Wszystko
o samochodach

Motociekawostki / Historia motoryzacji

Historia samochodów z automatem

Data publikacji: Autor: Marek Ponikowski

Fot. Oldsmobile Podobno statystyczny Amerykanin ma prawą nogę mocniejszą i odrobinę dłuższą od lewej. Dlaczego?

Bo jeździ samochodem z automatyczną skrzynią biegów. Prawą stopą naciska pedały gazu i hamulca, zaś lewa, która zwykle obsługuje sprzęgło, w jego aucie jest bezrobotna. Dlaczego wymyślono automatyczną skrzynię biegów i co z tego wynikło?Fot. Oldsmobile

Aż 90 procent nabywców aut osobowych w USA i Kanadzie wybiera skrzynie automatyczne. Jeszcze bardziej kochają samoczynne przekładnie Japończycy. Ma je w Japonii 95 procent aut, łącznie z mikrusami mniejszymi od Fiata Pandy czy Toyoty Aygo. Za to w Europie automat wybiera zaledwie co piąty nabywca samochodu osobowego, choć niemal wszyscy producenci oferują takie wersje, nawet w segmencie aut miejskich. Polacy są do skrzyń samoczynnych nastawieni jeszcze bardziej sceptycznie niż przeciętny Europejczyk. Panuje u nas przekonanie, że jazda z automatem to domena kobiet i kierowców bez ambicji. Ponadto w powszechnej opinii automatyczne skrzynie biegów powodują większe zużycie paliwa, są bardziej podatne na uszkodzenia, kosztowniejsze w eksploatacji i obsłudze.

Automatycznych skrzyń biegów wcale nie używano w Ameryce „od zawsze”, choć prace nad nimi trwały już na początku ubiegłego stulecia. Za rozwiązanie prekursorskie uważa się przekładnię opracowaną w warsztacie braci Sturtevant w Bostonie w roku 1904. Miała dwa biegi do jazdy w przód i sterowanie za pomocą mechanizmu odśrodkowego. Gdy obroty silnika rosły, następowało samoczynne przełączenie z biegu niższego na wyższy, gdy spadały – mechanizm włączał niższy bieg. Konstrukcja była bardzo zawodna, głównie z powodu niskiej jakości matriałów, którymi dysponowali jej twórcy. Budując w kilka lat później swój model T, wielki Henry Ford zdawał sobie sprawę z Fot. Ford niskiej kultury technicznej ówczesnych kierowców i zaprojektował dla nich skrzynię biegów z przekładnią planetarną, o dwóch biegach do jazdy w przód i z biegiem wstecznym, sterowaną pedałami, więc nie w pełni automatyczną, ale niebywale prostą w obsłudze. Nawet kompletny analfabeta techniczny nie był w stanie uszkodzić pracujących w niej kół zębatych, bo konstruktor nie dał mu takiej szansy. Wielki znawca motoryzacji, inżynier Witold Rychter, wspominał w jednej ze swoich książek, że bez niczyjej pomocy opanował prowadzenie Forda T w pół godziny!

W okresie międzywojennym konstruktorzy amerykańscy próbowali jeszcze bardziej ułatwić życie kierowcom. Firmy REO i General Motors opracowały systemy półautomatyczne, w których tradycyjne sprzęgło współpracowało z przekładnią planetarną o sterowaniu hydraulicznym. Chrysler natomiast szedł zupełnie inną drogą, stosując samoczynne sprzęgło hydrauliczne w połączeniu z mechaniczną przekładnią. Z podłogi przed kierowcą zniknął jeden pedał, ale drążek zmiany biegów pozostał. Połączenie obu pomysłów było już tylko kwestią czasu: w roku 1939 General Motors wprowadził do produkcji automatyczną sk rzynię Hydra-Matic z samoczynną zmianą czterech przełożeń w zależności od prędkości jazdy, uchylenia przepustnicy oraz warunków drogowych. Licencję na tę przekładnię kupiło od GM wiele firm, łącznie z Rolls-Royce’em. Gdy w roku 1948 w Buicku Dynaflow zastosowano tzw. przemiennik momentu obrotowego, znacznie doskonalszy od prostego sprzęgła hydraulicznego, wstępny etap rozwoju planetarnej przekładni automatycznej dobiegł końca.

Dzisiejsza przekładnia samoczynna to niesłychanie skomplikowane urządzenie, składające się z kilkuset elementów systemu mechaniczno-Fot. Archiwum hydraulicznego i kolejnych kilkuset w module elektronicznym. Dawne konstrukcje o dwóch lub trzech przełożeniach zastąpiły skrzynie sześcio-, siedmio-, a nawet ośmiobiegowe, których pracę kierowca może dostosowywać do swoich upodobań (tryb „Sport”) lub warunków drogowych (tryb „Winter”, czyli zima). Mało tego: elektronika sterująca przekładnią sama analizuje styl jazdy kierowcy i odpowiednio dostosowuje do niego swoje parametry. Niektóre odmiany skrzyń samoczynnych dają możność hamowania silnikiem, co w klasycznych automatach jest nieosiągalne. Konstruktorzy poradzili sobie też z istotną wadą skrzyni automatycznej, jaką jest wyższe zużycie paliwa wynikające ze stosowania hydraulicznego przemiennika momentu obrotowego w miejsce suchego sprzęgła w konwencjonalnym układzie napędowym: rozwiązanie zwane „lock-up” blokuje konwerter podczas jazdy ze stałą prędkością. Pozostało natomiast to, co ułatwia niesłychanie jazdę w ulicznych korkach: wystarczy zmniejszyć nieco nacisk na pedał hamulca, by auto samo toczyło się do przodu. Nie trzeba co chwila włączać pierwszego biegu i koncentrować się na operowaniu sprzęgłem, nie ma ryzyka przypadkowego zgaszenia silnika…

Kto nie lubi tradycyjnej przekładni automatycznej, może dziś wybierać wśród innych konstrukcji o podobnym, z punktu widzenia kierowcy, działaniu. Są wśród nich przekładnie bezstopniowe (CVT), które płynnie, bez najmniejszych szarpnięć zmieniają prędkość samochodu, a jednocześnie nie powodują zwiększonego w porównaniu z klasycznym „manualem” zużycia paliwa. Są przekładnie ze zwykłym sprzęgłem i mechaniczną skrzynią biegów, ale z samoczynnym, elektrohydraulicznym sterowaniem. Wielką karierę robią elektronicznie sterowane przekładnie dwusprzęgłowe; to jakby dwie skrzynie biegów we wspólnej obudowie, z których jedna obsługuje biegi nieparzyste, a druga – parzyste. Dzięki współpracy obu sprzęgieł zmiana dokonuje się błyskawicznie, wręcz nieodczuwalnie dla jadących, a zużycie paliwa jest nawet niższe niż w samochodzie z klasycznym układem napędowym. Jazdy takimi autami bardzo osłabiły moją niechęć do automatów…

Na przekładnie samoczynne jesteśmy, chcąc nie chcąc, skazani. Coraz surowsze normy czystości spalin, konieczność oszczędzania paliwa, wreszcie inwazja hybryd i pojazdów elektrycznych sprawią, że samochód z trzema pedałami i drążkiem zmiany biegów w nieodległej przyszłości stanie się anachronizmem.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • pixi2000

    Trochę irytującym jest fakt zmasowanego ataku automatycznych skrzyń na kupujących. Czy nikt już nie bierze pod uwagę faktu przyjemności prowadzenia i obsługi samochodu z manualem? Jak wszystko zautomatyzujemy, to po co kierowca? Mam nadzieję, że kupujący sami zagłosują i np BMW wprowadzi model X6 z manualem, a nie tylko same automaty.

  • Roger

    w polsce to raczej różnica ceny determinuje tai zakup.

  • lordofchaos

    a teraz troche egoizmu i medrkovania do pixi2000 X6 to nie "garbus" viec ze zdaniem kupujacych mozna sie nieliczyc bo viadmo-jaki-typ-klienta i tak kupi te "fure" a mnie osobiscie to rybka, nie kupie sobie X6 z viadomych vzgledov, a i zyjac v miescie taka "krova" potrzebna jest chyba tylko do tzv. lansu bo innego povodu nie vidze co do skrzyn biegov to automat jest dla mnie jak czarna-magia raz jechalem a ile sie vstydu najadlem nie jestem przyzvyczajony ;-)

  • Martinus

    Autor powinien wspomnieć też o skrzyniach Zeroshift, najdoskonalszym rodzaju automatu, w tym roku wprowadzanym na rynek. Te skrzynie będą tylko niewiele droższe od skrzyń manualnych a ich prędkość działania i kultura jest wyższa niż dwu-sprzęgłówki, hydrokinetyczne, cvt i zrobotyzowane razem wzięte.

  • pixi2000

    Znów stary artykuł z nową datą? Coś sobie chyba motofakty życie ułatwiają. Kolego lordof... coś tam. Mnie też jeszcze dziś na X6 nie stać, co nie znaczy, że za 2 lub 3 wciąż nie będzie. Jasne, że automat to wygoda i nie trzeba wajchować, ale dla mnie od leniwego podróżowania jest siedzenie pasażera albo pociąg. Ja osobiście lubię mieć kontrolę nad autem i nie lubię być jej pozbawiany na rzecz maszyny. Już przyhamować z piskiem nie można (akurat bezpieczne, ale chciałby móc to wyłączyć czasem), ani ruszyć z piskiem (to akurat na szczęście da się wyłączyć, ale nie we wszystkich autach)...

  • pixi2000

    ... może i jestem tradycjonalistą, ale najlepiej mi się jedzie jak auto mnie słucha, a nie jak ja muszę słuchać auta. Lubię prowadzić. A X6 mi się bardzo podoba i do moich potrzeb byłaby w sam raz... ale z automatem to na emeryturze bym chciał jeździć. No i co by nie wychwalać tych nowych automatów dwusprzęgłowych, to jednak auto pali więcej niż z manualem i dobrą nogą. I wyje przy ruszaniu głupio. Każde. Powinien być wybór. Polecam kolego epokową zmianę. Zacznij zamiast literki "v" używać "ź". Może będzie jeszcze bardziej kul i dżezi.

  • Yan

    Od sześciu lat jeżdzę z automatem i tak jak początkowo byłem sceptycznie do niego nastawiony tak teraz coraz bardziej go lubię. Uważam że automaty krytykują ludzie którzy naprawdę nigdy z automatem nie jeździli. A jak łatwo jest spalić tradycyjne sprzęgło przy ponad 200 KM w silniku, zwłaszcza przy jeżdzeniu po mieście. Poza tym automat oszczędza sam silnik który nigdy nie pracuje na zbyt wysokich czy niskich obrotach. Naprawdę w tym (automacie)coś jest.

  • Jarpoz

    Jestem wrogiem skrzyń hydrokinetycznych, nie odpowiada mi ich idea, czyli dopłata co najmniej kilku tysięcy PLN za urządzenie które odbiera temperament silnikowi (moment obrotowy) jednocześnie podnosząc zużycie paliwa. Nie jestem zachwycony zautomatyzowanymi skrzyniami biegów z koncernu PSA, czy Toyoty - przy powolnej, spokojnej jeździe O.K., ale przy próbie jazdy dynamicznej szarpią. Natomiast w pełnych superlatywach oceniam skrzynie DSG z gr. VW - reagują błyskawicznie, właściwie nie podnoszą zużycia paliwa, zachęcają do dynamicznej

  • Jarpoz

    jazdy, a utrzymują zalety klasycznego automatu przy jeździe w korkach. teoretycznie idealne wydają się by skrzynie bezsprzęgłowe ( np lineartronic z Subaru ), ale sam fakt braku w takich skrzyń do silników diesla, czy benzynowych o dużej mocy każe powątpiewać w ich trwałość. Sam niedawno zastanawiałem się nad zakupem Skody Superb w dużej mierze z uwagi na możliwość doposażenia w DSG z manetkami, ale niestety cena odstręczyła mnie do zakupu ( ok. 10 tys PLN ).

  • pixi2000

    Kolego Yan, jeździłem autami z automatami: jaguar s-tupe, jeep grand cherokee 5,9l, range rover z 2007 roku, lexus 300.... i nie lubię. Nie spodobało mi się nic a nic. To nie tak, że ten kto nie jeździł to nie lubi. Nie każdy lubi być biernym za kierownicą.

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości