Wszystko
o samochodach

Motociekawostki / Historia motoryzacji

Rok za kierownicą

Data publikacji: Autor: Marek Ponikowski

Fot. Citroen Jeszcze przed II wojną światową Citroen ustanowił kilka rekordów, które przeszły do historii motoryzacji.

W 1933 roku Andre Citroen, właściciel, a zarazem po dyktatorsku sprawujący rządy szef firmy noszącej jego nazwisko, zaproponował Automobilklubowi Francuskiemu (ACF) przeprowadzenie testu wytrzymałościowego produkowanego przez jego zakłady samochodu typu 8 CV.

 Fot. Citroen

Udział Citroena polegałby na dostarczeniu auta i zespołu kierowców, zaś ACF miał kontrolować przebieg próby, gwarantując swoim autorytetem jej wiarygodność. Warunki, jakie wyznaczył swemu produktowi Andre Citroen były niezwykle ostre.

 

Komisarze automobilklubu mieli losowo wybrać auto spośród stojących na placu przyfabrycznym. Następnie ów pojazd miał przejechać po torze wyścigowym Monthlery pod Paryżem dystans 300 tysięcy kilometrów, zatrzymując się tylko w celu uzupełnienia paliwa i wymiany oleju. Nawet wówczas silnik pozostałby włączony!

 

Ryzykowny manewr Citroena uwieńczyło pełne powodzenie. Po 134 dobach jazdy auto nazwane przez niego La Petite Rosalie osiągnęło wyznaczony dystans, uzyskując imponującą przeciętną ponad 93 km/h. Zaraz potem - ciągle pod kontrolą komisarzy automobilklubu - samochód rozebrano na drobne kawałki, aby udowodnić, że żadna z jego części niczym nie różniła się od stosowanych w innych autach schodzących z taśmy w fabryce Citroena.

 

W rok później Citroen zaskoczył Francję i świat w inny sposób. Jego zakłady rozpoczęły produkcję rewolucyjnego samochodu, który oficjalnie oznaczony był po prostu siódemką, lecz przeszedł do historii jako Traction Avant, czyli „Napęd przedni”. Oryginalnych czy wręcz osobliwych rozwiązań było w tym aucie co niemiara, poczynając od nadwozia, zaprojektowanego przez Flaminia Bertoniego (tego samego, który później stworzył projekty Citroenów 2 CV i DS 19).

 

Na tle ówczesnych, wysokich i ledwie lekko zaokrąglonych aut Traction Avant wyglądał jak naleśnik - z podłogą tuż nad jezdnią i kołami odsuniętymi od siebie do przodu i na boki tak daleko, jak to tylko było możliwe. Do resorowania kół użyto drążków skrętnych - to rozwiązanie podsunął konstruktorom Citroena sam Ferinand Porsche. Niska sylwetka wymusiła zastosowanie kolejnego niebanalnego rozwiązania: z przodu pod maską znajdowała się skrzynia biegów z mechanizmem różnicowym, zaś silnik i chłodnicę umieszczono za nią, tuż przed przegrodą oddzielającą komorę silnikową od kabiny. Auto miało hydrauliczne hamulce przy wszystkich kołach i precyzyjny, zębatkowy mechanizm kierowniczy. Warto wymienić też takie rozwiązania jak wiszące pedały (powszechnie stosowane dopiero od lat sześćdziesiątych XX w.) czy bezpieczna, łamana kolumna kierownicy. Początkowo auto wyposażono w silnik o pojemności 1298 cm sześć. i mocy 30 KM, ale niebawem pojawiła się mocniejsza odmiana oznaczona liczbą 11, z silnikiem o pojemności 1911 cm sześc.

 

I takie właśnie auto posłużyło do ustanowienia najdziwniejszego chyba rekordu świata.

Głównym obok Citroena 11 (w wersji legere, czyli lekkiej) bohaterem tej historii był Francois Lecot, 57-letni wówczas właściciel restauracji z miasteczka Rochetaille w pobliżu Lyonu, którego nieporównanie bardziej niż prowadzenie knajpki pasjonowało prowadzenie samochodu. Miał już na swoim koncie wyczyny takie jak ukończenie rajdu Monte Carlo w styczniu 1934 roku za kierownicą... autobusu z dziesiątką pasażerów, jazdę non stop na dystansie 100 tysięcy kilometrów małolitrażowym autkiem Rosengard, turę dookoła Francji i Belgii (5 tysięcy kilometrów w 77 godzin) czy też rajd Paryż - Moskwa - Paryż Citroenem 7 Traction Avant w dwie doby.

 

Codziennie od 22 lipca 1935 do 21 lipca 1936 roku Francois Lecot pokonywał za kierownicą Citroena 11 dystans ok. 1100 kilometrów trasą Paryż - Monte Carlo. Bazą próby było Rochetaille, położone niemal dokładnie pośrodku między tymi dwoma miastami. Lecot osiemnaście godzin na dobę spędzał w samochodzie, zaś cztery przesypiał we własnym łóżku. W tym czasie mechanicy obsługiwali i naprawiali samochód. Niezależnie od pogody i samopoczucia Lecot wsiadał o świcie do swego auta i pędził do Paryża albo do Monte Carlo drogami, które w niczym nie przypominały dzisiejszych autostrad. Średnia prędkość, jaką osiągał - 65 kilometrów na godzinę - tylko laikowi może wydawać się niska. Jeszcze dziś wcale niełatwo utrzymać ją podróżując bocznymi drogami, pełnymi zakrętów i przejazdów przez miasteczka - a w takich właśnie warunkach podróżował kierowca maratończyk. Zawsze znajdował trzy minuty aby wpaść na szklaneczkę porto do swego przyjaciela Mariusa Chagny, prowadzącego w nieodległym od Rochetaille miasteczku Anse przedstawicielstwo Citroena.

 

Po roku próba dobiegła końca. Lecot pokonał w tym czasie fantastyczny dystans 400 134 kilometrów. Na mecie jednak nie doczekał się gratulacji od Andre Citroena. Wielki wizjoner motoryzacji zbankrutował, a wkrótce potem zmarł. Jego firmę przejął koncern oponiarski Michelin, którego właściciele nie byli zainteresowani wyczynem Lecota.

Na pierwszą po zakończeniu testu szklaneczkę porto rekordzista pojechał do Anse na rowerze...

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości