Wszystko
o samochodach

Motosport / Rajdy

Dakar 2016. Wypadek, ranni i rzęsista ulewa

Data publikacji: Autor: Leszek Jaźwiecki, korespondencja z Rajdu Dakar (AIP) / Foto Olimpik/x-news

Fot. malysz.pl Z rampy w Tecnopolis w Bue-nos Aires ruszył w sobotę 38. Rajd Dakar. I ledwo ruszył, a już się zatrzymał. Tak pechowego początku jeszcze nie było.

Fot. malysz.plO tym, że Dakar to najtrudniejszy i jeden z najbardziej niebezpiecznych rajdów świata można było się przekonać już pierwszego dnia. Auto prowadzone przez Chinkę Guo Meiling, pierwszą w historii kobietę-kierowcę z Azji, po pokonaniu 6,6 kilometrów prologu wpadło w widzów. Do akcji ruszyły śmigłowce medyczne, ratunkowe pojazdy specjalistyczne organizatorów oraz osiem miejscowych karetek. Chociaż początkowe wieści były dramatyczne, ostatecznie poinformowano, że w szpitalu w poważnym stanie pozostały tylko dwie osoby: mężczyzna i jego 14-letni syn.

A mogło być jeszcze gorzej, bo na przedpołudniowy start już od rana do Tecnopolis ściągały tłumy fanów tego ekstremalnego rajdu, który w tym roku ma być najtrudniejszy w historii. Głównie dlatego, że będzie przebiegał na wysokości ponad 4,5 tysiąca metrów.
Na razie wszystko idzie jak po grudzie. W Argentynie co prawda panuje lato i podczas startu żar lał się z nieba, a zimna woda i lody sprzedawane z wiaderka szły jak repliki koszulek Leo Messiego. Jednak pogoda, o czym za chwilę, potrafi nagle zrobić tu zwrot w innym kierunku.

Na razie wróćmy do prologu. Jako pierwszy z naszych reprezentantów na trasę wyruszył ubiegłoroczny zwycięzca wśród quadowców – Rafał Sonik. To Polak, który w Argentynie zdobył prawdziwą sławę. To było widać – każdy kibic chciał sobie z nim zrobić zdjęcie i uścisnąć  dłoń.

Sonik prolog pokonał spokojnie. Zajął 14. miejsce, na wygrywanie ma jeszcze czas. Może jedynie niepokoić to, że najszybciej 11-kilometrowy odcinek specjalny pokonał jego najgroźniejszy rywal do zwycięstwa  Chilijczyk Ignacio Casale, triumfator rajdu w 2014 roku.

Bardzo dobrze rozpoczęli rajd Marek Dąbrowski i Jacek Czachor. Zawodnicy Orlenu zajęli piąte miejsce, tuż za głównym faworytem, Al-Attiyahem Nasserem z Kataru. Prawdziwa walka miała się jednak rozpocząć na pierwszym etapie z Rosario do Villa Carlos Paz – o długości 662 kilometrów. Miała, ale się nie rozpoczęła. Wszystko przez potężną ulewę, która zamieniła bezdroża w rzeki. Organizatorzy, po kilkukrotnym przekładaniu startu, odwołali ostatecznie etap.

Zobacz także: Pierwsza taka wygrana "The Blues" od sierpnia

Uczestnicy Dakaru będą więc mieli do przejechania nieco mniej niż dziewięć tysięcy kilometrów. Przykładowo Madryt od Buenos Aires dzieli 10.077 kilometrów. Samolot pokonuje ten dystans w ciągu niespełna 13 godzin, kierowcy na trochę krótszy będą mieli na to 12 dni. Długich, męczących, wręcz morderczych etapów. O zwycięstwo powalczą zawodnicy z 60 krajów.

Po dotarciu do Argentyny, stolica tego kraju powitała nas upalną pogodą. Słupek rtęci sięgał powyżej 30 stopni, co przy  panujących w Polsce mrozach było całkiem przyjemną odmianą. Niepokojące były jednak zapowiadane deszcze. Z ciężkich, ciemnych chmur spadł rzęsisty deszcz. Momentalnie tworzyły się ogromne kałuże. Kilka dni temu w okolicach Rosario były ulewy, zginęły trzy osoby, wiele nie ma dachów nad głową. Władze zapowiedziały stan wyjątkowy w tym rejonie. Płynąca przez Rosario rzeka Parana ma niespotykany wysoki poziom, o kilka metrów przekraczający stan alarmowy.

Spokojnie było za to w Tecnopolis, skąd rajd startował. To wyjątkowe miejsce. Na ogromnej przestrzeni (to największe  takie miejsce w Ameryce Łacińskiej) prezentowane są osiągnięcia w technologii, przemyśle i sztuce. Jednocześnie znajduje się tu jeszcze rajdowe miasteczko. Ogromny teren w dzielnicy Villa Martelli robi wrażenie, tym bardziej, że strzeżony jest chyba pilniej niż Pentagon. Wjazdu strzeże wojsko i policja. Z karabinami z ostrą amunicją. Cały teren otoczony jest murem i płotem z siatki. Do tego drut kolczasty. Nikt bez specjalnej akredytacji, czy opaski, nie ma prawa wejść do parku maszyn, gdzie stoją rządkiem przygotowane do startu pojazdy.

Ludzie przyglądali się temu zza płotu. Każdy wyjazd ciężarówki czy samochodu, a nawet motocykla obklejonego logo rajdu i sponsorami śledzony był bardzo uważnie, czasem nawet z otwartą buzią. W centrum stolicy Argentyny można było odczuć atmosferę wielkiego wydarzenia. Nie ma plakatów czy billboardów, ale co chwila tu i ówdzie przez miasto przemknie z rykiem silnika rajdowy pojazd. Mieszkańcy Buenos Aires są jednak przyzwyczajeni do takich widoków.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości