Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Felietony

Do rozsądku przez portfel. Felieton Ryszarda M. Perczaka

Data publikacji: Autor: Ryszard M. Perczak

Fot. Piotr Krzyżanowski Kilka dni temu grupa pasjonatów z Łodzi postanowiła pobić rekord świata w jeździe samochodem elektrycznym. Wzięli Teslę S, naładowali jej akumulatory do pełna i jechali aż do zatrzymania czyli wtedy, gdy skończył się prąd.

Fot. Archiwum Chodziło im o to aby pokazać, że seryjnie produkowanym autem na prąd można pojechać np. z Łodzi pod Wenecję tj. około 1100 kilometrów. Nieco wcześniej, także Teslą S włoscy hobbyści przejechali 1075 kilometrów. Naszym na razie się nie udało poprawić tego wyniku. Polska Tesla stanęła, gdy pokonała ok. 800 kilometrów. Łodzianie tłumaczą to padającym deszczem oraz nietrafionym doborem trasy i opon. Będą znowu próbować może jeszcze w tym roku.

Już nie po to, aby pobić rekord świata, ale żeby sprawdzić czy to jest w ogóle możliwe do Afryki elektrycznym Nissanem Leafem wybiera się podróżnik spod Poznania, Arkady Fidler, nawiasem mówiąc wnuk tamtego Arkadego Fiedlera, dla którego ryby śpiewały w Ukajali. O ile mi wiadomo na Saharze nie ma ogólnodostępnych gniazdek 230 V.

Optymistą, jeśli chodzi o auta elektryczne jest także minister Morawiecki, który chce podobnie, jak przed laty Edward Gierek, przesadzający Polaków z jednośladów do „małych” Fiatów, doprowadzić do tego abyśmy zamiast benzyny tankowali kilowaty. Minister jest przekonany, że do 2025 r. w naszym kraju będzie zarejestrowanych milion aut na prąd. Co więcej, znakomita większość z nich będzie wyprodukowana w polskiej fabryce. Póki co nawet w garażu Ministerstwa Finansów nie parkuje żadne elektryczne auto, a do ziszczenia się ministerialnej prognozy zostało już tylko niewiele ponad 7 lat.

Są jeszcze i tacy co chyba już zaczęli w to wierzyć, choć rządowe zapowiedzi widzą bardziej jako dogmat, czyli mówiąc wprost wierzą ślepo, bo realnych przesłanek ku temu nie widać. Chodzi o importerów próbujących sprzedawać nad Wisłą auta - jeśli nie wyłącznie na prąd to przynajmniej hybrydy.

Redakcja poleca:

Policja z nową metodą walki z łamiącymi przepisy drogowe?
Ponad 30 tys, zł za złomowanie starego auta
Audi zmienia oznaczenie modeli na... stosowane wcześniej w Chinach

W tych dniach polski importer Suzuki pochwalił się trzema hybrydowymi wersjami swoich znanych modeli. Pech chce, że te ekologiczne odmiany są aż o 7 tys. zł droższe od tych Suzuki, których silniki działają na paliwa płynne. Aby inwestycja się zwróciła trzeba by jeździć ze 30 lat, a tego nawet najtrwalsze Suzuki nie jest w stanie wytrzymać. W Suzuki mówią, że to auta dla świadomych kierowców. Może i tak jest, choć zdaje się, że w tym wypadku owa świadomość oznacza tyle co nie wiedzieć jak wydawać pieniądze.

Zobacz także: Skoda Octavia w naszym teście

Polecamy: Co oferuje Kia Picanto?

Toyota, która ma bodaj największe doświadczenie jeśli chodzi o napędy mieszane swoje hybrydy sprzedaje taniej niż wersje z dieslem i to się naszym kierowcom już się bardziej podoba, bo hybrydowe Toyota idą jak świeże bułeczki. Teraz znacznie łatwiej byłoby znaleźć markę, która nie ma auta z napędem elektryczno-spalinowym bądź tylko elektrycznym niż taką, która ciągle sprzedaje wyłącznie spalinowe. Liczą (he, he) na rozsądek polskich kierowców.

Niestety na razie wszyscy, łącznie z ministrem finansów, którym się marzy ekologiczna polska motoryzacja są skazani na porażkę, gdyż do Polaka trzeba przemawiać przez portfel, a nie serce ani tym bardziej rozum. Dowodem na to jest sukces programu 500+, którego efektem jest rosnący nieomal z miesiąca na miesiąc przyrost naturalny. Żeby Kowalski kupił auto na prąd musi wiedzieć, że mu się to opłaci. Tymczasem mówi się o milionie aut ładowanych z gniazdka, ale nikt się nawet nie zająknął, że ich użytkownicy nie dość, że je mogliby kupić taniej, bo rząd do nich dopłaci, to jeszcze będą zwolnieni z niektórych opłat, choćby za parkowanie w centrum miasta. Wspomniana dopłata do hybrydowego Suzuki mogłaby być jedną z takich zachęt.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • Educated Fool (gość)

    Kłopot w tym, że rozum nakazuje na razie trzymać się z daleka od aut elektrycznych... Ani to tanie, ani ekonomiczne a zasięg popularnych "elektryków", wynoszący zwykle "aż" 150-300 km na jednym ładowaniu w zależności od warunków jazdy, budzi uśmiech politowania. Teslę pomijam ze względów finansowych.

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości