Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Felietony

Salony wciągają. Felieton Ryszarda M. Perczaka

Data publikacji: Autor: Ryszard M. Perczak

Fot. Tomasz Szmandra Międzynarodowe salony samochodowe „na żywo” oglądam już chyba od 25 lat. Przez te ćwierć wieku ich idea pozostała praktycznie taka sama, chodzi o to aby każdy, kto produkuje samochody mógł się pochwalić. Jednak w szczegółach dziś wszystko wygląda inaczej.

Fot. archiwumNa początku lat 90. po dwudniowej eskapadzie np. na wystawę do Frankfurtu czy Paryża wracaliśmy z kolegą „beczką”, która miała bagażnik po brzegi wypełniony materiałami prasowymi. Później było już nieco lżej, bo pojawiły się dyskietki, które z kolei zostały wyparte przez pendrivy. Dwa lata temu także i one zaczęły być zastępowane przez karteczki z wypisanymi adresami stron, na których wszystko zostało zawarte.

Jak sięgam pamięcią na salonie w Genewie każdy akredytowany dziennikarz otrzymywał specjalny katalog z danymi technicznymi prezentowanych modeli. W tym roku papierowe tomisko o formacie A4 zastąpił leciutki, jak piórko pendrive, na którym pomieszczono nie jedną ale kilka wersji tegoż katalogu. Ot, znak czasów.

Redakcja poleca:
- Czy praktyczny samochód musi być drogi?
- Przyjazny kierowcy system multimedialny. Czy to możliwe?
- Nowy, kompaktowy sedan z klimatyzacją. Za 42 600 zł!

Lata temu na salonowych stoiskach oprócz materiałów prasowych można było dostać jakiś drobiazg np. breloczek, długopis firmowy, czapeczkę bądź maskotkę. W czasie tzw. dni prasowych na stoiskach działały również bufety a nawet restauracje. Ze świetnych śniadań słynęły stoiska Citroena i Opla. W porze obiadowej warto było odwiedzić którąś z marek japońskich, bo tam serwowano najlepsze owoce morza. Kawa od zawsze była na stoisku marek włoskich i tu od razu dodam, że tak jest do dziś. W tym roku względnie dobrze można było się posilić w Audi (biała bawarska kiełbaska z preclem, słodką musztardą i piwem) oraz u Seata (paella). Inni też dawali zjeść, ale trzeba było mieć szczęście, aby trafić w porę.

Jedno co pozostało także niezmienne to trud, z jakim trzeba przeżyć oba dni prasowe. Niby człowiek tylko przechadza się między autami. Tu wypije soczek, tam skubnie tartinkę, a nogi jakoś bolą i drugiego dnia po południu na stoiskach zostają już tylko hostessy, nawiasem mówiąc chyba jeszcze ciężej pracujące. Naprawdę!

Dlatego jeśli mi ktoś zazdrości tych wyjazdów na salony samochodowe to niech uwierzy, że także ta „przyjemność” może się kiedyś przejeść. Jednocześnie gdyby mi ktoś powiedział, więc zrezygnuj, to pewnie bym się obraził. Jest bowiem coś magicznego w tym motoryzacyjnym święcie, w tych spotkaniach, rozmowach i niekończących się dyskusjach o tym co jest nowego, co się aktualnie liczy i czy kryzys w branży to już przeszłość. A może dlatego, że tam się nie mówi o polityce?

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości