Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Felietony

Odgłosy i wibracje

Data publikacji: Autor: Jerzy Iwaszkiewicz

 W jednej z gwarancji samochodowych nalazł się zapis, że nie obejmuje ona odgłosów i wibracji występujących podczas jazdy! Z tego wynika, że auto może dudnić, warczeć, byle jechało.

W jednej z gwarancji samochodowych nalazł się zapis, że nie obejmuje ona odgłosów i wibracji występujących podczas jazdy! Z tego wynika, że samochód może dudnić, warczeć, byle jechał. Gwarancja nie zawiera definicji, co to są odgłosy, więc może również strzelać.

 

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zbadał umowy dilerów z nabywcami samochodów i wychodzi na to, że jesteśmy kantowani równo prawie we wszystkim. Nabywca samochodu nie ma ani gwarancji ceny, ani gwarancji, że otrzyma kolor taki, jaki zamówił, a w żadnym wypadku nie ma pewności, że otrzyma zwrot zaliczki, jeżeli z pewnych względów się rozmyślił i nie chce kupić samochodu. Zaliczkę może otrzymać, jeżeli na swoje miejsce przyprowadzi innego klienta.

 

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów twierdzi, że takie praktyki są bezprawne, a my twierdzimy, że są nagminne. Od zawsze dilerzy samochodowi robili klientom łaskę, bo mieli na klienta bat czyli groźbę, że jak będzie niegrzeczny, to nie dadzą mu włoskiego paska klinowego albo tak porządnego kiedyś koloru yellow bahama na małego Fiata. Czasy się zmieniły, tylko do dilerów to jeszcze nie dotarło. Dalej zachowują się jak paniska, które robią łaskę.

 

Kuriozalnym jest zapis, że nabywca odbierając samochód musi podpisać, iż otrzymał pojazd kompletny i sprawny technicznie, bez wad, a w szczególności sprawdził sprawność podzespołów mających wpływ na bezpieczeństwo jazdy.

 

Kupiła babcia samochód, więc musi wleźć pod spód i sprawdzić, czy wszystko jest kompletne i działa. Zapis jest oczywiście wymuszany, aby w razie awarii zwalić winę na nabywcę, bo przecież podpisał, że samochód jest bez wad. Rzecz jasna jest to absurd. Współczesny klient nie musi wiedzieć, dlaczego samochód jedzie, on w ogóle niczego nie musi wiedzieć, byleby zapłacił.

 

Importerzy samochodów trochę się przestraszyli i twierdzą, że kwestionowane umowy pochodzą z przeszłości i już się takich nie stosuje. Stosuje i to powszechnie, spróbujcie np. odebrać zaliczkę, a poza tym, niektóre firmy dalej kombinują, jakby tu dalej kiwać klienta. Jedna z firm zamierza wprowadzić zapis - napiszemy która, jak go wprowadzi - że ceny są co prawda stałe, ale tylko na samochód w wersji podstawowej, natomiast mogą być dowolnie zmieniane jeśli chodzi o tzw. opcje. Jakby nie było, klient zawsze na tym traci.

 

Czasy się zmieniły, decydują ci co płacą i handel samochodowy musi się do tego dostosować.

 

                                                                    ***

 

Duże zainteresowanie wzbudził nasz poprzedni felieton: „Jak chłop płota”, w którym pisaliśmy o obniżkach cen samochodów nawet na najnowsze i nagradzane modele. Jeden z Czytelników zakwestionował, iż Citroen C4 był Samochodem Roku. Istotnie w konkursie Car of the Year Citroen C4 zdobył drugie miejsce za Toyotą Prius, ale uznaliśmy, że konkursów jest tyle, iż na pewno musiał w jakimś wygrać. I proszę bardzo: C4 uznany został za Samochód Roku w Wielkiej Brytanii i co szczególnie nas cieszy - również i w jednym z plebiscytów w Polsce.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Tagi:

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości