Wszystko
o samochodach

Aktualności / Wywiady

Rozmowa z Markiem Kondratem

Data publikacji: Autor: Rozmawiała Urszula Tokarska

 Zauważam z roku na rok pewną poprawę, szczególnie w miastach, gdzie korki uczą nas pokory i uświadamiają bezsensowność przeskakiwania z pasa na pas w walce o centymetry. Poza miastem jeździmy bardzo szybko na granicy rozumu i bezpieczeństwa.

- Jaki był pierwszy Pana samochód?
- Maluch - urocze auto, było to w czasach, kiedy nikt nie zwracał uwagi na to, czym by można było jeździć. Ta sfera pozostawała jedynie w marzeniach, zawsze czarne Porsche istniało gdzieś na fotografiach, a my jeździliśmy tym, co było dostępne. Bardzo miło wspominam ten czas - wolności, niezależności, w pierwszym rumaku, jakim człowiek miał odwagę jeszcze się ścigać.

- Od długiego czasu jest Pan wierny jednej marce?
- Tak, od 16 lat jeżdżę Nissanami, jestem tradycyjny i jak mi się coś spodoba, to przy tym trwam.

- Przywiązuje się Pan pewnie do dobrego?
- Myślę, że dziś nie ma złych samochodów, bo nie utrzymałyby się na rynku. Dla mnie liczy się tradycja marki, jakieś kluby, do których co prawda nie należę, ale czytam, że np. fani Datsuna w USA do dziś przechowują modele z tamtych czasów. Liczy się dla mnie także strona towarzysko - obsługowa, czyli sprawny serwis.

- Jaki model najbardziej przypadł  Panu do gustu?
- Spodobał mi się sportowy 200 SX, ale żona przywołała mnie do porządku pytaniem "A kiedy Ty ostatnio w lustro popatrzyłeś"... i zaproponowała zakup czegoś wygodnego dla starszych panów. Poszedłem więc śladem Wojtka Manna i poruszam się taką bardzo wygodną "kanapą" - Maximą.

- Czego nauczył się Pan przez te lata jazdy samochodem?
- Przede wszystkim doświadczyłem swego rodzaju rozdwojenia, inaczej prowadzę w kraju, inaczej za granicą. Mój charakter kompletnie się zmienia, nad czym boleję. Nasze drogi narzucają pewną nerwowość jazdy, której ulegam, ale Oczywiście mówię też o sobie, bo traktuję to jak ostatnie chwile kontaktu z młodością.

- A za granicą?
- Od razu wlewa się we mnie duch spokoju i tolerancji, nie gniewam się na ludzi, nie trąbię, nie popędzam, nie wykrzywiam się, ale też i oni nie pokazują mi żadnych dziwnych znaków.

- Co Panu kojarzy się z naszą zmotoryzowaną Polską?
- Bulwersuje mnie pożądliwość dobrego sprzętu, na który na ogół nas jeszcze nie stać, w związku z tym sprowadza się mnóstwo atrap i przerabianych tak, że nie spełniają już wymogów technicznych, a co za tym idzie, bezpieczeństwa. A w nich młodzi, nieokrzesani ludzie - postrach naszych dróg.

- Spełniły się Panu jakieś marzenia związane z samochodem?
- Jestem entuzjastą sportów samochodowych, koleguję się z kilkoma zawodowymi kierowcami, miałem przyjemność także przejechać się bolidem Formuły 1, wcześniej musiałem przejść cykl badań, podpisać cyrograf na własne życie. Przy tej okazji poznałem też Davida Coultharda, który jest moim bożyszczem i mam nadzieję, że zdobędzie wreszcie mistrzostwo. Udało mi się wystartować z Robertem Herbą jako pilotem w rajdzie Monte Kalwaria.

- Skąd u Pana taka pasja?
- To drzemie w każdym chłopcu. Trudno znaleźć tych, którzy o tym nie marzą. Nie  lubię takich komentarzy, że samochód służy do przemieszczania, do pracy, nie ma się z nim żadnych związków. Ja mam związki, strasznie ciężko rozstaję się z nimi, bo to tak, jakbym  pozbył się kogoś bliskiego, więc bardzo zabiegam o to, w jakie ręce go oddam.

Do początku artykułu

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości