Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Felietony

Kogo obchodzą trucizny w spalinach? Felieton Ryszarda M. Perczaka

Data publikacji: Autor: Ryszard M. Perczak

Fot. materiały prasowe Przeglądam zeszłoroczne dane dotyczące sprzedaży samochodów w Polsce i z satysfakcją widzę, że rynek się nieco poprawił, choć do złotych lat z przełomu wieku, gdy kupowaliśmy ponad 600 tysięcy nowych aut osobowych przynajmniej jeszcze raz tyle nam brakuje.

Fot. Archiwum Zerknąłem przy okazji na wyniki zanotowane przez dilerów Volkswagena i zauważyłem, że tzw. afera związana z przekłamaniami dotyczącymi poziomu zanieczyszczenia spalin minęła, przynajmniej sądząc po liczbach, u nas bez echa. Nie słychać z nikąd aby z tego powodu ktoś zrezygnował z zamówionego auta.

Ostatnie miesiące, gdy już było wiadomo, że volkswagenowskie diesle w rzeczywistości trują bardziej niż to podawano na papierze, były u nas dla VW nawet lepsze niż wtedy, gdy wszyscy myśleli, że Das Auto znaczy czysty, jak łza.

Nie oszukujmy się, że w kraju, gdzie rocznie ściąga się ponad 800 tysięcy starych aut, które w większości nie spełniają nawet normy Euro 2, awantura o jakieś dwutlenki czy związki azotu obchodziła chyba bardziej media niż potencjalnych użytkowników nie tylko zresztą Volkswagenów. Nie jest tajemnicą, że afera dotyczyła także innych marek należących do koncernu, jak Audi czy Skoda, ale i one nie mają powodów do narzekań, notując rekordowe wyniki.

Zobacz także: Detroit 2016. Publiczny debiut Volvo S90

Nie wiem co musiałoby się stać, aby polski kierowca znielubił Golfa czy Passata albo tym bardziej Fabię lub Octavię. Każde z tych aut ma wśród polskich kierowców opinię „nie do zdarcia” i za takie będzie uważane w przyszłości, jako wóz z drugiej ręki. Może gdyby się okazało, że drastycznie zdrożały do tych aut części zamienne, albo nie da się ich naprawić w pierwszym lepszym warsztacie to co innego. Tymczasem normy spalin... Przecież poziomu stężenia trujących związków nikt nie bada, nawet podczas cyklicznych przeglądów. To jest tak, jak z zarazkami, które niby są, ale ponieważ ich nie widać, więc nie zawsze myjemy ręcę po wyjściu z toalety.

Realny poziom CO2 czy NO2 w spalinach to dla przeciętnego Kowalskiego sprawa drugorzędna, o ile nawet nie trzeciorzędna. Nie żyjemy w końcu w Kalifornii, gdzie ludzie z braku innych problemów zamartwiają się właśnie takimi „duperelami”. Co nie oznacza, że tak będzie wiecznie...

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • kierowca (gość)

    Klimat nam się zmienia i zmieni się tak czy inaczej bez względu na to co będziemy robić. A wymyślane w samochodach co raz to nowsze i bardziej rygorystyczne normy spalin są tylko chorym wymysłem osób które myślą że przez te spaliny mamy "efekt cieplarniany" i chcą zarobić na elektrycznych pojazdach, niby bardziej ekologicznych (choć wzrost zużytych akumulatorów wzrośnie diametralnie). "Eko-ludzie" grzmią że biegun północy się topi, ale nie mówią że południowy się rozrasta. Nic w przyrodzie nie ginie, a klimat na naszej ziemi zatacza po prostu kolejne z rzędu koło.

  • Tararara (gość)

    Golfa czy Passata albo tym bardziej Fabię lub Octavię --- ma wśród polskich kierowców opinię „nie do zdarcia” Ucha cha cha.. Mam skodę to wiem co piszę.....

  • Roohacz (gość)

    Trucizny w spalinach to wymarzony pretekst, żeby dowalić karę coraz bardziej rozpychającemu się w USA volkswagenowi, tak celem utrącenia konkurencji, jak i podreperowania budżetu... W Europie nie ma na nich bata.

  • marian (gość)

    @kierowca I pewnie to, że wdychasz te spaliny idąc sobie chodnikiem lub ,co gorsza, mieszkasz w mieście i wdychasz je 24h na dobę też Ci nie przeszkadza?

  • zyggi (gość)

    tak samo jak auta grupy vw sa "nie do zdarcia" tak samo polskie spoleczenstwo jest "nie do zdarcia" ;]

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości