Wszystko
o samochodach

Motociekawostki / Historia motoryzacji

Czy wiesz, że...? Przed II wojną światową były auta na gaz... drzewny

Data publikacji: Autor: Marek Ponikowski

Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe W roku 1922 Automobile Club de France zorganizował rajd wytrzymałościowy dla ciężarówek napędzanych gazem drzewnym. Trasa: około 120 km, czas: dwa dni.

W roku 1939 dziewczyna imieniem Irena, która w przyszłości miała zostać moją matką, zdała maturę. Pierwszego października chciała rozpocząć studia na wydziale biologicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Za sprawą Adolfa Hitlera zamiast na uniwersytet poszła do pracy w Fabryce Aparatów Elektrycznych Kazimierza Szpotańskiego w Międzylesiu pod Warszawą. Podczas okupacji niemieckiej produkowano tam aparaturę wysokiego napięcia. Nie wiem, czym zajmowała się „u Szpotańskiego”, pewnie pracowała w biurze. A wspominam o tym dlatego, że od dzieciństwa interesowałem się samochodami (zostało mi to do dziś) i kiedyś mama opowiedziała mi, że jeździła czasem na warszawski Kamionek, gdzie mieściła się druga fabryka Szpotańskiego, dziwną ciężarówką, której silnik zasilany był gazem z wielkiego kotła znajdującego się za kabiną. Co jeszcze dziwniejsze, do wytwarzania tego gazu wykorzystywano drewno! O samochodach „na holzgas” słyszałem potem wielokrotnie od ludzi pamiętających czasy okupacji. A w tygodniku „Motor” znalazłem kiedyś fotografię samochodu Pobieda z aparaturą do wytwarzania gazu drzewnego w bagażniku wykonaną w latach 60. - o dziwo - w Norwegii. Całkiem zaś niedawno natknąłem się w internecie na zdjęcie z Korei Północnej. Widać na nim ciężarówkę wojskową - miejscową wersję sowieckiego GAZ-a 51 (u nas znanego jako Lublin 51) - z wysokim metalowym kotłem tuż za kabiną. Okazuje się więc, że tego typu rozwiązania wykorzystywane są także współcześnie!

Gaz drzewny powstaje w procesie tzw. niepełnego spalania drewna, przede wszystkim bukowego, brzozowego i dębowego, w generatorze mającym formę wysokiego metalowego cylindra. Skład gazu zależy przede wszystkim od wilgotności paliwa drzewnego (powinna być jak najmniejsza) oraz temperatury w palenisku generatora. Przyjmuje się, że w optymalnych warunkach jest on mieszaniną około 20 procent wodoru, tyle samo tlenku węgla oraz niewielkiej domieszki metanu. Jest w nim także dużo substancji niepalnych: azotu, dwutlenku węgla i pary wodnej. Poza generatorem w skład instalacji samochodowej wchodzą m.in. elementy służące do oczyszczania i osuszania gazu oraz chłodnica obniżająca jego temperaturę.

 Zobacz także: Prawo jazdy. Kategoria B i ciągnięcie przyczepy

Pomysł wykorzystania w motoryzacji gazu drzewnego pojawił się w Europie po I wojnie, gdy uświadomiono sobie, że ograniczenia w dostawach paliw płynnych mogą być groźne dla gospodarki i obronności. Możliwość ich zastąpienia drewnem, surowcem tanim i powszechnie dostępnym, wydawała się wielce atrakcyjna. W roku 1922 Automobile Club de France zorganizował rajd wytrzymałościowy dla ciężarówek napędzanych gazem drzewnym. Trasa: około 120 kilometrów, czas: dwa dni. Technologia rozwijała się tak szybko, że w roku następnym 1200-kilometrową trasę rajdu należało pokonać w ciągu 12 dni. Trasa trzytygodniowego rajdu w roku 1925 liczyła już prawie 2100 kilometrów! W tych imprezach startowały zespoły fabryczne marek tak znanych, jak Berliet, Latil, Panhard czy Renault. W Niemczech rozwój motoryzacji wykorzystującej gaz ziemny przebiegał odmiennie. Produkowano tam głównie zestawy oparte na konstrukcji inżyniera Georga Imberta przeznaczone do warsztatowego montażu w samochodach z silnikami zasilanymi benzyną. Początkowy entuzjazm malał jednak, w miarę jak ujawniały się niedoskonałości zasilania silników gazem generatorowym. Pojazdy ciężarowe zużywały ogromną ilość drewna, które musiało być uprzednio starannie wysuszone i pocięte na klocki o boku paru centymetrów. Znaczną część powierzchni ładunkowej zajmowały generator wraz z osprzętem i… worki z paliwem. Poranne przygotowanie pojazdu trwało długo, a po zakończeniu podróży niewykorzystany gaz trzeba było bezproduktywnie wypuszczać do atmosfery. Co kilkadziesiąt kilometrów należało dosypywać drewna do generatora i usuwać popiół z paleniska. W dodatku wskutek niskiej wartości energetycznej paliwa drzewnego pojazdy zasilane gazem były znacznie wolniejsze i mniej dynamiczne od konkurentów z silnikami benzynowymi czy wysokoprężnymi.

O samochodach napędzanych gazem drzewnym dawno by zapomniano, gdyby nie II wojna światowa. Niemcy Hitlera, walcząc na dwa fronty, potrzebowały gigantycznych ilości paliw płynnych, których jedynym praktycznie źródłem były pola naftowe i rafinerie sojuszniczej Rumunii. Dostawy dla lotnictwa i wojsk pancernych starano się uzupełniać skomplikowaną i horrendalnie drogą produkcją syntetycznej benzyny z węgla. Dla zaplecza benzyny i oleju napędowego nie wystarczało. A drewna było pod dostatkiem... Już w trzecim roku wojny większość samochodów osobowych i ciężarówek w Niemczech wyposażono w generatory gazu drzewnego.

Zobacz także: Volkswagen up! w naszym teście

 

We Francji tak przebudowanych samochodów było 65 tys., w okupowanej Danii - 10 tys., w Norwegii - 9 tys. Dane za rok 1944 z Finlandii, która była sojusznikiem Niemiec, mówią o 30 tys. napędzanych gazem drzewnym ciężarówek i autobusów, 4 tys. ciągników, 600 jednostkach pływających i 7 tys. aut prywatnych. Pod koniec wojny w Niemczech było pół miliona samochodów z generatorami gazu drzewnego i… około trzech tysięcy przydrożnych punktów, w których można było uzupełnić zapas drewna. Po wojnie, w miarę jak zachodnia część Niemiec zaczęła odczuwać dobroczynne skutki „cudu gospodarczego” ministra Ludwiga Erharda, takie pojazdy szybko znikały z dróg. W roku 1950 było ich już tylko około 20 tys. We wschodniej strefie jeździły dłużej.

W Polsce w latach 1953-1954 Instytut Transportu Samochodowego przeprowadził badania trakcyjne samochodu terenowego Dodge Commander WC 56 z amerykańskiego demobilu, który wyposażony został w generator gazu drzewnego. Pomiary wykazały, że przy zasilaniu benzyną pojazd w ruchu drogowym zużywał 19,1 l / 100 km przy przeciętnej prędkości 57,5 km/godz. Po przejściu na mniej kaloryczne paliwo gazowe przeciętna prędkość spadła do 45,35 km/godz., a pokonanie 100 km wymagało zużycia 40 kg drewna. Nie były to wyniki zachęcające. Być może dlatego pomysł „zagazowania” amerykańskich samochodów wojskowych, których dużo jeszcze służyło w różnych przedsiębiorstwach i instytucjach, nie miał ciągu dalszego.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • PaPs (gość)

    Autobus na przystanku, zdjęcie z okresu II wojny. Ul. Sienkiewicza 2, za rogiem Królewska - Kraków. https://www.google.com/maps/@50.0700794,19.9258614,0a,75y,189.05h,90.91t/data=!3m4!1e1!3m2!1sKvwlRBVvzKyiwX9ugOhUrw!2e0

  • Komentarz usunięty.
  • ekon (gość)

    19l/100km=50zł przy cenia 5zl/litr 40kg drzewa/100km = 25zł przy cenie ok. 1000zł/tonę

  • kintrab (gość)

    Mam 81 lat. Pamiętam z dzieciństwa, w końcu lat 40-tych w Łodzi na ul. Zachodniej odcinku między ul. 11 listopada (później Obrońców Stalingradu, obecnie Legionów) i Próchnika, po stronie wschodniej (później wyburzonej) taki samochód dostawczy poniemiecki "na holzgas", czyli gaz drzewny, który rozwoził do sklepów bańki z mlekiem. Miał on generator w kształcie kotła, umieszczony po prawej stronie, nieco z tyłu, obok wejścia do "szoferki". PS. Ul. Zachodnia w Łodzi na odcinku do Zielonej wyglądała w tych czasach identycznie jak wtedy (i teraz) ul. Wschodnia i Południowa (obecnie Próchnika i Rewolucji 1905).

  • Do kintrab (gość)

    Dzień dobry kintrab, też jestem z Łodzi, mam 25 lat, ciekawe wspomnienia z przed lat, to fajnie, że jeszcze są tacy ludzie jak Ty i się udzielają w internetach

  • max (gość)

    Po wojnie i w latach 50 na polskich ulicach było sporo samochodów, jak to się wówczas mówiło na "holtzgaz". Zwłaszcza ciężarówek. Były to pozostałości po okupantach.

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości