda, Seat) nie ma nawet wyjścia AUX. To już perfidia.. Irritates me that there is no CD in new cars. Manufacturers rushing about these carriers only discourage the purchase of a new car. Or they want to fool societies around the world. I have a collection of good jazz, blues, rock and classics records and I can't imagine driving without these records either. And I do not have time or patience for losing on pendrive. P.S The new cars of most manufacturers (Opel, Volkswagen, Skoda, Seat) do not even have an AUX output. This is perfidy

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości