Wszystko
o samochodach

Aktualności / Wywiady

Richard Porter: „Clarkson nienawidzi Polonezów, uwielbia za to polskich fanów"

Data publikacji: Autor: Kacper Rogacin (AIP)

Hammond, Clarkson i May / Fot. Szymon Starnawski Przez 13 lat był scenarzystą najpopularniejszego programu motoryzacyjnego na świecie - Top Gear. Richard Porter uważa, że Maluchy są „cool” i zdradza czemu Clarkson nie lubił Polonezów.

Fot. Szymon StarnawskiPo lekturze Pana książki doszedłem do wniosku, że była ekipa Top Gear składała się z dużych dzieciaków, których głównym celem było świetnie się bawić.

Zgadzam się. Oczywiście, praca nad każdym odcinkiem była bardzo ciężka. Ludzie często nie zdają sobie sprawy jak bardzo. Sami zawiesiliśmy sobie straszliwie wysoką poprzeczkę. Kiedy program jest na antenie tak długo jak Top Gear, oczekiwania wobec niego rosną i rosną. Po pewnym czasie widzowie zaczęli wierzyć, że dla ekipy Top Gear nie ma rzeczy niemożliwych. Ale trudno im się dziwić, kiedy oglądali, jak przepływamy pick-upem Kanał La Manche, czy zdobywamy Biegun Północny samochodem. Z czasem coraz trudniej było wpaść na pomysł, który zaskoczy widza. Spędziliśmy naprawdę mnóstwo czasu siedząc w biurze i łamiąc sobie głowę nad nowymi pomysłami, a później trzeba było jeszcze wprowadzić je w życie. To była naprawdę ciężka robota. Ale jednocześnie mieliśmy z tego ogromną frajdę, bo dano nam szansę robienia rzeczy, o których w „normalnym życiu” nie moglibyśmy nawet marzyć. Mogliśmy zachowywać się jak dzieci i to była świetna zabawa.

Jacy tak naprawdę są Jeremy Clarkson, Richard Hammond i James May? Niektórzy uważają, że ich sposób bycia przed kamerami to tylko gra, dzięki której program ma być atrakcyjniejszy.  

Często słyszę taki zarzut, ale przed kamerami oni naprawdę są sobą. Jeremy uwielbia niesamowicie wyolbrzymiać, Richard to chodzące podekscytowanie, a James jest strasznie powolny i często bywa zagubiony, choć stara się to ukrywać. Żaden z chłopaków nie grał kogoś, kim nie jest. Kiedy gasło światło, nikt nagle się nie zmieniał. Tak jak w telewizji, tak i w codziennym życiu, zawsze było z nimi mnóstwo śmiechu i zabawy.

Co Pan pomyślał, gdy dowiedział się Pan, że Clarkson uderzył jednego z producentów, Oisina Tymona?

Strasznie mnie to zasmuciło. Jeremy zrobił coś, czego nie powinien. Oczywiście, to był dla niego bardzo stresujący i trudny czas w życiu prywatnym, ale absolutnie nie może się tym tłumaczyć. BBC było w trudnej sytuacji, ponieważ, będąc pod nieustannym atakiem ze strony innych mediów i rządu, musieli pokazać, że są w stanie odpowiednio zareagować, jeśli ktoś zachowa się niewłaściwie. Jeremy’emu kończył się kontrakt i stacja po prostu go nie przedłużyła. Myślę, że gdyby do końca kontraktu pozostawało więcej czasu, Clarkson zostałby zawieszony na pół roku, czy rok, po czym wróciłby do pracy. W tej sytuacji podpisanie nowego kontraktu byłoby jednak bardzo kontrowersyjne, dlatego musiał odejść.

Rozmawiał Pan z Clarksonem o całej sytuacji?

Oczywiście. Jeremy powiedział, że jest mu bardzo przykro, że coś takiego się stało. Wszyscy myśleliśmy, że będziemy tworzyć Top Gear jeszcze przez lata, a tymczasem wszystko nagle się skończyło...

Clarkson, Hammond i May zostali szybko „przejęci” przez koncern Amazon, dla którego będą tworzyć nowy program motoryzacyjny. Pan nie miał propozycji, by do nich dołączyć?

Miałem, chłopaki pytali mnie, czy będę z nimi pracował. Pomyślałem jednak, że może to jest czas, by spróbować czegoś zupełnie innego, zrobić rzeczy, które chciałem zawsze zrobić, a nie miałem na nie czasu. Ale kiedy w rozmowach telefonicznych z nimi co chwila słyszałem, jak świetną zabawę mają z nowym programem, od razu chciałem z nimi być. Nie mogę siedzieć spokojnie, kiedy słyszę, jak z podekscytowaniem mówią o kolejnej świetnej rzeczy, którą udało im się zrobić. Myślę więc, że złamię się i dołączę do ekipy pracującej dla Amazon.

Wie Pan, jaka będzie formuła nowego programu? Ma on szansę przebić Top Gear?

Wiem, że będą zmiany, ale w dalszym ciągu wszystko będzie opierało się na przygodach trójki prezenterów. Na pewno jednak nie będzie to stary Top Gear. Tu mam kolejny dylemat, bo... w pewnym sensie nie chcę pracować nad nowym programem, by móc potem usiąść przed telewizorem i z wypiekami na twarzy oglądać, co też chłopaki wymyślili.

Bez słynnego trio, Top Gear ma szansę na utrzymanie popularności? Jaka Pana zdaniem jest przyszłość programu?

Myślę, że to będzie zupełnie inny program i bardzo dobrze, bo widzowie nie wiedzą, czego mogą się spodziewać. Sam jestem strasznie ciekawy, co z tego wyjdzie. To jest dla mnie zupełnie nowa sytuacja, bo kiedy tworzysz program, to oglądając go potem w telewizji masz co chwila myśl, że coś mogłeś zrobić lepiej. Tym razem, kiedy show ruszy w maju, będę w sytuacji „normalnego” widza, dlatego jestem bardzo podekscytowany.

To teraz z innej beczki. Z czym kojarzy się Panu marka Polonez?

(śmiech) Tak czułem, że pan o to spyta. Wiem, że filmik, na którym Jeremy Clarkson rozbija jednego poloneza, drugim robił furorę w polskiej części Internetu.

To Pan przygotował scenariusz do tego odcinka?

Akurat nad tym odcinkiem nie pracowałem i nie mówię tego tylko dlatego, że jestem w Polsce. Jeremy wydawał co roku swoje świąteczne DVD i właśnie na potrzeby jednego z filmów rozwalił dwa Polonezy. Mogę jednak zdradzić, dlaczego to zrobił. Otóż wiele, wiele lat temu, kiedy Polonezy były sprzedawane w Wielkiej Brytanii, Jeremy spieszył się na lotnisko i złapał taksówkę - właśnie Poloneza. Do terminala na Heathrow dojeżdża się przez ciemny, brudny tunel, którym nie mogą poruszać się piesi. I w tymże tunelu, w połowie drogi na lotnisko, Polonez nagle się zepsuł. Jeremy był zły jak diabli, bo musiał resztę drogi odbyć piechotą, z marynarką i walizką pod pachą. Jakby tego było mało, kierowca taksówki - mimo że jego auto się zepsuło - zażądał od Clarksona opłaty za przejazd. To właśnie wtedy Jeremy znielubił Polonezy.

Redakcja poleca:
- Czy praktyczny samochód musi być drogi?
- Przyjazny kierowcy system multimedialny. Czy to możliwe?
- Nowy, kompaktowy sedan z klimatyzacją. Za 42 600 zł!

Polscy kierowcy nie cieszą się dobrą opinią wśród innych. Jak były scenarzysta Top Gear ocenia motoryzacyjne umiejętności Polaków?

Muszę przyznać, że byłem zdziwiony tym, jak sprawnie przebiega ruch na drogach w Warszawie. Wiem też, że Polacy narzekają na stan polskich dróg, ale powiem panu jedno - mieszkam w Londynie i tamtejsze drogi są w o wiele gorszym stanie, niż tutaj. W dodatku wasze ulice są naprawdę szerokie, dzięki czemu jest o wiele więcej miejsca na ruch samochodowy, niż np. w angielskich miastach. Zawiodłem się jedynie tym, że nie widziałem żadnego Poloneza na drodze, chociaż w czasie jazdy rozglądałem się na wszystkie strony w ich poszukiwaniu. Przed hotelem stał jeden i od razu zrobiłem mu zdjęcie, ale jadącego Poloneza nie spotkałem...

Paradoksalnie na polskich drogach łatwiej dziś chyba spotkać Malucha.

Poważnie?! Jaka szkoda, że nie widziałem żadnego! Uwielbiam te autka, jest w nich coś „cool”. Jeden z moich przyjaciół - Jonny Smith, prezenter programu Fifth Gear sprowadził sobie niedawno Malucha z Polski. Kupił go, ale nie powiedział o tym żonie i obawiał się jej reakcji. W końcu wpadł na genialny pomysł, jak zatrzymać Malucha bez denerwowania swojej żony. Dał jej go jako prezent na Walentynki. Niestety dla Jonny’ego, żona spojrzała na autko i powiedziała: „Nie, dziękuję! Nie chcę go!”. Nie mogę zrozumieć dlaczego (śmiech)

Pracował Pan też nad Top Gear Live, show na żywo, które odbywało się w wielu miastach na całym świecie, min. w Polsce. Jak trójka prezenterów wspominała występ na Stadionie Narodowym?

Chłopaki wrócili z Polski i mówili tylko o jednym - jak wspaniała była publiczność w Polsce. Zawsze powtarzali, że na świecie są dwa kraje, w których fani są najbardziej zwariowani: RPA i właśnie Polska. Pamiętam, jak Jeremy przychodził podniecony i mówił: „O mój Boże, wiesz co tam się działo? Oni nas kochają. Gdy wychodziłem na scenę, miałem
dreszcze”. Polska była jednym z ich ulubionych przystanów na trasie Top Gear Live.

Co było najtrudniejszym wyzwaniem, przed jakim stanęła ekipa Top Gear?

Zdecydowanie wyprawa na Biegun. To było coś potwornego, z powodu niewyobrażalnego zimna. Większość ludzi nie ma pojęcia jak strasznie zimno tam było. W dodatku lód pod jadącym autem mógł w każdej chwili się załamać, dlatego ta wyprawa była szalenie niebezpieczna. A mimo to żaden z uczestników ani razu nie okazał strachu, nie narzekał. To było dla mnie niepojęte, jak wiele byli oni w stanie poświęcić, by stworzyć coś niesamowitego. Nigdy, w ciągu trzynastu lat pracy, nie słyszałem by którykolwiek z chłopaków powiedział, że coś jest niemożliwe do zrobienia.

Z Pana książki można wywnioskować, że kiedyś start w telewizji był łatwiejszy.

Zdecydowanie tak. Kiedy my startowaliśmy, zaczęliśmy od odcinka pilotażowego, który okazał się kompletnym niewypałem. Później powstał drugi „pilot”, który był jeszcze gorszy. Dostaliśmy jednak czas od BBC i - co najważniejsze - mogliśmy popełniać błędy. Dzięki temu powoli, krok po kroku zdobywaliśmy kolejnych widzów. Dzisiaj byłoby z tym o wiele trudniej.


Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • jan kowalski (gość)

    Porządny artykuł

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości