Wszystko
o samochodach

Motociekawostki / Historia motoryzacji

Koniczynka, czyli Quadrifoglio Verde na nadwoziach Alf Romeo - na szczęście

Data publikacji: Autor: Marek Ponikowski

Ugo Sivocci za kierownicą Alfy Romeo RLTF na trasie Targa Florio w roku 1923 / Fot. PD Ugo Sivocci był doskonałym kierowcą, ale miał pecha. Zyskał miano wiecznie drugiego. Gdy wystartował w 1923 roku w wyścigu Targa Florio, na masce silnika jego Alfy Romeo z numerem 13 widniały dwa białe romby z czterolistnymi koniczynami. Pomogło.

Ugo Sivocci za kierownicą Alfy Romeo RLTF na trasie Targa Florio w roku 1923 / Fot. PDW roku 1968 moi rodzice dzięki niewielkiemu spadkowi mogli sobie pozwolić na kupno samochodu. Samochodu? Z dzisiejszego punktu widzenia można by to uznać za dużą przesadę. Był to bowiem Trabant 601 Kombi. Dwusuwowy, dwucylindrowy silnik o mocy całych 27 koni mechanicznych, nadwozie z duroplastu, słabiutkie hamulce, nieskuteczne ogrzewanie…

Trabantów oficjalnie nie było wówczas w sprzedaży, ale mamie doradzono, by nie zważając na nic wpłacić całą sumę na konto Motozbytu i cierpliwie czekać. I rzeczywiście, po sześciu czy siedmiu miesiącach dostaliśmy list z wiadomością, że niebawem auto będzie można odebrać.

Jako jedynemu w rodzinie posiadaczowi prawa jazdy przypadła mi rola nadwornego kierowcy, a ponieważ pasjonowałem się motoryzacją, zabrałem się do działań, które dziś nazywane są tuningiem optycznym. Na białej masce silnika i na tylnej klapie przykleiłem zielone, "rajdowe" paski, na specjalnym, własnoręcznie wykonanym stelażu zainstalowałem reflektory przeciwmgielne, nie zważając na niewielką wydajność sześciowoltowej prądnicy, zdjąłem za to z kół ozdobne dekle.

Ale najbardziej byłem dumny z kupionej w samochodowym komisie nalepki, którą przykleiłem na lewych drzwiach pod lusterkiem. Ciemnozielona czterolistna koniczyna kojarzyła mi się oczywiście z Alfą Romeo.

***
Wyścigowe samochody tamtej epoki były dwumiejscowe. Towarzyszący kierowcy mechanik dbał m.in. o właściwe ciśnienie oleju w silniku / Fot. Marek PonikowskiKoniczynka, czyli Quadrifoglio Verde, zdobi nadwozia Alf od… No właśnie - od kiedy? Zadałem sobie to pytanie, fotografując w genewskim salonie samochodowym 2014 pięknie odrestaurowaną, zabytkową Alfę Romeo RLTF. Na długiej masce silnika widniały dwa białe romby z czterolistną koniczyną. Czyżby więc już od początku lat 20. zeszłego wieku?

Rozszyfrujmy na początek czteroliterowy kod. RL to oznaczenie modelu produkowanego w latach 1922-27 w fabryce w Portello, na północny zachód od centrum Mediolanu. Był on dziełem inżyniera Giuseppe Merosiego, który w 1910 roku objął obowiązki głównego konstruktora w fabryce A.L.F.A., produkującej wcześniej samochody na licencji francuskiej firmy Darracq.

Swym technicznym myśleniem Merosi wybiegał daleko w przyszłość. Już w roku 1914 skonstruował czterocylindrowy silnik do auta osobowego z dwoma wałkami rozrządu w głowicy i szesnastoma zaworami - dziś nadal takie rozwiązanie uchodzi za nowoczesne! W czasie I wojny światowej głównym udziałowcem firmy, przestawionej na produkcję militarną, został przemysłowiec Nicola Romeo. (Gdyby nazywał się inaczej, w dziejach motoryzacji nie pojawiłaby się jedna z najpiękniej brzmiących nazw…)

Alfa Romeo RL stała się podstawowym produktem firmy. Miała sześciocylindrowy, górnozaworowy silnik o pojemności 3 litrów i mocy 56-71 KM. Oferowano ją w wersjach Normale, Turismo i Sport. Głównie dla kierowców zespołu fabrycznego przygotowana została odmiana wyścigowa, ze skróconą ramą, spartańskim wyposażeniem i silnikiem o poj. 3,2 l i mocy zwiększonej do 95 KM. Była o połowę lżejsza od wersji "cywilnych" i nosiła oznaczenie RLTF. TF - jak Targa Florio.

***
Pięknie odrestaurowany egzemplarz RLTF na stoisku Alfy Romeo w Genewie w roku 2014 / Fot. Marek PonikowskiTarga Florio na Sycylii uchodzi za najstarszy wyścig samochodowy świata. Jego inicjatorem był Vincenzo Florio, zamożny miłośnik motoryzacji z Brescii, zafascynowany wyspiarskim krajobrazem i krętymi sycylijskimi drogami. Przed I wojną światową kierowcy ścigali się na tysiąckilometrowej trasie wokół całej wyspy, potem pokonywali kilka krótszych okrążeń. W latach 1919-30 było ich cztery. Każde liczyło 108 kilometrów i miało ponad 1300 zakrętów.

W kwietniu roku 1923 nowymi Alfami Romeo RLTF jechali trzej gwiazdorzy zespołu fabrycznego: Antonio Ascari, Enzo Ferrari i Ugo Sivocci. Auta z silnikami 4,5-litrowymi prowadzili Giuseppe Campari oraz zamożny amator, książę Giulio Masetti. Z tego grona Ugo Sivocci był najmniej popularny. Na początku wieku ścigał się na rowerze, potem został mechanikiem samochodowym. Stąd jego znajomość, a potem przyjaźń z Enzo Ferrarim, który w 1920 roku przekonał Nicolo Romea, by przyjął Sivocciego do zespołu fabrycznego Alfy Romeo.

Ugo był doskonałym kierowcą, ale brakowało mu szczęścia. Zyskał miano wiecznie drugiego. Gdy pojawił się na starcie Targa Florio, na masce silnika jego Alfy Romeo z numerem startowym 13 widniały dwa duże, białe romby z czterolistnymi koniczynami. Sposób okazał się skuteczny. Sivocci bezapelacyjnie wygrał arcytrudny wyścig, wyprzedzając wielkiego Antonia Ascariego.

Zobacz także: Kiedy można zamówić dodatkową tablicę rejestracyjną?

Pokonanie 432 kilometrów, ze startem i metą w miasteczku Cerda, gdzie miał swoją siedzibę Automobilklub Sycylii, zajęło mu siedem godzin i osiemnaście minut. Średnia prędkość nieznacznie przekraczała więc 77 kilometrów na godzinę, ale była o 12 km/godz. wyższa od osiągniętej rok wcześniej przez ówczesnego zwycięzcę, księcia Masettiego w Mercedesie. Znając trochę sycylijskie drogi, mogę zapewnić, że nawet dziś przeciętny kierowca, jadąc współczesnym samochodem po znacznie lepszych asfaltowych nawierzchniach, miałby trudności z powtórzeniem wyniku Sivocciego!

***
Targa Florio na Sycylii uchodzi za najstarszy wyścig samochodowy świata. Przed I wojną światową ścigano się wokół całej wyspy / Fot. Marek PonikowskiCzterolistna koniczyna przynosi szczęście. Wiemy o tym wszyscy. Skąd wiemy? Rzecz w tym, że nie wiadomo skąd. Podobno Adam i Ewa, opuszczając raj, zabrali ze sobą na ziemską tułaczkę taki szczególny listek. W przypadku zwycięzcy Targa Florio użycie przez niego tego symbolu kojarzy się z czterolistną koniczyną, którą lotnicy włoskiego X dywizjonu ciężkich bombowców malowali na kadłubach swoich Ceirano Ca. 3.

Teoria wygląda na naciąganą, bo podczas wojny Sivocci nie służył w lotnictwie, a nawet nie był w wojsku. W każdym razie szczęścia starczyło mu na krótko. W kilka miesięcy później zginął na torze Monza, testując wyścigową Alfę Romeo P 1. Auto miało numer startowy 17, nie miało natomiast na karoserii czterolistnej koniczynki. Po tej tragedii na starcie żadnego wyścigu we Włoszech nie pojawił się już samochód z numerem 17. A Quadrifoglio Verde wpisane już nie w romb, ale w trójkąt stało się godłem zespołu fabrycznego Alfy Romeo. Od lat 60. minionego stulecia pojawia się też na najmocniejszych i najszybszych odmianach seryjnych aut włoskiej marki. Ich właściciele, często o tym nie wiedząc, wpisują się więc w pewną, już tradycję.

Zobacz także: SUV-y Škody. Kodiaq, Karoq i Kamiq. Trojaczki w komplecie

Ugo Sivocci za kierownicą Alfy Romeo RLTF na trasie Targa Florio w roku 1923 / Fot. PD

Ugo Sivocci za kierownicą Alfy Romeo RLTF na trasie Targa Florio w roku 1923 / Fot. PD

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w poniedziałek.

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości