Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Felietony

Smarkacz da ci szkołę! Felieton Ryszarda M. Perczaka

Data publikacji: Autor: Ryszard M. Perczak

Fot. Archiwum Mniej więcej w połowie wakacji policjanci zatrzymali dwóch młodych kierowców, którzy urządzili sobie samochodami w normalnym ruchu wyścigi. Stróże prawa nie znaleźli uznania dla ich szoferskich umiejętności i obaj stracili prawa jazdy, jako że kilkakrotnie przekraczali prędkość 100 km/h na terenie zabudowanym.

Podejrzewam, że za trzy miesiące znów, może tylko już baczniej obserwując otoczenie, spróbują podobnej rywalizacji. Dlatego mam pomysł, aby w inny sposób załatwiać podobne sprawy. Może nawet z pożytkiem dla wszystkich stron? Proponuję aby obu takich jak opisani wyżej drajwerów przymusowo skierować na prawdziwe wyścigi i niech tam pokażą co potrafią. Jeśli nie dadzą rady, wówczas dostaną karę podwójną: utracą czasowo prawo jazdy, a oprócz tego jeszcze po kieszeni wysoką grzywnę. Jeśli zaś wygrają, udowadniając, że wyczynowe rzemiosło im nieobce wówczas włos im z głowy nie spadnie.

Na sprawdzian wyścigowych umiejętności proponuje, jedyne aktualnie organizowane, polskie tego typu zawody (choć na zagranicznych torach) w Kia Picanto. Na torze w gromadzie tych niewielkich samochodów będzie okazja wykazania się tym, tego czego nie wolno robić w normalnym ruchu.

Redakcja poleca:

Samochód na gaz. Niezbędne formalności 
Te auta są najpopularniejsze w Polsce
Toyota Celica z filmu „Chłopaki nie płaczą". Jak dziś wygląda auto?

O ostateczny efekt jestem jednak spokojny. „Kijankami” ścigają się przeważnie młodzi ludzie. Ba, niech nie mają mi tego za złe, ale to jeszcze smarkacze tyle, że niejednemu „mistrzowi” kierownicy naprawdę pokażą na co ich tzn. tych ściganów stać. Ci mający po naście lat chłopcy jeżdżą tak, że wielu dorosłych czempionów mogłoby brać u nich lekcje. Wielu z nich do Picanto przesiadło się wprawdzie z gokartów, ale to kolejny dowód na to, że od jazdy tymi wózkami zaczynać najlepiej. Po Picanto przyszły inne serie wyścigowe, a kilku z naszych kierowców pokazało, że nie wypadli sroce spod ogona.

Powie ktoś, że ściganie się nawet małymi „kijankami” to droga zabawa i będzie miał rację. Jednak kto choć raz widział, jak te auta jeżdżą i przeżyje towarzyszące tej rywalizacji emocje ten wie, że nie ma w tym nic z udawania, a nic tańszego nie znajdzie. No chyba, że spróbuje się z koleżką spod czerwonego światła do następnej przecznicy.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • gutek (gość)

    Dobry pomysł aby takich kozaków wysłać na tor niech pokażą co potrafią. To zwykle cepy i z podkulonymi ogonami dojeżdżali by do mety.

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości