Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Na drogach

Odcinkowy pomiar prędkości (OPP). Postrach piratów drogowych?

Data publikacji: Autor: Konrad Grobel

Sposoby kontrolowania kierowców, a w szczególności piratów drogowych są różne. Jest jednak rozwiązanie, którego nie sposób obejść.

Fot. Archiwum Sposoby kontrolowania kierowców, a w szczególności piratów drogowych są różne. Jest jednak rozwiązanie, którego nie sposób obejść.

Fotoradary to już codzienność na polskich drogach. Rodzimi kierowcy mają i tak łatwiej niż obywatele niektórych krajów z UE – u nas takie urządzenia muszą być poprzedzone tablicą informacyjną, co nie jest tak powszechne na zachodzie. W Polsce jest to znak drogowy o oznaczeniu kodowym D-51 (niebieska tablica informacyjna z grafiką przedstawiającą fotoradar).
Można spotkać kierowców, którzy dzięki takim ostrzeżeniom zwalniają do wymaganej prędkości, aby po przejechaniu danego odcinka, wrócić do poprzedniej, często wyższej niż ta zalecana na danej trasie. Kwestia słuszności takiego postępowania jest bardzo dyskusyjna. To przykład pokazujący, że system fotoradarów można łatwo obejść – wystarczy być wyczulonym na znaki drogowe lub informacje z nawigacji w której coraz częściej instalowane są bazy stacjonarnych fotoradarów.

Redakcja poleca: Prawo jazdy. Co oznaczają kody w dokumencie?

Nie każdy sposób kontroli prędkości można tak łatwo zmylić. W 2015 roku wszedł w życie system Odcinkowego Pomiaru Prędkości zarządzany przed CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym), który jest jednostką w Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego. Dla osób, które lubią szybką jazdę jest to bez wątpienia duże utrudnienie. Pierwszy tego typu system został wprowadzony w Holandii już w latach 90-tych. Jak podaje CANARD, odcinkowy pomiar prędkości nie dość, że zmniejsza ryzyko wypadku, to ze względu na równą jazdę bez nagłych przyspieszeń dba również o środowisko.

Na czym właściwie polega OPP?

Zacznijmy od tego, że - tak jak przed każdym fotoradarem, także i tutaj – kierowcy muszą być poinformowani znakiem o pomiarze prędkości. Uzupełnieniem takiego znaku jest informacja dotycząca długości odcinka pomiaru. W obszarze zabudowanym taki pomiarowy odcinek nie może przekraczać 10 km, a na obszarze niezabudowanym nie może być dłuższy niż 20 km. Na tablicy zawsze podawana jest też informacja o długości odcinak pomiarowego z dokładnością do 100 metrów.
Działanie tej metody można wytłumaczyć w prosty sposób, jednak jej praktyczne opanowanie budzi wiele problemów. Gdy miniemy punkt początkowy pomiaru prędkości, system zarejestruje czas, w którym wjechaliśmy na dany odcinek i wykona zdjęcie ze szczególnym uwzględnieniem tablic rejestracyjnych, typu auta i marki.

 Zobacz także: Jak zadbać o akumulator?


Jak wygląda urządzenie do pomiaru prędkości?

Nie jest to „pudełko” – tak jak w przypadku fotoradarów. Wjeżdżając na odcinek pomiaru,  przekraczamy bramkę z kamerami, która jest podobna do tych używanych w systemie ViaToll . Po przejechaniu odpowiedniej drogi, na jej końcu znajdziemy drugą bramkę, która również wykona nam zdjęcie i przeanalizuje dane. Chodzi przede wszystkim o analizę czasu przejazdu. System, po przeliczeniu czasu, w jakim przebyliśmy dany odcinek, podaje naszą średnią prędkość na tej trasie. Jeżeli pokonamy dany odcinek w czasie dłuższym, lub w dokładnie takim, jakim trzeba -  nasze dane są automatycznie usuwane z systemu. Jednak jeżeli system obliczy, że dany fragment trasy pokonaliśmy w zdecydowanie za krótkim czasie, czyli co za tym idzie -  jechaliśmy za szybko, wtedy nasze zdjęcie z danymi z przejazdu zostaną wysłane do Generalnej Inspekcji Transportu Drogowego i zostaniemy ukarani mandatem – dokładnie tak, jak ze zwykłego fotoradaru. Jak widać jest to system, który trudno przechytrzyć.

Poprosiliśmy o wypowiedź Główny Inspektorat Transportu Drogowego w celu wyjaśnienia, jak dokładnie działają systemy OPP i czym różnią się od zwykłych fotoradarów:  „Urządzenia do odcinkowego pomiaru prędkości służą do monitorowania prędkości pojazdów na niebezpiecznych odcinkach dróg. System wylicza średnią prędkość, bazując na pomiarze czasu przejazdu pomiędzy początkiem i końcem monitorowanej trasy. Kluczową zaletą OPP jest ich potencjalny zasięg, możliwość nakłonienia kierowców do ograniczenia prędkości na całej długości monitorowanego odcinka, co istotnie wpływa na poprawę poziomu bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu. Zazwyczaj w praktyce jeden zestaw urządzeń obejmuje swoim nadzorem odcinek pomiarowy o długości od 1-6 km. W pierwszej połowie 2018 roku w Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym zweryfikowano 53 tys. naruszeń ujawnionych przez odcinkowy pomiar prędkości.
Stacjonarne urządzenia rejestrujące (fotoradary) to przyrządy pomiarowe mierzące prędkość przejeżdżających pojazdów w sposób punktowy. Fotoradary działają na zasadzie pomiaru prędkości chwilowej pojazdu przy użyciu skupionej wiązki fal elektromagnetycznych w paśmie mikrofalowym, wykorzystując do tego celu zjawisko zwane efektem Dopplera. Lokalizację stacjonarnego urządzenia rejestrującego określa się uwzględniając m.in.: analizę stanu bezpieczeństwa drogi, uwzględniającą przyczyny zdarzeń drogowych występujących na danym odcinku oraz znajdujące się w odległości do 500 m od miejsca potencjalnej lokalizacji obiekty użyteczności publicznej. Obecnie Główny Inspektorat Transportu Drogowego dysponuje 431 tego typu urządzeniami, przy pomocy których w pierwszej połowie 2018 roku zweryfikowano 519  tys. naruszeń.” - czytamy w przesłanej nam odpowiedzi.

Obecnie na terenie naszego kraju funkcjonuje 30 punktów z Odcinkowym Pomiarem Prędkości. Pojawiają się również informacje, że wybrane miasta w kraju, na przykład Warszawa, mają zainwestować w OPP w celu poprawy bezpieczeństwa na drogach. Patrząc na skuteczność takich urządzeń, można wnioskować, że w ciągu najbliższych kilku lat na mapie Polski przybędzie wiele odcinków kontrolowanych przez ten system.



Sposoby kontrolowania kierowców, a w szczególności piratów drogowych są różne. Jest jednak rozwiązanie, którego nie sposób obejść.

Fot. Archiwum

Sposoby kontrolowania kierowców, a w szczególności piratów drogowych są różne. Jest jednak rozwiązanie, którego nie sposób obejść.

Fot. Archiwum

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • Adam (gość)

    Nie mierzą na niebezpiecznych odcinkach dróg, ale tam gdzie jest kasa. Inna kwestia to to że pomiar odcinkowy jak na razie nie ma umocowania w Polskim prawie, co potwierdzi każdy prawnik.

  • znawca tematu (gość)

    Jak powszechnie wiadomo (szczególnie ostatnio) prawnicy potwierdzają wyłącznie to co jest wygodne dla mocodawcy... Z sądami też bywa podobnie. Wracając jednak do tematu. Znacznie doskonalszą formą kontroli prędkości jest pomiar z wykorzystaniem tzw. fotoradarów śledzących. Dostępne są również w Polsce. Po pierwsze mierzą jednocześnie kilkadziesiąt pojazdów na kilku pasach ruchu, na odcinku ok 100m. Przy czym jest to tzw pomiar punktowy. Ale dwa takie przyrządy (zwane mylnie w kodeksowej terminologii urządzeniami rejestrującymi) można zintegrować na odcinku dowolnej długości i wówczas oprócz dwóch pomiarów punktowych zostanie wyliczona średnia prędkość na tym odcinku. Ciekawe jednak jak do tego podejdą prawnicy, gdy się okaże że kierujący przekroczył dwukrotnie prędkość w miejscach kontroli "punktowej" oraz średnia prędkość wypadnie powyżej dopuszczalnej...

  • Ar2r (gość)

    Jestem zdecydowanie przeciw piratom ALE co innego granicę zdrowego rozsądku a co innego durne przepisy. Radary stoją na wylotówkach z dużych miast. Każda z nich jest świeżo odremontowana i obstawiona ekranami - tak że nawet kot się tam nie pojawi. Bandyci (decydenci) stawiają tam ograniczenie 60/h czasami nawet 40/h ! Ten sam kierowca, który pędzi tam 42/h dostaje mandat ale potem może spokojnie wjechać w wąską uliczkę między bloki i przejechać przed przedszkolem z prędkością 50/h ? Przecież ten debilizm sięga szczytu. Trasa wylotowa 4pasmowa między ekranami to minimum 80 a potem gdzie nie ma bloków 110/h. No , ale wtedy nie byłoby przychodów z bandyckich mandatów! Cały ten proceder, prowadzony przez lokalnych urzędasów, nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem ruchu, NIC! Wiedzą o tym policjanci co widać w każdej z nimi rozmowie - współczuję im. Żeby było jasne: od lat nie zapłaciłem mandatu bo nie dam się oszukiwać tym urzędasom. Ale szkoda mi tych kierowców - płacących tym nierobom.

  • grey (gość)

    piratów drogowych tępić i jeszcze raz tępić. przez takich tylko niewinni cierpią a co najgiorsze narażają swoje zdrowie i życie. Powinno się ostrzegać o takich osobnikach, szkoda że w yanosiku nie ma takiej funkcji ...ale chociaż o odcinkowym ostrzega

  • Grzegorz (gość)

    E tam, wszystko da się załatwić Yanosikiem. Najlepiej by było, gdyby kontrole było tam gdzie jest największe zagrożenie, wtedy kierowcy by podchodzili inaczej do tego. Ale jest jak jest.

  • Na obwodnicy śródmiejskiej (gość)

    Na obwodnicy śródmiejskiej by się przydało. Do tego ustawienie zielonej flagi na 60km/h a nie na 80km/h (przy ograniczeniu do 50)

  • Mirek (gość)

    Kuriozalnym jest OPP w Tomaszowie Mazowieckim. Nie dość, że jest poza miastem to ponad połowa drogi jest w lesie!!!!!!!!!!!!!!!! Debile, którzy to zatwierdzili powinni się spalić ze wstydu. W każdej wiosce, innej miejscowości było by to zasadne ale nie tam gdzie zainstalowali to "cudo" obecnie. Jak ma być dobrze w tym naszym kraju jak się patrzy na takie buble...

  • Rew (gość)

    W mojej okolicy funkchonują 3 takie urządzenia. Największy problem jest taki, że w 80% przypadków kiedy tam przejezdzam trafi się kierowca który jedzie 35km/h bo się boi mandatu, pomimo że ograniczenie jest do 50km/h. Na całym odcinku linia ciągła i spory ruch z naprzeciwka.

  • Marek (gość)

    Fajna inicjatywa https://play.google.com/store/apps/details?id=io.ideaapps.draybee dla miłośników motoryzacji

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości