Wszystko
o samochodach

Aktualności / Wywiady

Rozmowa z Jackiem Kaczmarskim

Data publikacji: Autor: Rozmawiała Urszula Tokarska

Często zdarza się że, na drogę nagle wyskoczy kangur czy owca, wtedy najlepiej sprawdza się rubar - masywna krata przed maską. Mój znajomy nie chciał tego zamontować i pewnego dnia na jakimś zupełnym pustkowiu zderzył się z kangurem.

- Interesuje się Pan motoryzacją?
- Nie. Ale jeżdżę samochodem, bo w Australii, gdzie obecnie mieszkam, bez samochodu jak bez ręki.

- Czym Pan jeździ?
- Jak jestem w Polsce - Matizem, z którego jestem bardzo zadowolony, bo dobrze trzyma się drogi, a kiedy trzeba przyspieszyć, to jedzie. Łatwo go zaparkować i jest niepozorny, w związku z tym, jak dotąd, mnie nie okradziono. Kiedyś jeden z pracowników stacji benzynowej powiedział - to "księży wóz". Pomyślałem, że może teraz w Polsce księża tym jeżdżą, co mnie bardzo zdziwiło, bo widywałem ich w znacznie większych i lepszych samochodach. Jemu chodziło o to, że się nie psuje i nic przy nim nie trzeba robić. Przez 3 lata wymieniałem jedynie olej, opony i płyn do okien.

- Czym jeździ Pan w Australii?
- Australijskim Oplem, czyli Holdenem - ogromną, bardzo mocną maszyną. Ma 2-litrowy 6-cylindrowy silnik. Jest tam bardzo popularny, bo wszędzie wjedzie i zewsząd wyjedzie. Zaletę ma tę, że każdy farmer potrafi go naprawić i nie ma, jak "japończyki", skomplikowanej elektroniki, która by się mogła popsuć wskutek powodzi albo wpadnięcia w chmarę szarańczy.

- Mógłby Pan porównać jazdę w tych dwóch krajach?
- Nie ma żadnego porównania, tam nie ma korków, a drogi są idealnie gładkie. Nie zdarza się, żeby ktoś przejechał obok stojącego na pustkowiu auta, nie zapytawszy, czy nie trzeba pomóc: ta serdeczność przenosi się również na miasto. Mankamentem może być ograniczenie prędkości do 110 km/h, które nie obowiązuje tylko w północnej części Australii. Przy pustych drogach bywa to męczące, bo człowieka aż kusi, żeby przycisnąć 170.

- Terytorium północne jest chyba rajem dla tych, co lubią poszaleć za kółkiem?
- Tak, zjeżdżają się tam z całego świata amatorzy szybkiej jazdy, żeby poszaleć na pustych drogach i często giną, dlatego że przy prędkości 200 czy 240 km/h wystarczy jaszczurka bądź jakiś ruch zauważony kątem oka, żeby stracić kontrolę nad pojazdem. Dwa dni czekał zanim mu zholowano unieruchomione auto.

- Jak tam pracuje policja?
- Na ogromnych pustkowiach mierzy prędkość z samolotu i nikomu nie radzę łamać przepisów, czego doświadczyłem na własnej skórze, po drugie, nie daj Boże próbować przegadać, albo przekupić policjanta, bo natychmiast kończy się to rozprawą sądową. Większe uprawnienia ma jedynie policja wodna, która sprawdza czy się łowi wymiarowe ryby: za przekroczenie przepisów można stracić łódź, a to już są bardzo duże pieniądze.

- Przez lata spędzone za kółkiem wypracował Pan sobie może jakieś własne zasady?
- Zamiast wrzeszczeć, krzyczeć i miotać się za kierownicą, co w małym Matizie jest trudne, odreagowuję spryskiwaczem. Machające śmiesznie wycieraczki rozładowują napięcie - polecam.

Do początku artykułu

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości