Wszystko
o samochodach

Przepisy / Aktualności

Prawo nie nadąża za rozwojem techniki. Oto przykład

Data publikacji: Autor: Newseria.pl

Fot. Michał Gąciarz Pierwsze próby stworzenia pojazdów, które poruszałyby się bez ingerencji kierowcy, rozpoczęły się już niemal sto lat temu, jednak dopiero ostatnio stworzenie w pełni autonomicznych samochodów stało się możliwe z technicznego punktu widzenia. Na na ulicach zauważyć można coraz więcej całkowicie autonomicznych prototypów (autonomia poziomu 4) lub samochodów w znacznym stopniu wyręczających kierowcę (niepełna autonomia poziomu 2 i 3). Problemem, który spowalnia rozwój tego typu aut, są nienadążające za rozwojem techniki regulacje prawne.

Próby stworzenia samochodu autonomicznego podejmowano kilka lat po stworzeniu pierwszego komercyjnego samochodu, który zjechał z taśmy fabrycznej, czyli Forda T. Już bowiem w latach 20. zeszłego wieku, konstruktorzy eksperymentowali z sterowanymi samochodami za pomocą fal radiowych. W latach późniejszych wiele ośrodków akademickich podejmowało się wprowadzenia do powszechnego użytku samochodu, który mógłby przemierzać drogi bez potrzeby ingerencji kierowcy. Efektem tych badań jest choćby tempomat. Jego pierwsza wersja powstała już w roku 1948 i nadal – odpowiednio modernizowana – wykorzystywana jest w samochodach.

– Uważamy, że nie da się zatrzymać postępu. Z całą pewnością będziemy takie rozwiązania eksploatować, będziemy starali się dostosować swoją filozofię i swoje przedsiębiorstwa do możliwości technologicznych i do potrzeb rynku – opowiada agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jan Buczek, prezes zarządu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. 

Dopiero w latach ‘80 Mercedesowi udało się stworzyć samochód, który był wstanie poradzić sobie z jazdą na pustych drogach. Nie była to zatem pełna autonomia, określana w popularnie stosowanym podziale jako poziom 4, ale raczej poziom 3, czyli samodzielna jazda pojazdu w określonych warunkach. Niżej znajduje się poziom 2, czyli współpraca różnego typu systemów wspomagających jazdę (np. zwykłego tempomatu i radaru, co przełożyło się na tempomat adaptacyjny), a jeszcze niżej poziom 1 (pojedyncze systemy wspomagające, np. ABS, ESP). 

Redakcja poleca:

Niechlubny rekord. 234 km/h na drodze ekspresowej
Za co policjant może odebrać prawo jazdy?
Najlepsze samochody za klika tysięcy złotych

Dopiero niedawno powstał pierwszy komercyjny samochód, poruszający się wśród innych uczestników ruchu, który uważany jest za pojazd autonomiczny (ale poziomu 3). Chodzi o Teslę Model S, w której ze względów bezpieczeństwa kierowca nadal powinien cały czas czuwać nad tym, jak się porusza jego samochód. Inne firmy starają się jednak nie pozostawać w tyle i niemal wszyscy producenci aut w mniej lub bardziej zaangażowany sposób pracują nad swoimi autonomicznymi pojazdami.

– Wszystkie fabryki produkujące samochody: zarówno osobowe, jak i ciężarowe, pracują nad stworzeniem w pełni autonomicznego pojazdu. Wiemy, że prace są zaawansowane praktycznie we wszystkich firmach produkujących ciężarówki, jednakże jest wiele barier natury prawnej, infrastrukturalnej itd. Pomysły są różne, na przykład kolumna złożona z czterech czy pięciu pojazdów, w pierwszym jedzie kierowca a pozostałe w bliźniaczy sposób powtarzają te ruchy kierowcy. Część rozwiązań objętych jest tajemnicą, na tym polu też jest dosyć ostra konkurencja – dodaje Jan Buczek.

Jednym z liderów pod względem rozwoju samochodów autonomicznych jest firma Google. Samochody Waymo, spółki córki Alphabet (dawniej Google) od 2009 roku do połowy 2017 pokonały łącznie blisko 5 milionów kilometrów, a tylko w zeszłym roku ponad 1,5 mln kilometrów. Do tej pory samochody amerykańskiego giganta technologicznego uczestniczyły też w 14 wypadkach i kolizjach, ale większość – jak twierdzi firma – wydarzyła się z powodu nieodpowiedniego zachowania innych kierowców. W przypadku Tesli pierwszy wypadek śmiertelny z udziałem autopilota nastąpił po 208 mln przejechanych kilometrów w trybie autonomicznym przez wszystkie pojazdy firmy. Jak udało się ustalić podczas śledztwa, kierowca miał jednak dość czasu na reakcję i mógł uniknąć śmierci. Zatem do pełnej autonomii, w której kierowca zwolniony będzie całkowicie z obowiązku czuwania nad zachowaniem pojazdu, trochę jeszcze brakuje.

– Spodziewamy się, że taka rewolucja nastąpi nieprędko, dlatego też robimy wszystko co możliwe, aby uruchomić kształcenie kierowców, bo już dziś potrzeby naszej gospodarki są na poziomie około 100 tys. kierowców. A gdyby ustabilizować deficyt, rokrocznie jesteśmy w stanie zatrudnić około 30 tys. kierowców – deklaruje prezes zarządu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.

Firmą, która posiada sprawny prototyp ciężarówki autonomicznej, jest Starsky Robotics. Przedsiębiorstwo na początku 2016 roku przeprowadziło test na amerykańskich drogach, podczas którego zmodyfikowany tir wraz z ładunkiem przejechał prawie 195 kilometrów (120 mil). Ta firma próbuje przeforsować swoją wizję dotyczącą jazdy ciężarówkami autonomicznymi; według niej wyszkoleni kierowcy mieliby zdalnie nadzorować trasę, po której poruszałaby się maszyna. W razie problemu mogliby przejąć stery i dojechać do miejsca docelowego. Nad rozwiązaniami dla tirów pracują także m.in. Volvo Trucks i Daimler, ale wdrożenie tych rozwiązań w życie hamowane jest m.in. przez brak odpowiednich regulacji prawnych.

Zobacz także: Testujemy elektrycznego Golfa

Polecamy: Co ma do zaoferowania Volkswagen up!?

– Barierą prawną jest chociażby fakt odpowiedzialności, kto ma odpowiadać – czy ten, kto kupił robota, czy może ten, kto go programował. Więc jest jeszcze sporo do zrobienia. To jest największą barierą jeśli chodzi o wdrożenie ich do pełnej służby, bo problemy techniczne są łatwiejsze do pokonania – podkreśla Jan Buczek.

W niektórych stanach USA istnieją już odpowiednie normy prawne czy definicje określające, czym dokładnie jest pojazd autonomiczny. W stanach takich jak Kalifornia czy Newada poruszanie się samochodem, który może jechać samodzielnie, jedynie z kontrolą kierowcy, jest też w pełni dozwolone. Oprócz tego w trzech stanach (Waszyngton D.C, Newada, Michigan) prawo zrzuca odpowiedzialność za usterki autonomicznych pojazdów na producenta, zależnie jednak od rodzaju wypadku. Szacuje się, że choć w Stanach Zjednoczonych długo jeszcze jednak nie pojawi się prawo dotyczące samochodów autonomicznych na poziomie federalnym, to ten kraj przoduje zarówno w produkcji jak i używaniu tego typu pojazdów. W Europie – w tym w Polsce – regulacje prawne związane z tym zagadnieniem są jeszcze bardziej opóźnione.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • Janusz (gość)

    Jak to prawo nie nadąża? A czy jest już gotowy samochód, który bez nadzoru kierowcy mógłby poruszać się po drogach? Nadzór kierowcy jest słaby, bo skoro i tak musi czuwać, nie może odwrócić wzroku od drogi to co ma niby robić? Może już z nudów trzymać tą kierownicę. Sam nadzór to większe ryzyko zaśnięcia niż w przypadku prowadzenia auta. Poza tym stwierdzenie, że nieodpowiednie zachowanie innych kierowców przyczyniło się do wypadków dyskwalifikuje takie rozwiązanie. Przez wiele lat pojazdy autonomiczne będą poruszały się po drodze wspólnie z "manualnymi" uczestnikami ruchu :). Nie da się ruchu "manualnego" wyprzeć, bo nie wyobrażam sobie motoru albo roweru autonomicznego. To przeczy idei tych pojazdów. Ponad to sąludzie, którzy po prostu będą czerpali frajdę z prowadzenia pojazdu. Więc takie autonomiczne cudo musi przewidywać reakcje ludzi. Te reakcje często będą "nieodpowiednie".

  • Unknown (gość)

    Postępu nie da się zatrzymać ale ten idzie w złym kierunku i upadnie. Bazując na systemach elektronicznych które są coraz bardziej zawodne daleko nie zajadą. Przykład asystentów pasa ruchu lub odległości od poprzedzającego pojazdu czy nagłego hamowania. Nawet w instrukcji obsługi napisane jest że nie można na nich polegać w 100%. To tak jak by naciskając na hamulec nie miało się pewności czy zadziała. Wspomniane systemy przestają działać kiedy są bardziej potrzebne np pada intensywny deszcz wyświetla się komunikat "czujnik zabrudzony" lub dostrzega metalowe elementy na drodze jako hamujący pojazd. Są to moje doznania na przykładzie mercedesa z 2017r.

  • gnago (gość)

    Dawno dawno temu kiedy autostradą zwano najdłuższe schody Europy w ościennym kraju opracowano technologię tanią i po niedrogiej modernizacji do zastosowania w każdym aucie. Niemcy z powodu kosztów tj remontu absolutnie wszystkich autostrad musieli zrezygnować. W Polsce padła propozycja z środków politechnicznych ściągnięcia tego pomysłu i zbudowania takich autostrad z taśmą metalową w każdym pasie autostrady. Każdy z aut miałby wbudowany system kierowania zdalnego przez komputer danego odcinka. Czyli ) zainteresowania ludzi danego auta drogą do chwili zasygnalizowania przez auta osiągnięcia punktu zjazdu z autostrady. Jak zwykle nasze elity popisały się właściwym sobie kretynizmem .Wzrost kosztó budowy promil promila a system w aucie o ile pamiętam to na dzisiejsze jakieś 1500 zł. I dlatego nasze autostrady to te Hitlerowskie pucowane jedynie asfaltem nieśmiertelne dwa pasy z dołożonym paskiem awaryjnymi telefonami alarmowymi kiedy każdy ma komórke

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości