Wszystko
o samochodach

Aktualności / Wywiady

Rozmowa z Anitą Lipnicką, piosenkarką

Data publikacji: Autor: Rozmawiał Andrzej Nowakowski

 Gdy jestem zmuszona zmienić pas, wtedy okazuje się, że nikt mojego zamiaru nie dostrzega. Na szczęście wypracowałam sobie metodę, która jak dotychczas jest skuteczna.

- Od blisko dwóch lat nie pojawia się pani na estradzie.
- Chciałam odpocząć, poukładać swoje sprawy. Wyjechałam do Anglii z nadzieją, że rozpocznę tam pracę nad nowym materiałem. Ten etap mam już za sobą i znów jestem.

- Jakie są efekty pracy w Anglii?
- Jak to się mówi, nie szło mi i w rezultacie nie przygotowałam materiału, który mogłabym przedstawić w jakimkolwiek studiu nagrań.

- Niektórzy twierdzą, że pani nowa płyta "Moje oczy są zielone" jest wręcz ekshibicjonistyczna.
- Większość piosenek na tej płycie jest z moimi tekstami, również muzyka jest mojego autorstwa. Czy jest ekshibicjonistyczna? W pewnym sensie tak. Jak nigdy dotąd otworzyłam się, czułam taką potrzebę. Słowa płyną z głębi serca, są bardzo osobiste i mam nadzieję, że moi fani odbierają to właściwie. Takie przynajmniej otrzymuję sygnały, gdyż od niedawna piosenki z tej płyty są prezentowane przez nasze stacje radiowe.

- Już w wieku 15 lat występowała pani na "wybiegu" jako modelka.
- Jako 15-latka pojechałam na pokazy mody do Japonii. Ta praca fascynowała mnie, jednocześnie zabrała mi dzieciństwo, okres wkraczania w dorosłe życie. To wszystko nastąpiło za szybko, zbyt drapieżnie. Stąd między innymi mój wyjazd do Londynu, gdzie próbowałam, jak mówiłam wcześniej, poukładać swoje sprawy, z dystansem spojrzeć w przyszłość. Wpadając zbyt wcześnie w wir showbissnesu nie miałam czasu, a może chęci myśleć o sprawach przyziemnych. Wszystko kręciło się wokół sceny. Teraz uświadomiłam to sobie chcę nadrobić stracony czas.

- W jednym z wywiadów powiedziała pani, że jest osobą nieufną.
- Wydoroślałam, a i to, o czym pan mówi dotknęło mnie. Granica pomiędzy moim życiem estradowym, a prywatnym jest bardzo cienka. W życiu każdego dojrzewającego człowieka pojawia się moment, w którym zaczyna dostrzegać pewne prawidłowości rządzące światem, których wcześniej nie widział, nie odczuwał. To jest właśnie najkrótsza, moim zdaniem, definicja dorastania. Człowiek całe życie uczy się na błędach, które w większości popełnia w latach młodości. Cała sztuka w tym, by ustrzec się ich w przyszłości.

- Często wokół ludzi estrady skupiają się osoby, które węszą swój interes.
- Oczywiście, nie inaczej było w moim przypadku. Dzięki ciężkiej pracy ciągnęłam wózek, na którym dość wygodnie jechało wiele osób. Jeśli nie miałam już siły, coś nie wychodziło, to zawsze ja byłam winna. W trudnych chwilach właśnie ci wygodni "pasażerowie" schodzili z wozu i przesiadali się na inny. Celowo nie mówię o personaliach, gdyż wszyscy ci, których mam na myśli doskonale wiedzą, o kim mówię.

- Na co dzień jeździ pani Nissanem Micrą.
- To świetny samochód, typowe "kobiece" autko.

- Samochodów, jak to pani określiła "kobiecych" jest wiele. Kto pani doradził tę markę?
- Mój tata zna się na samochodach, wzięłam również pod uwagę opinie brata oraz moich kolegów. Zanim zdecydowałam się na zakup Nissana, obejrzałem praktycznie wszystkie dostępne na naszym rynku samochody małolitrażowe. Na korzyść tej marki przemawiał przede wszystkim niezawodny silnik.

- To pani zdaniem wszystkie jego zalety?
- Mogę mówić o innych, ale czy nie będę posądzona o kryptoreklamę?

- Ależ skąd, przecież nie ma pani w tym interesu.
- Niby tak, wiec mogę powiedzieć, że od razu jak się przejechałam byłam w niebowzięta. Jakże on cudownie trzyma się drogi! Prowadzić mały, tak zwrotny samochód to sama przyjemność.

- Spotkałem się z opiniami, że linia Nissana Micra nie jest, delikatnie mówiąc, zbyt nowoczesna.
- Zgadzam się, ale ja nie lubię samochodów "pięknych". Nie lubię rzucać się w oczy. W moim zielonym Nissanie czuje się naturalnie, a to przede wszystkim mi chodziło przy wyborze auta.

- Czy stojąc na światłach spotyka się pani z wyrazami sympatii ze strony przechodniów i kierowców?
- Tak, to bardzo sympatyczne. Skoro mówimy o kierowcach, to nie mam o nich zwłaszcza warszawskich, najlepszego zdania. Nie chcę uogólniać, ale często spotykam się z brakiem uprzejmości.

- Może pani zdradzić nam swój sposób?
- To proste, otwieram okno i gestykuluję, uśmiecham się patrząc prosto w oczy i wszystko załatwione. Ale proszę sobie wyobrazić, ile muszę się nagimnastykować, by przejechać powiedzmy w godzinach szczytu z Ursynowa na Żoliborz.

- Cóż, ja spoglądam, uśmiecham się i nic z tego. Widać inaczej pani to robi. Czy ten sposób jest równie skuteczny w kontaktach ze Strażą Miejską?
- Te służby to zupełnie inna historia. Do kierowców uśmiecham się z sympatii, natomiast od Straży Miejskiej jak najszybciej odbieram mandat, by nie wdawać się z nimi w żadne dyskusje. Zdaję sobie sprawę, że jestem osobą publiczną i nie chcę, by ktokolwiek podejrzewał mnie, że coś dzięki swojej popularności chcę załatwić. To nie w moim stylu.

- I nie w stylu osoby poruszającej się na co dzień w drapieżnym rynku show-biznesu.
- Jestem naturalna i czy to się komuś podoba czy nie, nie zmienię się.

- W zeszłym roku letni urlop spędziła pani we Włoszech. Jak sprawdził się Nissan w tak dalekiej podróży?
- Nie odważyłabym się wybrać w tak daleką drogę. Do Włoch planowałam polecieć samolotem, lecz praca nad najnowszą płytą nie pozwoliła mi nawet na kilka dni urlopu. Najdłuższą trasę jaką dotychczas pokonałam, to kurs na Mazury. W zupełności mi wystarczył.

- Odpukać, ale co pani zrobi, gdy złapie "gumę", zanim dojedzie na Mazury?
- W takim przypadku zachowuję się jak typowa blondynka.

» Do początku artykułu

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Tagi:

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości