Wszystko
o samochodach

Aktualności / Wywiady

Rozmowa z Marianem Opanią, aktorem

Data publikacji: Autor: Urszula Tokarska

 Może będę oryginalny, ale wcale nie uważam, że jeździmy za szybko. Odwrotnie, większość jeździ jak typowe muły.

- Jakie samochody podobają się panu?
- Głównie te, które są w moim zasięgu. Tych wykraczających poza moje możliwości finansowe, w ogóle nie oglądam i staram się nimi nie drażnić.

- Więc nie ma aut pańskich marzeń?
- Mam takie, ale rodzina nie pozwoli mi na samochód sportowy, bo jeżdżę delikatnie mówiąc, dynamicznie i jeśli ktoś mnie zdenerwuje i zechce się ze mną ścigać, to potrafię wycisnąć tyle, ile jest pod pedałem. Drugim moim marzeniem, pewnie jak większości mężczyzn, jest samochód terenowy.

- Lubi pan czasem podłubać pod maską?
- Bardzo nie lubię i nie umiem. Pozostawiam to fachowcom.

- Jakimi samochodami jeździł pan dotychczas i który najlepiej wspomina?
- Zaczynałem, według wzrostu, od "malucha", potem była "favoritka", seat toledo i obecnie nissan primera. Najbardziej podobało mi się eleganckie toledo. Primera miała ubogie wyposażenie, ale za to była bardziej dynamiczna.

- Jak pan ocenia polskich kierowców i to, co dzieje się na drogach?
- Oczywiście zdarza się paru wariatów, ale jeździć wolno wcale nie oznacza bezpiecznie. Obecne ograniczenie do 50 km/h w Warszawie, to jest przyzwolenie dla wielu nieudaczników, którzy jeżdżą już szybkością nie 50, ale 20-30 km/h i to lewym pasem. A mnie szlag trafia, jeśli muszę gdzieś zdążyć.
Lewy pas powinien być wolny dla tych, którzy z racji pełnionego urzędu lub życiowej sytuacji, chcą jechać szybciej.

- Co zwykle robi pan prowadząc samochód?
- Co robię? Gdy podróżujemy z dziećmi, to żona stara się im zatykać uszy, bo to co wyciskam z siebie przez zaciśnięte zęby, dla luminarza sztuki jest zatrważające i wstydliwe. "Rynsztok potworny."

- A jak jest spokojnie na drodze?
- Kiedyś miałem radiomagnetofon i mogłem się uczyć roli albo nowych piosenek, ale niestety ukradli mi go, a drugiego nie będę kupował, bo znowu mi się włamią.

- Pamięta pan jakąś drogową przygodę?
- Wracałem z żoną z rodzinnych Puław "favoritką", więc niezbyt wybitnym samochodem. Z bocznej drogi próbowało wtargnąć przede mnie zachodnie auto z grupą roześmianych młodzików. Dałem światła, sygnał - nie poskutkowało. Mieli szczęście, że byłem z żoną, bo sam w takich sytuacjach jestem skłonny taranować. Zatrzymałem się po benzynę w Rykach, traf chciał, tamci stanęli na tej samej stacji. Wszystko byłoby w porządku. ale żona zapytała ich: "A jak to się jeździ"? "A ch.... cię to obchodzi" - napuszył się jeden z młodzików. Mnie to wystarczyło; notabene, koledzy nazywają mnie "Bullterrier"...
Otóż zbliżyłem się kołyszącym krokiem do tego, który się odezwał i powiedziałem: "Jak ci wypakuję z łba, gnoju, to się nogami nakryjesz...." To jest wersja bardzo delikatna, nadająca się do powtórzenia, bo w całej wiązance było jeszcze parę bardziej dosadnych określeń. Młodzian był lekko zaskoczony, bo przecież stało ich przede mną czterech, wymamrotał jedynie: "Co, co, co?". Ja na to: "Jeszcze ci..." i nie była to czcza groźba, bo rzeczywiście, bym to wszystko wykonał. W młodości podobne sytuacje kończyły się łamaniem szczęk, bo mimo że byłem malutki i drobniutki, miałem dużo siły i refleks, ćwiczyłem bowiem gimanstykę i szermierkę. Całe zajście na stacji zakończyło się nie tyle polubownie, co przeciwnicy zmiękli, a widownia miała niezłe przedstawienie.

- Czy pamięta pan jakąś sytuację drogową, w której włos się panu zjeżył?
- Jechaliśmy kiedyś "maluchem" całą rodziną nad morze. A był to najszybszy samochód świata, bo przy pełnym obciążeniu, łącznie z psem, drewnem do rzeźbienia i wekami, rozwijał prędkość 125 km/h. W pewnej chwili musieliśmy się zatrzymać i prawie skręcałem w boczną drogę, kiedy żona krzyknęła: "Uważaj, dół". W tym momencie prawą stroną mignęła nam ogromna ciężarówka, ścianając po drodze płoty. Urwało jej się prawe koło i gdyby nie krzyk żony, zostalibyśmy przez nią zmiażdżeni. W najlepszym przypadku nasz "maluch" mógłby się wywrócić, bo różnica poziomów między asfaltem a drogą, na którą chcieliśmy zjechać, wynosiła około pół metra.

- Czego życzyłby pan naszym kierowcom?
- Przede wszystkim lepszych dróg oraz aktywnej i dynamicznej, a nie wypoczynkowej jazdy, bo jezdnia nie służy do spacerów, tylko do szybkiego przemieszczania się.

» Do początku artykułu

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Tagi:

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości