Wszystko
o samochodach

Aktualności / Wywiady

Rozmowa z Cezarym Pazurą

Data publikacji: Autor: Rozmawiała Urszula Tokarska

 Przeraża mnie liczba śmiertelnych ofiar wypadków - 7 tysięcy rocznie. To tak, jakby co roku znikało małe miasto, nie tylko z winy lekkomyślnych kierowców, ale przede wszystkim fatalnego stanu dróg, co nas absolutnie dyskwalifikuje, jeżeli mamy mówić o jakimkolwiek bezpieczeństwie drogowym.
|

- Jeździ Pan samochodem?
- Kilka miesięcy temu sprzedałem swoje auto i jest to mój protest przeciwko temu, że od lat płacę podatki, a w drogownictwie wciąż nic się nie dzieje i nie mam po czym jeździć.

- Jak samopoczucie?
- Znacznie lepiej, korzystam z taksówek, kolei i samolotów. Niczego mi nie brakuje. Jako pasażer mniej się denerwuję, a na tym zależało mi najbardziej.

- Jak długo to potrwa?
- Dopóki z moich podatków nie załatają dziur i nie wybudują nowych dróg, żebym mógł się bezpiecznie poruszać. Przeraża mnie liczba śmiertelnych ofiar wypadków - 7 tysięcy rocznie. To tak, jakby co roku znikało małe miasto, nie tylko z winy lekkomyślnych kierowców, ale przede wszystkim fatalnego stanu dróg, co nas absolutnie dyskwalifikuje, jeżeli mamy mówić o jakimkolwiek bezpieczeństwie drogowym.

- Za granicą jest lepiej?
- Tak, na autostradach czasem lubię sobie przycisnąć pedał gazu, ale też mi się zdarzyło, że na pięknej autostradzie we Włoszech cysterna wyjechała mi prosto pod koła - jechałem 200 na godzinę i to było moje hamowanie życia... Udało się - dlatego teraz możemy rozmawiać. Dzisiaj częściej zdejmuję nogę z gazu i nauczyłem się respektować przepisy, jeśli ktoś postawił znak ograniczenia prędkości do 70 km/h to miał w tym jakiś cel.

- Czyli z drogówką nie ma Pan żadnych problemów?
- Mam oczywiście. Zdarza mi się przekroczyć prędkość, a to z tej przyczyny, że zwykle jeżdżę dobrymi samochodami, a w nich zupełnie nie czuje się prędkości. Jadę 120, a wydaje mi się, że jest 70.

- A mandaciki?
- Był w zeszłym roku jeden, za złe parkowanie. I tu kolejny problem - w miastach nie ma gdzie stawiać tych samochodów. A jak się zaryzykuje w nieodpowiednim miejscu, natychmiast jest mandat.

- Czy przez dwadzieścia kilka lat za kierownicą wypracował Pan sobie jakieś zasady?
- Uważam, że nic nie jest warte ryzykowania własnym życiem, a już na pewno jazda po pijaku. Nawet jak jestem po piwku korzystam z taksówek, niektóre korporacje przysyłają nawet człowieka, który odprowadza auto do domu.
Bardzo ważny jest też rozsądek, który niestety przychodzi z wiekiem.

- Jakimi autami jeździł Pan dotychczas?
- Zaczynałem od kupionego za 15 mln złotego Forda Granady. Bardzo udana wersja, rocznik 1978, miał cztery biegi do przodu i w ogóle się nie psuł. Czasami pytali, dlaczego kupiłem złoty, odpowiadałem, że go kiedyś przetopię na sztabki i sprzedam. Kolejny był Ford Tempo - straszna pomyłka, bo koszty napraw przewyższyły cenę auta. Któraś z kolei była Mazda 929 w kształcie cygara, bardzo ładna. Wtedy przekonałem się, że samochód dla mnie musi być duży. Ostatnio jeździłem Mitsubishi Diamante, 3,5 litra, wbrew pozorom bardzo ekonomiczny - 9 do 11 litrów na setkę, w Polsce są tylko cztery takie. Wiosną zamierzam kupić coś jeszcze większego - terenowego Mercedesa ML, albo Mitsubishi Pajero.

Do początku artykułu

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Tagi:

Komentarze

  • natalia (gość)

    dobrze pan gra

  • natalia (gość)

    żyje pan?

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości