Wszystko
o samochodach

Motociekawostki / Historia motoryzacji

Chrysler Six 1924

Data publikacji: Autor: Michał Kij

fot. Chrysler Co ma robić milioner po czterdziestce? Bawić się w kasynach? Uganiać za spódniczkami? Walter P. Chrysler po prostu zbudował doskonały samochód.

fot. Chrysler

 

Karierę zaczął na kolei, ale kiedy kupił sobie auto zakochał się w nim od pierwszego wejrzenia. Wkrótce postarał się o zmianę pracy. W 1911 r. zatrudnił się w Buicku z pensją 6 tys. dolarów rocznie. W ciągu kilkunastu miesięcy zwiększył dzienną produkcję firmy z 50 do 220 samochodów. Jemu zwiększono pensję do 120 tys. rocznie plus premia w postaci akcji wartych 380 tys. fot. Chrysler W 1919 r. został wiceprezesem General Motors, ale szef firmy - William C. Durant - doprowadzał go do pasji i wkrótce Chrysler opuścił koncern.

 

Za okrągły milion dolarów podjął się ratowania tonącej w długach firmy Willys-Overland. Tam poznał trzech wybitnie uzdolnionych inżynierów: Freda Zedera, Owena Skeltona i Carla Breera. Wkrótce nadarzyła się okazja, żeby kupić upadającą firmę Maxwell. Chrysler został jej właścicielem, a Zender, Scelton i Breer rozpoczęli pracę nad nowym modelem samochodu.

 

fot. Chrysler Wielka premiera auta Chryslera uświetniła nowojorski salon samochodowy w 1924 r. Było lekkie, ale solidne i miało wydajny, sześciocylindrowy rzędowy silnik o pojemności 3,3 l i mocy 68 KM. Prędkość maksymalna przekraczała 110 km/h. Całkiem sporo, jak na tamte lata. Kosztujący fortunę Cadillac V16 z trudem dochodził do 160 km/h! Tak jak Buick wóz Chryslera, nazwany Six, mieścił się cenowo w klasie średniej. Miał jednak kilka drobiazgów wziętych z wyższej półki, np. wszystkie wskaźniki na tablicy rozdzielczej były przykryte wspólną, szklaną obudową (na zdjęciu po prawej). Samochód miał również wydajne, hydrauliczne hamulce bębnowe.

 

fot. Chrysler Nowy model zrobił furorę. W 1925 r. firma Maxwell zmieniła nazwę na Chrysler Corporation. W krótkim czasie została trzecią co do wielkości, po General Motors i Fordzie. Wątpiących w auto Chryslera było niewielu. Jeden z dilerów szczególnie upierał się, że samochód na pewno nie przekroczy owych 110 km/h (70 mil na godzinę). Wówczas menadżer od marketingu Tobe Couture zabrał go na przejażdżkę. Na mokrej drodze rozpędził wóz powyżej stu dziesięciu, puścił kierownicę i ... wdepnął do deski hamulec! Udowodnił w ten sposób nie tylko szybkość ale i stabilność samochodu. Nazwisko dilera się nie zachowało. Kiedy po powrocie do biura podpisywał duże zamówienie za mocno drżały mu ręce.  

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości