Wszystko
o samochodach

Motociekawostki / Historia motoryzacji

Kapelusze królowej, D-Day i Renault Vel Satis

Data publikacji: Autor: Marek Ponikowski

Renault Vel Satis - z pewnością nie można jego kształtom odmówić oryginalności. Był bodaj pierwszym samochodem, który zdobył pięć gwiazdek w teście NCAP. Królową wożono bezpiecznym autem… / Fot. Renault Patricka Le Quementa jako stylistę można oceniać różnie, ale nikt nie ośmieliłby się powiedzieć, że projektuje nadwozia banalne.

Renault Vel Satis - z pewnością nie można jego kształtom odmówić oryginalności. Był bodaj pierwszym samochodem, który zdobył pięć gwiazdek w teście NCAP. Królową wożono bezpiecznym autem… / Fot. RenaultSprawa była wagi państwowej. Na obchody 70-lecia D-Day, czyli lądowania alianckich wojsk na plażach Normandii 6 czerwca 1944 roku, miała przybyć brytyjska monarchini Elżbieta II. Jako gość bardzo ważny nie tylko ze względu na rolę Zjednoczonego Królestwa zarówno w sławnej operacji desantowej noszącej kryptonim "Overlord", ale i w całej II wojnie światowej.

Także dlatego, że Elżbieta Windsor, księżniczka i następczyni tronu w roku 1945 służyła w WAAF - pomocniczych formacjach kobiecych - i wśród licznego grona monarchów i prezydentów zaproszonych do Francji na uroczystości rocznicowe była jedyną osobistością, którą  można uznać za weterana tamtej wojny. Problemem zaś, który przyprawił o ból głowy nie tylko protokół dyplomatyczny i personel Pałacu Elizejskiego, ale nawet samego prezydenta Republiki François Hollande'a, był samochód, z którego królowa miała korzystać podczas wizyty.

Rzecz w tym, że Elżbieta II ma upodobanie do wysokich kapeluszy i w Londynie przy oficjalnych okazjach jeździ limuzyną Bentley ze specjalnie podniesionym dachem, zaś Citroeny DS5 z prezydenckiej floty Hollande'a są od Bentleya o dobre pół metra niższe! Początkowo planowano przeznaczyć do wożenia królowej większego Citroena C6 z czasów prezydentury Nicolasa Sarkozy'ego, ale próby wykazały, że także do niego Elżbieta II i jej kapelusz się nie zmieszczą. Ostatecznie wyciągnięto z magazynów opancerzonego Renaulta Vel Satis, z którego korzystał podczas swej drugiej kadencji Jacques Chirac.

* * *
Po kilkunastu latach od premiery to wnętrze nadal jest eleganckie w dobrym, paryskim stylu / Fot. RenaultVel Satis! Pamiętam jego premierę w genewskim salonie w roku 2001. W programie produkcyjnym koncernu Renault miał zastąpić model Safrane, który nie sprawdził się w roli reprezentacyjnej limuzyny. Był zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz rozpaczliwie banalny i w kategorii "Executive" nie miał żadnych szans w rywalizacji z Mercedesami i BMW.

Za to Vel Satis był dziełem Patricka Le Quementa, którego jako stylistę można oceniać różnie, ale nikt nie ośmieliłby się powiedzieć, że projektuje nadwozia banalne.

Urodzony w Marsylii, dzieciństwo i młodość spędził w Anglii, kraju rodzinnym matki. Studiował wzornictwo przemysłowe m.in. pod kierunkiem Nauma Slutzky'ego, jednego z wybitniejszych przedstawicieli słynnej grupy Bauhaus, która zrewolucjonizowała w latach dwudziestych architekturę i sztukę użytkową Niemiec.

Pasjonujący się motoryzacją Le Quement pierwszą posadę dostał w firmie Simca, ale po latach mówił, że nauczył się tam jedynie temperowania ołówków. Znacznie lepiej poszło mu u Forda. W wieku trzydziestu sześciu lat został najmłodszym w całym koncernie dyrektorem - szefem ośrodka w Merkenich w RFN, jednego z dwóch odpowiedzialnych za dizajn europejskich modeli Forda. Jego nazwiskiem sygnowane były projekty nadwozia modelu Sierra, uchodzącego w latach 80. za prawdziwą rewelację, a także kabiny ciężarowego Forda Cargo.

W 1985 roku Le Quement został szefem nowo utworzonego centrum projektowego Volkswagena w Duesseldorfie. Stworzył tam m.in. nadwozie Golfa III generacji. W niecałe dwa lata później jeden telefon od prezesa koncernu Renault Raymonda Levy'ego odmienia całe życie Patricka Le Quementa. Staje przed trudnym zadaniem poprawienia nie najlepszego w latach 80. wizerunku marki Renault. Zaczyna od przekształcenia działu projektowania w departament wzornictwa przemysłowego koncernu.

* * *
Renault Megane II generacji. I w tym przypadku Le Quement chyba nieco przesadził ze stylizacją nadwozia / Fot. RenaultCykl opracowania nowego modelu trwa długo. Pierwszy Renault wykreowany przez Patricka Le Quementa ma premierę dopiero w roku 1992. To Twingo, które - zdaniem jego twórcy - miało być "jak zwierzątko domowe, kochane przez całą rodzinę". Do dziś uchodzi za wzorzec nowoczesnego małego auta, choć są tacy, którzy uważają, że Le Quement inspirował się pomysłami twórców naszego Beskida. Następną po Twingo premierą - i kolejnym sukcesem - okazuje się Renault Laguna.

W połowie lat 90. debiutuje rodzina modeli kompaktowych, nosząca wspólną nazwę Megane. Jest wśród nich odmiana nosząca nazwę Scenic, z jednobryłowym nadwoziem i sprytnie zagospodarowanym wnętrzem. Już po paru latach ta koncepcja auta staje się kanonem; swojego Scenica chce mieć każda marka europejska i dalekowschodnia.

* * *
Patrick Le Quement - wizjoner samochodowego dizajnu / Fot. RenaultUwagę odwiedzających wielkie wystawy samochodowe przykuwają futurystyczne kształty concept cars. Wyjątkowo dużo było ich zawsze na stoiskach Renaulta. - Są akceleratorami ewolucji samochodu - deklarował Patrick Le Quement. - To skrzydła, na których wzlatujemy ku przyszłości motoryzacji… Tendencje dominujące w europejskim dizajnie nazywał ironicznie czymś w rodzaju esperanto.

Nowe modele były, jego zdaniem, bliźniaczo do siebie podobne. Stawiał na własny plastyczny język. Ten zaś najlepiej wyrazić w modelach z wyższej półki. W roku 1999 w Genewie Renault zaszokował publiczność prezentacją luksusowego modelu Avantime - pojazdu, który nie mieścił się w żadnej z tradycyjnych kategorii, z krótką maską silnika, wysokim i długim dachem, pionową tylną szybą oraz pojedynczymi drzwiami o konstrukcji niemal równie skomplikowanej co drzwi pasażerskiego samolotu.

Produkcja ruszyła w roku 2001 i… skończyła się dwa lata później, bo nawet otwarci na nowości Francuzi nie chcieli kupować dziwacznego auta.

* * *
Tylko o włos mniej ekstrawagancki od Avantime'a był Vel Satis. Prawie pięciometrowy hatchback, sporo wyższy od większości limuzyn, przypominający nieco kształtem żelazko przyciągał wzrok, ale też budził gorące spory. Renault włożył dużo wysiłku i pieniędzy w dopracowanie każdego szczegółu luksusowego modelu, rezultat był jednak rozczarowujący.

Vel Satis nie dorównywał niemieckim limuzynom ani rozwiązaniami technicznymi, ani prestiżem. Kupowały go głównie francuskie urzędy państwowe. W roku 2009, niedługo po zakończeniu jego produkcji, Patrick Le Quement ogłosił, że odchodzi na emeryturę.

* * *
Vel Satis po prezydencie Chiracu okazał się na szczęście sprawny i przyjazny królewskim kapeluszom. W rocznicę D-Day Francja uniknęła dzięki temu kolejnego - którego to już w historii? - konfliktu z Brytyjczykami. 

Renault Vel Satis - z pewnością nie można jego kształtom odmówić oryginalności. Był bodaj pierwszym samochodem, który zdobył pięć gwiazdek w teście NCAP. Królową wożono bezpiecznym autem… / Fot. Renault

Renault Vel Satis - z pewnością nie można jego kształtom odmówić oryginalności. Był bodaj pierwszym samochodem, który zdobył pięć gwiazdek w teście NCAP. Królową wożono bezpiecznym autem… / Fot. Renault

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości