Wszystko
o samochodach

Przepisy / Prawo jazdy

Kursant nie jest bezkarny

Data publikacji: Autor: Robert Tomaszewski

Fot. Archiwum Polskie prawo nie do końca rozstrzyga, kto odpowiada za to, co się dzieje w samochodzie nauki jazdy, a w razie wypadku pod uwagę branych jest bardzo wiele czynników.

Polskie prawo nie do końca rozstrzyga, kto odpowiada za to, co się dzieje w samochodzie nauki jazdy, a w razie wypadku pod uwagę branych jest bardzo wiele czynników. Czy kursant rzeczywiście nie odpowiada za to, co zrobi na drodze? Fot. Archiwum

W świetle prawa osoba siedząca za kierownicą jest kierującym, natomiast z uwagi na to, że instruktor m.in. za pomocą dodatkowych pedałów, ma pewien wpływ na zachowanie samochodu, jest uznawany za współprowadzącego.

- Każdą sytuację, w której uczestniczy pojazd do nauki jazdy należy rozpatrywać indywidualnie i trudno w tej kwestii cokolwiek uogólniać. To osoba siedząca za kierownicą obsługuje wszystkie mechanizmy sterowania pojazdem i w żaden sposób nie jest zwolniona z przewidywania, rozwagi oraz korzystania z wiedzy zdobytej na kursie teoretycznym - wyjaśnia podinspektor Armand Konieczny z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

Znaczenie ma również to, czy kursant przeszedł przed jazdami kurs teoretyczny, gdyż to właśnie tam zdobywa on wiedzę na temat zagrożeń związanych ze złymi warunkami na drodze, obowiązujących prędkości na poszczególnych rodzajach dróg, a także na temat różnic między prędkością dopuszczalną, a bezpieczną.

- Kursanci bardzo często przychodzą na kurs prawa jazdy z przekonaniem, że są całkowicie bezkarni, a przecież mają poruszać się pomiędzy innymi pojazdami, gdzie wymagana jest przede wszystkim dyscyplina, odpowiedzialność i świadomość konsekwencji jakie niesie za sobą każdy błąd za kierownicą - wyjaśnia Bogdan Paklepa, instruktor nauki jazdy jednego z warszawskich ośrodków szkolenia kierowców.

Teoretycznie kursant nie ma prawa rozpocząć szkolenia praktycznego bez ukończonego uprzednio kursu teoretycznego. Jeżeli taka sytuacja zaistnieje, to karę ponosi instruktor oraz ośrodek szkolenia kierowców. Niestety wiele szkół jazdy idzie na rękę kursantom chcącym przyśpieszyć kurs i rozpoczynają jazdy nim ci jeszcze ukończą kurs teoretyczny.

Fot. Maciej Pobocha Zgodnie z art. 177 Kodeksu karnego, każda osoba, która stwarza zagrożenie w ruchu lądowym (nawet, jeśli robi to nieświadomie) podlega karze. Za drobne wykroczenia kursant tak jak normalny kierowca, może zostać ukarany mandatem zgodnie z obowiązującym taryfikatorem mandatów (nie otrzyma punktów karnych). Jeżeli w spowodowanym wypadku inna osoba odniosła obrażenia grozi mu kara pozbawiania wolności do 3 lat natomiast, jeżeli w wypadku ktoś zginął lub doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu, to kara może wynosić nawet 8 lat.

Na podobnych zasadach odbywa się jazda samochodem do egzaminowania, którego oznakowanie jest niemalże takie samo jak zwykłej nauki jazdy. Tutaj jednak osoba, która zdaje egzamin, nie dość, że przeszła pełen kurs, to zdała egzamin wewnętrzny (teoretyczny i praktyczny) i w świetle prawa tym samym niejako udowodniła, że posiada zdobytą na kursie wiedzę i umiejętności. Oczywiście nie pozostaje tajemnicą, że ośrodki szkolenia kierowców znacznie liberalniej podchodzą do wiedzy kursantów, jednak trudno jest udowodnić, że egzamin wewnętrzny był zdany tylko dla tego, że instruktor, który egzaminował po prostu przymknął oko na pewne błędy, a w rzeczywistości osoba nie jest jeszcze w pełni gotowa do samodzielnej jazdy.

Instruktor (egzaminator) ma przede wszystkim wpływ na prędkość pojazdu, którą kontroluje za pomocą dodatkowych pedałów (z reguł jest to hamulec i sprzęgło). Dlatego każdorazowo w przypadku popełnienia, przez pojazd nauki jazdy, wykroczenia lub przestępstwa na drodze, to właśnie jego zachowanie i możliwość reakcji jest bardzo szczegółowo analizowana.  

- Oczywiście dokładnie musi być przeanalizowane to, jaki wpływ na przebieg sytuacji mógł mieć instruktor, który może ostrzec, upomnieć, nacisnąć na pedał hamulca lub złapać za kierownicę jednak należy mieć świadomość, że nie ma on pełnej władzy nad pojazdem. Jednym z najważniejszych zadań instruktora to przewidywanie rozwoju sytuacji na drodze natomiast kursant może wykonać na tyle nie przewidywalny i gwałtowny ruch, że nie da się uniknąć wypadku - dodaje Armand KoniecznyFot. Maciej Pobocha

Między innymi ze względu na szczególny charakter pracy instruktora, która wymaga ciągłej uwagi i skupienia oraz związanej z dużym stresem, nie może on pracować dłużej niż 12 godzin dziennie, z czego maksymalnie przez 8 godzin może prowadzić zajęcia praktyczne (nadgodziny nie wchodzą w grę). Jeżeli w toku postępowania wyjaśniającego okaże się, że instruktor z jakiś przyczyn przekroczył dopuszczalny czas pracy, to jest to dla niego czynnik obciążający.

- Instruktor jest odpowiedzialny za przebieg i tematykę zajęć. To właśnie on musi ocenić, jaką kursant posiada wiedze i umiejętności i na podstawie tego dobiera warunki oraz tematykę zajęć. Osoba, która jeszcze - podkreślam słowo jeszcze - nie wykazuje odpowiednich umiejętności, nie powinna być wypuszczona na drogi szybkiego ruchu czy też w samo centrum miasta, gdzie duże natężenie ruchu oraz prędkość w połączeniu z brakiem umiejętności, może doprowadzić do wypadku. Oczywiście kursant powinien uczyć się w każdych warunkach, ale te zajęcia muszą być przeprowadzone dopiero po osiągnięciu przez osobę szkoloną niezbędnego poziomu umiejętności - dodaje Paklepa. 

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości