Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Technologia

Cztery kółka po liftingu

Data publikacji: Autor: Agnieszka Filipowicz

 Oni lubią się wyróżniać. Nie kryją jednak, że to kosztowna pasja. Mowa o entuzjastach z Departamentu Tunningu Małopolska.

 

Gdy ich samochody mkną ulicami, nie sposób nie zwrócić na nie uwagi. Oni lubią się wyróżniać. Nie kryją jednak, że to kosztowna pasja. Ale zarazem frajda warta wydatków. Mowa o entuzjastach tunningu z powiatu chrzanowskiego, skupionych w Departamencie Tunningu Małopolska, kilkunastoosobowej grupie, na razie działającej nieformalnie. Spotykają się raz na miesiąc na chrzanowskich Kątach, czasem — raz na dwa tygodnie. Wspólnie jeżdżą na zloty podobnych do nich pasjonatów liftingu. Jak łatwo zgadnąć, dominuje wtedy jeden temat — tunning. Zarówno ten wizualny, jak i mechaniczny.

— Każde auto seryjnie produkowane można poddać tunningowi i zrobić z niego pojazd inny niż samochody, które razem z nim zjechały z taśmy. Przyjemnie jeździ się autem, które wygląda inaczej — przekonują moi rozmówcy.

 

W oczy rzuca się przede wszystkim ten pierwszy, czyli tunning wizualny — przyciemnione szyby, założone lotki czy brewki, spojlery, inne lampy, sportowy wydech, aluminiowe felgi. Są tacy, którzy decydują się też na ozdabianie karoserii malunkami. Te wykonywane ręcznie kosztują dużo (minimum 1500 zł), dlatego niektórzy zadawalają się niedrogimi naklejkami.

Opowiadając o tunningu wizualnym, moi rozmówcy z Departamentu Tunningu żartobliwie wymieniają jeszcze jeden jego rodzaj — „tunning wiejski”. Ponoć rozpoznać go można na kilometr. — Taki samochód posiada wiele barw — śmieje się mój rozmówca o pseudonimie Keraj.

— Wygląda jak choinka przystrojona na święta — tyle ma różnokolorowych światełek, świecących diodek — dorzuca Michał.

Obaj nie kryją, że mają taki tunning w pogardzie.

 

Kop po dopalaczu

 

Tunning mechaniczny polega m.in. na zwiększeniu mocy silnika, choć nie tylko. Niektórzy preferują też na przykład obniżone zawieszenie. Ale nie ma nic za darmo. — Zwiększenie mocy silnika oznacza, że samochód zużywa więcej paliwa — zwraca uwagę Michał.

Niektórych to jednak nie odstrasza. Zwłaszcza tych, którzy lubią zastrzyk adrenaliny i biorą udział w nielegalnych wyścigach. Ci montują nitro, czyli tzw. dopalacz. Auto z dopalaczem ma „lepszego kopa” przy starcie. Ta „zabawka” kosztuje jednak kilka tysięcy złotych, więc nie każdego stać na jej montaż. Ponadto — nitro jest niedozwolone. Jego wykrycie może skończyć się odebraniem dowodu rejestracyjnego przez policję. Dlatego butla montowana jest tak, by nie była widoczna dla oka np. pod fotelem, w bagażniku.

 

— Dopalacz jest drogi i w sumie nieopłacalny. Działa jako przyspieszacz spalania benzyny. Na pewno skraca żywotność silnika — tłumaczą moi rozmówcy, podkreślając z naciskiem, że oni własnych samochodów nie wzmocnili w ten sposób, choć znają w powiecie chrzanowskim miejsca, gdzie nitro jest montowane. — Nie chcemy mieć problemów z policją — dodaje Keraj.

Ale problemy z policją można mieć nie tylko za dopalacz. Jak słyszę od Ryszarda Opiały z Sekcji Prewencji i Ruchu Drogowego chrzanowskiej KPP, niedozwolone są też podświetlone spody samochodów (ich fluorescencyjne światło może oślepiać innych kierowców), koła wystające poza obręb błotnika, malowanie świateł stopu czy kierunkowskazów sprayem, który je przyciemnia (wymiana lamp na legalnie przyciemnione kosztuje nawet 1000 zł, zaś spray ok. 20 zł), również nadmierne przyciemnianie szyb.

 

— Można przyciemniać folią tylnie szyby pod warunkiem., że samochód wyposażony jest w dodatkowe lusterko zewnętrzne prawe. Natomiast przednia szyba musi mieć przepuszczalność światła 75 procent, a boczne przednie — 70 procent.

Nawet, jeśli nakleimy na szyby folię spełniającą ten warunek, to trzeba pamiętać, że szyby samochodowe są zwykle już fabrycznie przyciemnione w około 7 procentach. Sam atest na folię zatem nie wystarczy, potrzebny jest atest na szybę z tą folią. Można go uzyskać w Instytucie Ceramiki i Szkła w Krakowie. Ten sam instytut wydaje też atest na szyby przyciemniane metodą natryskową — mówi Ryszard Opiała.

Na razie chrzanowska policja nie dysponuje jednak urządzeniem badającym przepuszczalność światła w samochodowych szybach, ale ponoć w przyszłym roku taki sprzęt tutaj ma dotrzeć.

 

Ile to kosztuje?

 

— Trudno powiedzieć, nie ma reguły. Zależy, co chcemy zmienić w samochodzie i ile na to mamy pieniędzy. Na przykład sportowy tłumik kosztował mnie ostatnio 600 zł, a w poprzednim samochodzie — tylko 200 zł. Nie spisuję tych wydatków z ołówkiem w ręku. Oczywiście, przy sprzedaży samochodu można próbować zsumować wydane kwoty. Tunning podwyższa wartość samochodu, ale wiele zależy też od tego, jak jest wykonany. Trzeba też pamiętać, że nie dla każdego potencjalnego kupca tunning jest zaletą. Np. jakiegoś „dziadka” niewiele będzie interesowało to, że w samochodzie jest sportowy wydech czy „alumy” są siedemnastocalowe. Jego będzie po prostu interesował samochód za rozsądną cenę — tłumaczy Keraj.

Adam Piórko, nauczyciel wychowania fizycznego w Gimnazjum nr 3 w Trzebini nie należy do żadnego klubu tunnigowego, ale przyznaje, że tunning to jego hobby, zwłaszcza tzw. caraudio (chodzi o sprzęt grający). Ten w jego wartym ok. 50 tys. zł srebrnym seacie kosztował 10 tys. złotych i został zamontowany przez profesjonalistów z Kliniki Dźwięku w Krakowie.

— Mój samochód jest nowy, z 2003 r. Na razie dokonałem w nim tylko tunningu wizualnego. Mechaniczny, dopóki samochód nie będzie miał dwóch lat, nie wchodzi w grę, bo straciłbym gwarancję — tłumaczy nauczyciel.

 

Po podsumowaniu wydatków, które poniósł na tunning wizualny swego seata, okazuje się, że kosztował go do tej pory już ponad 12,2 tys. zł: 10 tys. zł — sprzęt grający, 150 zł — brewki, 1200 zł — alumfelgi, 50 zł — malowanie zacisków i bębnów hamulcowych, 120 zł — naklejka na wlew paliwa, 24 zł — ramka pod tablicą rejestracyjną, 80 zł- obszycie kierownicy czerwoną skórą (to koszt samego materiału, kierownicę obszywał właściciel), 150 zł — skórzany mieszek lewarka dźwigni biegów razem z gałką i aluminiowymi elementami, 120 zł — nakładka na hamulec ręczny wraz z pokrowcem, 320 zł — komplet aluminiowych dywaników z blachy ryflowanej.

— Jeszcze chciałbym przyciemnić natryskowo (w odcieniu niebieskim) szyby (koszt ok. 800 zł), kupić komplet ospojlerowania belgijskiej firmy (1600 euro), dodatkowy spojler na klapę (kolejne 1000 zł), wymienić opony i felgi z czternastek na piętnastki (2200 zł) — wylicza Adrian Piórko.

 

Pikawa staruszka

 

Samochody tunnigowców zwracają uwagę policji. Bo choć moi rozmówcy twierdzą, że stosują się skwapliwie do przepisów ruchu drogowego, tylko naiwny mógłby uwierzyć, że nie zrobili nigdy użytku np. ze wzmocnionego silnika.

Choć Keraj przyznaje, że owszem, zdarzyło mu się nieraz przekroczyć dozwoloną szybkość. Raz odczuł to nawet na swojej skórze jego ojciec. Keraj mknął samochodem swego rodziciela ulicami Katowic, przekraczając dozwoloną prędkość o dobre kilkadziesiąt kilometrów na godzinę. Ustrzelił go fotoradar. Przekroczenie było tak duże, że kwalifikowało się do odebrania prawa jazdy brawurowemu kierowcy. Ojciec Keraja — właściciel pojazdu dostał wezwanie. Winę wziął na siebie. Policjanci spodziewali się zobaczyć szalonego młokosa, ujrzeli statecznego pana w średnim wieku.

— Dzięki temu skończyło się tylko na mandacie. Ale teraz już tak nie jeżdżę. Muszę dbać o „pikawę” mojego staruszka. Wtedy bardzo zdenerwowało go to wydarzenie — opowiada Keraj.

 

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Tagi:

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości