Wszystko
o samochodach

Aktualności / Wywiady

Rozmowa z Agnieszką Pilaszewską

Data publikacji: Autor: Rozmawiała Urszula Tokarska

 Trafiłam w słup. Okazało się, że był on z jakiejś masy plastycznej i cały rozpłaszczył się na samochodzie. W tym czasie policyjny polonez jechał w przeciwnym kierunku. Panowie naturalnie zawrócili i po sprawdzeniu trzeźwości balonikiem nałożyli mandat.

- Jeździ Pani samochodem?
- Tak, uwielbiam jeździć. Prawo jazdy zrobiłam mając 16 lat, potem była długa przerwa, bo nie miałam samochodu. Na zakończenie studiów dostałam wybitny egzemplarz Malucha. Był bardzo wysłużony, bo woził moją rodzinę do Grecji, dwa razy do byłej Jugosławii i trzy razy do Włoch. Dzielnie pomykałam nim po Warszawie, potem zmieniłam go na Forda Fiestę, a teraz jestem na etapie Fiata Punto.

- Zna się Pani troszkę na samochodach?
- Obserwując mojego męża sądzę, że więcej wiem o samochodach niż on. Na pewno częściej zaglądam pod maskę, lubię sprawdzić olej i pooglądać silnik. Robię to także przy zakupie auta. Oczywiście po uprzednim obejrzeniu wnętrza i wypróbowaniu siedzeń.

- Potrafi Pani wyłapać jakąś usterkę?
- Potrafię, po pracy silnika wyczuwam kiedy są za wolne obroty, kiedy zawory grają, albo tłumik jest nie w porządku.

- Jaki jest Pani samochód marzeń?
- Ostatnio podoba mi się Fiat Stilo, a z tych bardziej niedostępnych - Aston Martin robiony na zamówienie. Jak widzę takie auto, to zaczynam marzyć... Ale to chyba dopiero w piętnastym pokoleniu.

- Jeździ Pani trochę po świecie, jakie ma Pani obserwacje?
- Czuję się szczęśliwa, kiedy mam do pokonania trasę poza granicami Polski. Jazda w kraju ze względu na stan nawierzchni i wyobraźnię kierowców przypomina "rosyjską ruletkę". Poza tym "czarne punkty" i liczne krzyże przy drogach bardzo dekoncentrują uwagę, niekiedy doprowadzając mnie do łez. Nigdzie w Europie nie ma czegoś podobnego.

- Co się Pani marzy?
- Autostrady i drogi szybkiego ruchu o szerokich poboczach. Mam małe dziecko, więc nie jeżdżę zbyt szybko, więc mogłabym sobie na tych poboczach jechać z prędkością 90-100 km/h.

- Zawsze była Pani zdyscyplinowanym kierowcą?
- Pewnego poranka, przy 10-stopniowym mrozie, stojąc na światłach postanowiłam ścignąć się z samochodem stojącym obok, gdyż dalej jezdnia się zwężała i był tylko jeden pas. Udało mi się to i byłam dumna z siebie. Postanowiłam zbliżający się zakręt wziąć bez hamowania, płynnie redukując do "trójki". W tym momencie zobaczyłam, że nawierzchnia lśni w słońcu.
Kiedy wpadłam na tę taflę lodu wiedziałam, że nie uda się zakręcić. Miałam do wyboru: dwa zaparkowane samochody, słup ogłoszeniowy, który wydawał mi się wtedy z betonu oraz wartownię Parku Łazienkowskiego. Co się okazało: tamtego dnia rano wylała studzienka i wszystko natychmiast zamarzło, samochody wchodząc w ten zakręt wpadały w poślizg. Jednym udawało się z tego wybrnąć, mnie nie. Kiedy przyjechała piaskarka, jeden z policjantów natychmiast rzucił się do kierowcy "No Panie, syp Pan tu tym piachem. Tu się ludzie będą za sekundę zabijać!"... Na co ten z piaskarki: "Nie mogę, kurka, nie mogę! Bo mi piach zamarzł!"

Do początku artykułu

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Tagi:

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości