Wszystko
o samochodach

Porady / Samochód latem

Narty na auto

Data publikacji: Autor: Piotr Myszor

 Wraz ze zmianą konstrukcji nart, z pojawieniem się nowych rodzajów wiązań, trzeba także wymieniać bagażniki dachowe.

Niektóre samochody (głównie sedany) mają w tylnej kanapie otwory, umożliwiające przewożenie nart częściowo w bagażniku, częściowo w kabinie. W większości przypadków jednak narty trzeba wozić na dachu. Podstawą bagażnika na dach są łapy, uchwyty mocujące do karoserii. W każdym samochodzie inne są miejsca wyznaczone do montażu łap, inny jest zatem także ich kształt. Zmieniając auto, musimy pamiętać także o zmianie łap. Na łapy montuje się belki, których nie trzeba tak wymieniać (chyba, że mamy model z łapami trwale przymocowanymi do belek). Dopiero na belki montuje się nadstawki na narty czy deski snowboardowe, a latem - uchwyty na rowery.

Modne ostatnio narty carvingowe mają zwykle wyższe wiązania. W niektórych bagażnikach mogą więc rysować dach. Najnowsze modele nadstawek na narty są więc wyższe niż te sprzed kilku lat. Niektóre mają regulowaną wysokość - wioząc narty carvingowe możemy je podnieść, przy zwykłych nartach - opuścić. Wygodnym wyjściem są nadstawki, w których narty układa się prostopadle do dachu.

Inną cechą carvingów jest większa szerokość. Mniej par nart można więc zabrać w tradycyjnych nadstawkach. - Trzeba o tym pamiętać wybierając bagażnik. Z reguły w opisie bagażników podane są ilości par tradycyjnych nart. W przypadku carvingów zmieści się ich mniej - mówi Marek Senczek z firmy Taurus. Ale narty carvingowe mają także swoje plusy. Głównie dla zwolenników przewożenia nart w boksach. Są krótsze, a więc nie trzeba kupować długich boksów.

W przypadku snoboardów także trzeba zwracać uwagę na wysokość wiązań, bo i one mogą rysować dach. Warte polecenia są nadstawki, a których deski układa się skośnie do dachu.

Przystawki na narty mają bardzo zróżnicowane ceny, uzależnione od jakości materiałów i wykonania, poziomu zabezpieczeń i łatwości obsługi. Najprostsze nadstawki, w których mieści się 1 para nart, zamocowana gumką, można kupić praktycznie za grosze. Ale za przystawkę fapa base combi, która mieści 6 par nart trzeba zapłacić już ok. 500 złotych, a za bagażnik do aut terenowych nawet dwukrotnie więcej. W takich przypadkach warto już chyba zastanowić się nad kupnem boksa. Z reguły jednak dobrej klasy nadstawki mieszczące 3 - 5 par nart (firm Fapa i Thule) kosztują mniej więcej 200 - 300 złotych.

Magnetyczne bagażniki to wyjście dla tych, którzy latem nie potrzebują bagażników i nie chcą zakładać belek na dach. Dobrze założony magnetyczny plaster utrzymuje narty na dachu nawet przy prędkości 150 km/h. Nie można ich jednak stosować do samochodów o nierównej powierzchni dachu. Mogą wówczas odpaść. Trzeba też uważać na to, żeby dach był czysty, bo piasek, brud pod bagażnikiem prowadzą do porysowania lakieru. Nowe bagażniki mają specjalne folie oddzielające bagażnik od lakieru. Bagażnik na zdjęciu to tegoroczna nowość firmy Fapa, specjalizującej się w takich bagażnikach - koszt ok. 250 złotych.

Plastykowe pudło na dach, tzw. box, staje się coraz popularniejsze. Jest bardziej wszechstronne od tradycyjnych nadstawek na narty, bo może także zmieścić buty i inne bagaże. W sumie boksy mieszczą zwykle 250 - 500 litrów bagażu, w zależności od wielkości. Czyli przynajmniej tyle co bagażnik auta segmentu B! Mogą także służyć latem. - Minusem boksa jest tylko problem przechowywania go, kiedy nie jest założony. Oczywiście, o ile nie mamy garażu - mówi Marek Senczek, z firmy Taurus. Dodaje jednak, że box ma znacznie mniejsze opory powietrza, a więc robi na aucie mniej hałasu niż tradycyjna nadstawka z nartami i zmniejsza zużycie paliwa.

Ceny najprostszych boksów zaczynają się poniżej 500 złotych. Cena zależy od wykonania, jakości materiału, systemu montażu i zamykania, a także wyposażenia wewnętrznego. Najdroższe kosztują kilka tysięcy złotych.

Bagażniki na narty nawet jeżeli są puste powodują wzrost zużycia paliwa nawet o 15 proc. Straty te zmniejszają nadstawki thule aerotilt. Mogą przewozić do 6 par nart, Kiedy są puste, można je odchylić równolegle do dachu, żeby zmniejszyć opory powietrza. Trzeba jednak dużo jeździć, żeby zwróciła się różnica w cenie. Aerotilt kosztuje ponad 600 złotych.

Minusem bagażnika na dachu są problemy z zamocowaniem na nim nart.Trzeba je wysoko unieść (co jest kłopotliwe zwłaszcza w przypadku vanów czy aut terenowych),a czasem nie obędzie się bez oparcia o zwykle zabrudzony mazią z nawierzchni samochód.Thule wyprodukowało więc bagażnik, który można wysunąć znad dachu, by łatwiej zdjąć narty lub włożyć je na bagażnik. Niestety, to drogie udogodnienie - ok. 600 zł.


Nadstawka fapa tempo 4 to grudniowa nowość przystosowana do nart carvingowych.


Snowboardy najlepiej przewozić skośnie do dachu.

Zdjęcia: thule, fapa

Do początku artykułu

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Tagi:

Komentarze

  • Roger

    do pandziochy mieści się 2x snowboard, 2x narty i 4 osoby więc problemu nie widzę tez w innych przypadkach :)

  • sceptyk (gość)

    Polecam w tej " Pandziosze " wypadek - albo lekką stłuczkę :-) Może być po tym jeździec bez głowy z przebitym na wylot brzuchem :-) Narta : a) waży a w razie wypadku waży więcej niż w rzeczywistości. b) ma ostre krawędzie - także tnie wszystko co napotka na drodze. W PL niestety ludzie wożą narty w środku - widziałem dzieci na tylnej kanapie w kaskach narciarskich a obok nich narty. Rodzic albo nie kocha dzieci, albo nie potrafi logicznie myśleć. Wypadek, dachowanie - masakra. No ale u nas tak już jest, zamiast zadbać o bezpieczeństwo ludzie wolą przechulać wszystko w galeriach handlowych na szmatki albo na alkohol.

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości