Wszystko
o samochodach

Aktualności / Imprezy

Śladami Historii

Data publikacji: Autor: Tomasz Jaskłowski

 Rajd Monte Carlo to impreza z ogromnymi tradycjami. Co roku po rozegraniu rundy Mistrzostw Świata odbywa się historyczna edycja tego rajdu.

W tym roku na starcie stanęły aż cztery polskie załogi. O tej wspaniałej przygodzie opowie kierowca Fiata 125p Tomasz Jaskłowski.

 

VIII Rajd Historic Monte Carlo to impreza, która przerosła moje wyobrażenia pod każdym względem. Startowałem, w wielu rajdach i wyścigach tak w kraju jak i zagranicą, a to, co zobaczyłem na miejscu patrząc na organizację rajdu, na sprawność przeprowadzenia i na ilość osób zatrudnionych przez 6 dni przerosło moje oczekiwania.

 

Organizatorzy do obsługi rajdu mieli, aż 140 samochodów. O skali przedsięwzięcia niech świadczy fakt, że „normalny” rajd Monte Carlo - eliminacja rajdowych mistrzostw świata, liczył niespełna czterdziestu uczestników. Nasze zawody liczyły 352 załogi wybrane przez specjalną komisję z ponad 700 chętnych, którzy przysłali swoje zgłoszenia jeszcze we wrześniu ubiegłego roku.

 

Przygotowania do zawodów zaczęliśmy ponad rok temu, mimo iż Fiat 125p był sprawnym autem, które startowało już w wyścigach górskich i między innymi w Rajdzie Barbórki. Prace włożone w Fiata doceniłem dopiero na trasie Monte Carlo. Podczas prac staraliśmy się dopracować każdy szczegół samochodu, została unowocześniona specjalnie na cele rajdu instalacja elektryczna, zamontowane dwie lampki pilota, dodatkowe zegary (jeden ze stoperem), halda bez której pilot nie może pracować, szczególnie w takim rajdzie.

 

Nie przypadkiem wystartowałem  Fiatem 125p. Po pierwsze jazda nim to prawdziwa przyjemność, po drugie mieliśmy możliwość przypomnienia startu polskich załóg na takich samych fiatach w rajdzie Monte Carlo w latach siedemdziesiątych. Trzeba przypomnieć, że w 1972 roku  Robert Mucha z Lechem Jaworowiczem jadąc prawie identycznym autem zajęli pierwsze miejsce w klasie aut do 1600 cm3 . Na jego cześć postanowiliśmy, mieć ten sam numer startowy co Fiat w 1972 roku, czyli nr 52. Dało nam to możliwość poczucia atmosfery tamtych lat.

 

Wielką radość i przyjemność sprawili nam kibice, którzy przyszli na honorowy start do rajdu zorganizowany przez Automobilklub Rzemieślnik. Na starcie oprócz tłumu kibiców pojawili się także byli uczestnicy rajdu między innymi Robert Mucha, Tomasz Ciecierzyński, Krzysztof Komornicki, Janek Czyżyk, Piotr Mystkowski, Maciej Stawowiak. Miałem przyjemność patrzenia na byłych mistrzów kierownicy na tle Fiata. Na honorowym starcie przed hotelem Grand w Warszawie pojawiły się także trzy inne polskie załogi startujące razem z nami. W pięknej Lanci Fulwi z nr 54 wystartował Maciej Furmankiewicz z Marcinem Laskowskim (teść z zięciem). Marcin to  Mistrz Polski i obecny Vicemistrz Europy w rallycrosie. Nr startowy 56 to elegancka Alfa Romeo 2000 GTV braci Wojciecha i Jerzego Walentowiczów. Ludzi całym sercem oddanych sprawie sportu samochodowego, jednocześnie ludzi z poczuciem humoru i serdecznym usposobieniem. Wszystkie trzy załogi bronią barw Automobilklubu Rzemieślnik. Z nr 58 pojawiła się jeszcze jedna załoga, to Syrena 104 za kierownicą której zasiadał Tomasz Osterlof a pilot to Tyberiusz Rajs. Start z Warszawy był nie mniej uroczysty niż ten z Monte Carlo, które to miasto wybrały 4 polskie załogi jako miejsce startu. Do wyboru były jeszcze Remis, Oslo, Turyn i Barcelona. Start z Monte Carlo odbył się 28 stycznia o godz. 20-ej tradycyjnie z pod kasyna. Z tego miejsca wystartowało ponad 120 załóg. Pozostali wybrali inne miejsca Europy.

 

Pierwsza noc i dzień zawodów to tak zwany zlot gwiaździsty (rozgrywany na wzór dawnych rajdów). Polskie załogi miały tylko 840 km trasy dojazdowej w porównaniu z prawie 2000 z Oslo, ale w zamian drogami francuskich Alp. Na starcie czekał niecodzienny widok, kasyno, Monte Carlo, palmy i … śnieg! Gdy dojeżdżaliśmy do Nicei ok. 20 km od Monte Carlo śnieg pokrywał równą warstwą palmy rosnące wzdłuż drogi.

 

Po kilkunastu godzinach nocnej jazdy ok. godz. 15-ej dojechaliśmy do Val les Banes mety etapu dojazdowego. Etap pozornie wydawał się prosty, bez odcinków specjalnych, ale przygotowany tak, aby zmęczyć załogi w jak największym stopniu. Podziwiałem kibiców, którzy o trzeciej czy piątej nad ranem w mroźną noc stali przy drodze paląc ogniska i czekając między innymi na takie załogi jak Jean Ragnotti na Renault Alpines A110 czy Patric Tambay. W międzyczasie przemykały się 4 auta z nalepkami Team Poland. Do Van les Banes zjechały się załogi z całej Europy, 352 auta to dopiero zabawa. Miejscowość wypoczynkowa, z której startowaliśmy od następnego dnia pękała w szwach od samochodów, których nie powstydziłby się żaden kolekcjoner.

 

Auta od 1952 do 1976 roku produkcji, sam nie wiedziałem czy mam patrzeć na trasę, czy na paradę trzystu samochodów tak pięknych, że trudno oderwać wzrok. Organizator zadbał, żeby nie było na to zbyt wiele czasu.

 

Załogi Fiata, Lanci i Alfy to przyjaciele od wielu lat, w związku z tym zorganizowaliśmy serwisy, hotele i wzajemną pomoc w każdej kwestii. Następnego dnia start do prawdziwych zawodów. Etap o ponad połowę krótszy, ale za to po przełęczach alpejskich. Na drogach tych drzwi od auta nie można otworzyć, ponieważ z jednej strony skały, a z drugiej przepaść. Tu zaczął się prawdziwy rajd.

 

Dla mnie i dla pozostałych polskich załóg to było nowe doświadczenie. Rajd ten rozgrywany jest na trochę innej zasadzie niż „normalne rajdy”.  Pilot ma o wiele więcej pracy, musi na bieżąco wskazywać gdzie jechać,  ile kilometrów pozostało do mety, ile mamy czasu do końca odcinaka, z jaką prędkością jedziemy, a z jaką powinnyśmy jechać. Dalej pojechaliśmy do miejscowości Tallard, gdzie na miejscowym lotnisku zebrano ponownie wszystkich uczestników rajdu. Po krótkiej nocy znów w samochody i kierunek Monaco, ale oczywiście nie autostradą, lecz przełęczami na wysokości prawie 2000 m, które pokryte były śniegiem, ale dla nas to już nie nowość. Zmęczeni, ale szczęśliwi, po czterech dniach jazdy i prawie 2000 km w kołach docieramy do Monte Carlo. Jednak to jeszcze nie koniec.

 

Okazało się, że organizator przygotował dla nas nocny etap Monaco-Monaco. Mieliśmy zaledwie 5 godz. odpoczynku, gdyż start rozpoczynał się od 2200 . Jednak w tym czasie musieliśmy naprawić nasze auto. Awaria świateł na szczęście dla profesjonalnego serwisu była błahostką. Uporali się z tym szybciej niż mogłem się tego spodziewać. Na trasę wyruszyliśmy ok. 22.30. To co nas czekało to prawdziwe piekło. Tylko 163 km do mety. Niestety dla niektórych okazały się nie do przebycia. Doliczyłem się ok. 10 samochodów „zaparkowanych” w rowach lub na skałach. Droga była tak wąska, że na nawrotach myślałem, iż Fiat będzie zawracał na trzy razy. Nie wiem czy umiejętności czy fart sprawił, że ok. 3-ej w nocy dotarliśmy na metę. Nasza radość nie miała końca, gdyż okazało się, że po tym ostatnim odcinku przesunęliśmy się o 30 oczek w klasyfikacji generalnej zajmując ostatecznie 154 miejsce w klasyfikacji generalnej i 10 w klasie. Odpowiednio Furmankiewicz z Laskowskim na Lanci ukończyli rajd na 125 pozycji (jako pierwsi z Polaków), bracia Walentowiczowie Alfą na 164. Jako ciekawostkę powiem, że czasy osiągane w jeździe pod górę były lepsze o 2-3 sek. na 1 km. niż z góry. Ale taka była trasa i hamulce w naszym Fiacie. Kiedy na kolejnym PKC sprawdzano nam klocki hamulcowe,   tarcze hamulcowe wyglądały jak rozpalona kuchenka elektryczna.

 

Cały wyjazd nie doszedłby do skutku gdyby nie pomoc Inter Cars-u i Krzysztofa Oleksowicza. Inter Cars wyposażył Fiata w niezbędne części i wyposażenie rajdowe, Firma Sachs w amortyzatory i sprzęgło, ATS w felgi , Michalin w kolcowane opony IVALON, a firma Shell dbała o zapas oleju, paliwa i smarów. Wszystkim bardzo dziękujemy, ponieważ bez Was trudno by było przypomnieć sukcesy polskiego Fiata w najbardziej znanym rajdzie świata. Podziękowania należą się również wszystkim naszym kibicom, którzy przez cały czas trwania zawodów trzymali za nas kciuki, to dla Was tam pojechaliśmy.

 

Chciałbym podziękować też całej polskiej ekipie, która pojechała z załogami Automobilklubu Rzemieślnik. Były to łącznie trzy busy z lawetami wraz z szefem ekipy Grzegorzem Gacem. Cóż, na koniec muszę dodać, że ziściły się moje młodzieńcze marzenia o starcie w Monte Carlo. Organizatorzy przygotowują nowy rajd Akropolu, na który otrzymaliśmy zaproszenia. Będą tam auta z lat 70-tych. Tam przynajmniej nie będzie śniegu. W przyszłym roku w nim startujemy. 

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Tagi:

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości