Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Felietony

Na płocie

Data publikacji: Autor: Jerzy Iwaszkiewicz

fot. archiwum Każdy ma swoje wspomnienie o samochodach. Jako dzieci siedzieliśmy na płocie w Piastowie pod Warszawą patrząc w zachwycie jak dorosły pan budował samochód.

Przeciętny samochód składa się z kilkunastu tysięcy części. O samochodach pisuje się na ogół w kategoriach oceny przyrządu do jeżdżenia, ile kosztuje, co się psuje i ile pali. Niezbyt często się zdarza, aby ktoś mówił o samochodzie jak o pewnej kulturze życia, jak o przygodzie, jaką się z samochodem przeżywa.

 

fot. archiwum Rzeczpospolita wydrukowała rozmowę z Henrykiem Chmielewskim, autorem popularnych książek. Oto jego sprawy z motoryzacją:

 

"Pierwszy raz przejechałem się samochodem mając dziesięć lat. Skakałem w szkole po ławkach, upadłem, złamałem rękę. Pani higienistka odwiozła mnie taksówką na pogotowie. Wzbudziłem zazdrość w klasie. Każdy z kolegów chciałby złamać rękę, bo żaden nigdy nie jechał autem.”

 

Potem Chmielewski kupił Opla w Niemczech i w Szczecinie wydano mu numery próbne, ale ważne tylko w woj. szczecińskim. „Policjant powiedział mi, że za brak właściwych tablic wypisze mi mandaty z góry, na inne województwa. Jak inna policja złapie, to trzeba pokazać, że się już zapłaciło".

 

Żeby kupić samochód marki Warszawa Chmielewski musiał pracować 60 miesięcy czyli pięć lat (obecnie średnio dwa, trzy lata). "Moja pensja w redakcji Świata Młodych wynosiła dwa tysiące, tymczasem Warszawa kosztowała 120 tys. zł. Siedziało się w niej jak w czołgu. Jednym z punktów egzaminu na prawo jazdy było zapalanie silnika korbą. Trzeba było umiejętnie trzymać tak, aby nie urwała ręki.”

 

Egzamin na prawo jazdy Chmielewski zdawał też w USA. "Egzaminatorem był Murzyn, który wyraźnie chciał mnie oblać. Potem jeszcze kilkakrotnie przyjeżdżałem do USA i za każdym razem musiałem ponownie zdawać prawo jazdy, bo w moim albo wygasł termin ważności, albo zostało wydane w innym stanie. Obrzydła mi ta motoryzacja, szczególnie w Kalifornii, korki, upał, koszmar".

 

Całymi miesiącami przykręcał, malował, ustawiał, a jak już wreszcie ustawił, to zapalał. Z podziwu mało nie pospadaliśmy z płotu.

 

Ale kiedy samochód był już gotowy i silnik palił, to dorosły pan nie wsiadał i nie jechał, tylko zabierał się za rozbieranie. Rozkręcał to, co zbudował, a potem znowu skręcał. Trwało to latami. Dopiero jak podrośliśmy i nie wypadało już siedzieć na płocie, to zrozumieliśmy, że nie jeździł bo nie umiał jeździć i bał się, że rozbije to, co zbudował.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości