Wszystko
o samochodach

Aktualności / Wywiady

Rozmowa z Michałem Figurskim

Data publikacji: Autor: Joanna Kalinowska

fot. archiwum Dyrektor programowy Radia 94 opowiedział o dwukrotnej utracie prawa jazdy. Wyznał także z kim najbardziej lubi uprawiać seks w samochodzie.

Dyrektor programowy Radia 94 opowiedział o pokonywaniu trasy z Krakowa do Warszawy w tempie pociągu ekspressowego i dwukrotnej utracie prawa jazdy. Wyznał także z kim najbardziej lubi uprawiać seks w samochodzie.

 

fot. archiwum Jak rozumieć główny motyw Radia94 o ostrej jeździe?

 

To w gruncie rzeczy tylko hasło, bo tak naprawdę bardzo promujemy dżentelmeńskie postawy na drodze, ze szczególnym zwróceniem uwagi na savoir vivre.

 

A jak oceniłby Pan sam siebie jako kierowcę?

 

Nie ma takiej skali ujemnej, która by to oddała. Jestem okropnym kierowcą, jeżdżę z „ogniem na tłoki” i bez wyobraźni. Drogę Warszawa – Kraków Alfą Romeo 156 robiłem w dwie godziny. Już dwa razy miałem zabrane prawo jazdy.

 

Taaaak? A z jakich przyczyn?

 

Raz, z powodu nazwijmy go takiego – dzień po moich urodzinach rano mój organizm miał jeszcze zbyt wysokie pH, co nie znalazło akceptacji policjantów z drogówki. Przez następne dwa lata miałem co wspominać, jeżdżąc komunikacją miejską lub rowerem. Teraz to ekstremalne wykroczenie już się przedawniło. Drugi raz zabrali mi prawo jazdy za punkty uzbierane w Krakowie (kiedy pracowałem w RMF/FM) od policjantów, którzy nie lubią gości na warszawskich numerach. Padłem ofiarą krakowskiego nacjonalizmu lokalnego. Miałem powtórny egzamin i dokument odzyskałem.

 

Czy nic nie jest w stanie utemperować Pana stylu jazdy?

 

Nie zawsze jeżdżę jak świr! Owszem, zdarza mi się nadużywanie cierpliwości mojego Nissana Terrano 4 x 4, ale kiedy wiozę samochodem największy skarb świata, moją prawie roczną córeczkę, wtedy to ja się boję wszystkich na drodze, bo każdy kierowca to potencjalny morderca mojego dziecka. Staram się jedynie wyleczyć z nawyku oglądania się do tyłu do córki siedzącej w foteliku, bo stwarza to sytuacje zagrożenia. Niestety, nie potrafi ona jeszcze podczas naszej konwersacji spoglądać w lusterko wsteczne, jak to zazwyczaj bywa przy kontakcie kierowca – pasażer z tyłu.

 

Jakie ma Pan relacje z policjantami z drogówki, pominąwszy wspomniane wydarzenia?

 

Wbrew pozorom, bardzo sympatyczne i przyjazne. Kojarzą mnie z radia, starają się nawet ładnie i elokwentnie przy mnie wypowiadać. Raz tylko miałem poważniejszą scysję. Kiedy dwa lata temu odbierałem z Okęcia zespół A-Ha, jeden z jego członków jeszcze na lotnisku zażądał, aby mu załatwić płukanie jelita grubego, czyli innymi słowy, megalewatywę. Taka w Norwegii jest moda na oczyszczanie organizmu. Wykonałem setki telefonów, aby chłopakowi umilić życie, podczas jednego z nich zatrzymał mnie policjant, wiadomo – w myśl kodeksu drogowego rozmowy przez komórkę w trakcie jazdy są zabronione. Nie uznał mojego tłumaczenia, że zespół A-Ha, że staram się załatwić ten wysokospecjalistyczny zabieg, że jesteśmy spóźnieni, itd. Niemal kazał mi stać na baczność i zapiąć wszystkie guziki, bo WŁADZA do mnie mówi. No i poniosło mnie nieco, bo gość był przekonany, że konfabuluję, nie chcąc zapłacić mandatu. Coś mu tam niezbyt uprzejmie odpowiedziałem, po czym dał mi mandat. Odebrawszy go, wsiadłem do samochodu. W tym momencie zorientowałem się, że mam przebitą oponę. Trzeba było widzieć satysfakcję i podziw dla sprawiedliwości losu w oczach tego stróża prawa, kiedy ja w potwornym upale szarpałem się ze zmianą koła.

 

Zdarzyło się Panu kiedyś poczuć ukłucie zazdrości o to, że ktoś ma lepszy samochód?

 

Dwa razy. Raz – incydentalnie, kiedy żona mi powiedziała, że widziała na ulicy jednego z kolegów z komercyjnej stacji TV w Mercedesie klasy S i w futrze z soboli. Drugi raz – nieustająco mnie kłuje, kiedy widzę panów kierujących Porsche Cayenne. Nie ukrywam, że nie miałbym nic przeciwko posiadaniu tak eleganckiego auta, ale z drugiej strony patrząc - naprawdę cenię sobie własną furę.

 

Jaką najdłuższa trasę pokonał Pan bez przerwy?

 

Warszawa – Mediolan, z małą przerwą. Więcej tego nie zrobię, bo to bezsens. Byłem tak wykończony, że dwa dni po tym nie mogłem złapać pionu.Panuje taka opinia, że jak jakiś kierowca nie miał wypadku, to się nigdy nie nauczy jeździć.

 

Jak to było w  Pana przypadku?

 

Zaliczyłem i ten stały element gry, nawet w wydaniu dość okrutnym. Podobno w sytuacji śmiertelnego zagrożenia człowiek widzi całe swoje życie, ale ja tego nie mogę potwierdzić. Kiedyś jechałem na Mazury z dziewczyną Fordem Scorpio. Było mokro i ślisko, chyba nawet nie jechałem szybko, ale złapałem mocny poślizg, pofrunąłem do góry, obróciłem się i spadłem na dach, tuż obok drzewa. Byłem przekonany, że to mój koniec, ale nie myślałem o sobie, tylko o dziewczynie i o demolce samochodu.

 

Wiążąc oba główne tematy Radia94, z trzecim w tle, ale nastrojowym, – czyli samochody i seks oraz muzykę – czy zdarzyło się Panu uprawiać seks w samochodzie?

 

Oj tak i to wcale nie jednorazowo! Głównie jednak z moją obecną żoną. Nie jest to łatwe zadanie do wykonania, bo jestem duży facet. Trudno mi się zainstalować i skonfigurować do tej czynności w samochodzie, ale zazwyczaj wysiłki zostają nagrodzone. Zwłaszcza kiedy jest otwarty szyberdach, to bardzo urozmaica scenografię wydarzenia i dodaje romantyzmu okolicznościom -  widać na niebie gwiazdy.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości