Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Felietony

Nożyczki

Data publikacji: Autor: Mieczysław Teer

 System ewidencjonujący punkty karne za wykroczenia drogowe działa z oporami. Na piratów drogowych były kiedyś lepsze sposoby.

Odnoszę czasem wrażenie, że w dzisiejszej dobie nie wypada posługiwać się środkami i rozwiązaniami najprostszymi. Trzeba stworzyć SYSTEM – im bardziej zautomatyzowany, skomputeryzowany i skomplikowany, tym lepiej. Mamy w końcu XXI wiek...

 

Kilkanaście lat temu podróżowałem po czechosłowackiej (jeszcze) prowincji w towarzystwie poznanego na niwie kynologiczno-łowieckiej Czecha, z którym bardzośmy się zaprzyjaźnili. Skodowka Vaclawa nawijała na koła kilometry jakiejś bocznej, acz znakomicie utrzymanej drogi, a my gwarzyliśmy o tym i owym, do momentu, gdy zbliżyliśmy się do przejazdu kolejowego, przed którym właśnie zaświecił na czerwono sygnalizator, zabraniający wjazdu na tory. Vaclaw  zatrzymał samochód i, zrezygnowany, wyłączył silnik. Rozejrzałem się wokół. Teren był płaski jak stół. W promieniu co najmniej 2 kilometrów w obie strony nie widać było żadnego pociągu. Szlabanów tez nie było. Mój towarzysz podroży wyjaśnił, że akurat na tym przejeździe stanowczo za wcześnie włączają czerwone światło i pociąg nadjedzie nie wcześniej niż za pięć minut. Musimy poczekać.

„To czemu nie jedziesz Vaszku?”  spytałem, zdumiony. I wtedy dowiedziałem się, dlaczego w bratnim kraju znakomita większość kierowców jeździ jak na egzaminie. „Bo za zakrętem może stać policja – odpowiedział mój przyjaciel. – A oni mają nożyczki”.

 

Zaintrygował mnie wpływ tego krawieckiego narzędzia na taktykę jazdy. Okazało się, że sprawa jest prosta jak budowa cepa. Prawo jazdy, prócz informacji o kierowcy i rodzaju jego uprawnień miało dodatkowo trzy odcinki-kupony. Gdy kierujący został trafiony na popełnieniu jakiegoś istotnego wykroczenia (na przykład przejechał na czerwonym świetle) policjant odcinał mu za karę jeden „kupon”. Utrata ostatniego odcinka była równoważna z utratą uprawnień do prowadzenia pojazdu. Proste?

 

Gdy wróciłem do Polski i opowiadałem naokoło, jaki rewelacyjny  sposób wynaleźli Czesi, by zdyscyplinować swoich kierowców, dowiedziałem się, że to nic nowego. Identyczny system działał u nas jeszcze w latach 50. Nikt tylko nie potrafił mi wyjaśnić czemu z niego zrezygnowano...

 

Uruchomiony przed kilkoma laty system ewidencjonujący punkty karne przydzielane kierowcom na popełniane wykroczenia działa z oporami. Kontrolujący nie zawsze ma możliwość sprawdzenia na drodze ile punktów ma już na swoim koncie zatrzymany klient.  Osobnicy, którzy uskładali już swoje 24 punkty, wzywani przez wydziały komunikacji do oddania prawa jazdy migają się jak mogą, albo nie odbierając wezwań, albo tłumacząc, że właśnie zgubili swoje prawko.. „Kapitał punktowy” można zmniejszyć, uczestnicząc w (płatnych) szkoleniach z dziedziny bezpieczeństwa ruchu drogowego, co jest o tyle nieporozumieniem, że drogowi piraci doskonale znają przepisy, a decyzja o przejechaniu skrzyżowania na czerwonym świetle nie wynika przecież z nieświadomości, co ów sygnał oznacza,  lecz z niezachwianej pewności, że policjant nic delikwentowi nie wytnie.

Ale nikt nie wpadnie na pomysł, by ponownie wprowadzić przestarzały sprzęt krawiecki do wyposażenia policji. Byłby wstyd przed światem.

 

Bo przecież bez komputra nie ma jutra!

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Komentarze

  • John (gość)

    To byłoby straszne! Ale dobrze że tak nie jest bo prowadziłoby do paranoi gdzie każdy policjancina może zabrać komuś prawko bo ma takie kaprycho! Są przecież SĄDY które powinny karać i pilnować sprawiedliwości. Ale one tego nie robią. Raz bo nie ma sędziów, adwokatów, prawników i całego aparatu jest co najmniej o 10 razy za mało. Na sprawę czeka się miesiącami czy latami. Jaki skutek wychowawczy ma mieć kara po 4 latach od popełnienia czegośtam. Żadna sprawa nie jest rozstrzygana od ręki. Moim zdaniem bardzo wiele problemów "niezałatwialnych" tkwi w naszym chorym aparacie sprawiedliwoci. Z jednej strony wszyscy wiedzą że tak jest ale z drugiej nikt nie potrafi tego zmienić a sam "klan" prawniczy broni się jak może przed dopuszczeniem nowych. Bo po co przyjąć nowych którzy tylko rynek popsują!!!??? Jak można 1000 zł za godzinkę roboty wziąć to po co się potem szarpać za "grosze". Młody prawnik , pewnie ambitny , bardziej zaangażowany i zdeterminowany policzyłby na dodatek dużo mniej! A tak to i tak mamy takie bezpłciowe miernoty w sądach. W innym artykule zarzucał Pan chore pomysły panom z PSL-u a w tym sam rzuca taki kwiatek? Zajmijmy się tym żeby nasze sądy działały i to wystarczy!!!

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości