Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Raporty

Sprzedaż. Dlaczego samochody drożeją?

Data publikacji: Autor: Ryszard M. Perczak

W połowie roku 2019 nowa Mazda6 z 2-litrowym silnikiem benzynowym o mocy 165 KM kosztowała w polskich salonach 107 900 zł. Teraz to samo auto jest wycenione na 127 900 zł. Dwa lata temu ceny nowych Nissanów Micra w wersji Acenta zaczynały się od 57 210 zł. Obecnie za ten sam model, wprawdzie już z innym silnikiem, ale zapłacić trzeba 60 900 zł. Podobne przykłady można mnożyć, a każdy z nich będzie jedynie dowodem na to, że w czasie minionych dwóch lat ceny nowych samochodów osobowych w Polsce podniosły się od 5 do 20 proc.
Fot. 123RF W połowie roku 2019 nowa Mazda6 z 2-litrowym silnikiem benzynowym o mocy 165 KM kosztowała w polskich salonach 107 900 zł. Teraz to samo auto jest wycenione na 127 900 zł. Dwa lata temu ceny nowych Nissanów Micra w wersji Acenta zaczynały się od 57 210 zł. Obecnie za ten sam model, wprawdzie już z innym silnikiem, ale zapłacić trzeba 60 900 zł. Podobne przykłady można mnożyć, a każdy z nich będzie jedynie dowodem na to, że w czasie minionych dwóch lat ceny nowych samochodów osobowych w Polsce podniosły się od 5 do 20 proc.

- Niestety na tym nie koniec – zauważa Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. – Ceny nowych aut będą nadal rosły. Przyczyn jest wiele i na pocieszenie mogę dodać, że nie dotyczy to jedynie polskiego rynku.

Pytani o powody wspinaczki cen samochodów przedstawiciele branży motoryzacyjnej są w odpowiedziach nadzwyczaj zgodni. Przede wszystkim chodzi o fakt, że do ceny każdego egzemplarza trzeba teraz doliczyć trochę więcej euro niż dwa lata temu za nowe elementy, które pojawiają się lub wnet pojawią w każdym aucie, a które mają na celu obniżenie emisji trujących związków zawartych w spalinach.

Sprzedaż aut. Ekologia musi kosztować

Aktualnie obowiązujące normy Euro 6 spowodowały, że ostatnio praktycznie każdy z producentów musiał zweryfikować gamę swoich silników i te które ich nie spełniały trzeba było po prostu z rynku europejskiego wycofać. Jednocześnie opracowanie nowych napędów kosztuje, bo przecież są wydatki na badania, nowe podzespoły etc. To wszystko trzeba było również doliczyć do ceny każdego wprowadzonego do salonów sprzedaży egzemplarza.

Wymiana zbyt trujących napędów została wymuszona jeszcze przynajmniej z jednego powodu. Otóż przepisy UE każdego producenta zmuszają globalnie do obniżenia emisji spalin tzn. czystszy powinien być nie tylko każdy nowy silnik, ale również niższa średnia suma emisji wszystkich jednostek napędowych będących w sprzedaży i wynosić najwyżej 95 g CO2/100 km. Za każde przekroczenie tej granicy o gram należy płacić i to słono, bo prawie 100 euro. Trzeba jednak wiedzieć, że w puli są na szczęście brane pod uwagę wszystkie rodzaje napędów tzn. także elektryczne oraz hybrydy. Jeśli przykładowo producent sprzedaje dwa silniki jeden spalinowy z emisją 150 g CO2/km, a drugi elektryczny z emisją 0 g CO2/km to średnią ma na poziomie 75 g CO2/km. Stąd m.in. taka aktywność marek jeśli chodzi o produkcję bezemisyjnych aut na prąd i tych zelektryfikowanych tj. hybryd „miękkich”, zwykłych i tych typu plug-in.

Jeśli bowiem zsumujemy emisję wszystkich jednostek napędowych wyprodukowanych przez markę X, a następnie podzielimy to przez ich liczbę (elektryczne mają emisję zero) to średnia na każde statystyczne auto może wypaść jeśli nie poniżej granicy po której przekroczeniu trzeba płacić wspomniane kary, to niewiele ponad nią. Zatem i wspomniana „grzywna” 95 euro za „nadprogramowy” gram CO2 nie będzie już taka wysoka.

Trzeba tylko pamiętać, że przecież przygotowywanie i produkcja nowych modeli tylko z silnikami elektrycznymi także nie jest tania. Do tego dochodzą koszty surowców użytych do ich powstania, więc ostatecznie wychodzi na to, że ostatnie podwyżki cen to głównie „wina” ekologii.

Sprzedaż aut. Gwiazdki się liczą

- W ostatnich latach systematycznie zwiększa się liczba systemów wspierających kierowcę w bezpiecznym prowadzeniu pojazdu. To również generuje wyższe ceny całych samochodów. – wymienia kolejny czynnik odpowiadający za coraz droższe auta Maciej Pertyński, dziennikarz motoryzacyjny. – Nowe standardy bezpieczeństwa to np. nowe rodzaje stali, większy udział w konstrukcji pojazdu aluminium czy miedzi. Tymczasem ceny surowców w ostatnich dwóch latach wzrosły o 60 proc.

Surowe kryteria testów zderzeniowych NCAP zmuszają producentów do szukania sposobów na ich spełnienie, bo klienci także patrzą ile gwiazdek na takiej próbie dostał dany model, a zatem jak jest bezpieczny.

Obowiązkowa obecność na pokładzie autonomicznego hamulca awaryjnego wymaga zainstalowania na pokładzie samochodu specjalnego radaru za ok. 200 euro. Z kolei system nadzoru nad „martwym” polem w lusterkach dwóch kolejnych, a przecież to też kosztuje nie mówiąc o elektronice, która te dane gromadzi i przetwarza. Nowym Daciom Logan i Sandero ujęto po 2,5 gwiazdki, bo montowane w nich radary nie „rozpoznawały” pieszych i rowerzystów. Nie „rozpoznawały”, bo zastosowane tańsze. Dacia na to może sobie pozwolić, ale już Audi czy BMW nie.

Do tego jak na złość pandemia zakłóciła płynność dostaw szeregu elektronicznych podzespołów. Mała ich podaż powoduje, że ich wytwórcy wykorzystują koniunkturę i żądają wyższych cen. Lawina dopiero rusza…

Sprzedaż aut. Średnia cena także wyższa

Na całym rynku nowych aut rośnie udział modeli z grupy premium oraz aut typu SUV, a te jak wiadomo są droższe. Zatem wzrost cen pojedynczych modeli sprawił, że wyższa jest obecnie średnia cena kupowanego nowego auta. Z danych z 2019 roku wynika, że w porównaniu z rokiem 2018 średnia cena nowych samochodów sprzedawanych w Polsce wynosiła 109 349 zł. W ubiegłym roku było to już przynajmniej 130 tys. zł. W tym roku mówi się już o 140 tys. zł.

Zobacz także: Wypadek czy kolizja. Jak się zachować na drodze?

Poszukując do porównania cen wybranych modeli mieliśmy kłopot ze znalezieniem takich, które dałoby się 1 : 1 porównać z połowy roku 2019 i 2021. Takie jest duże tempo wprowadzanych w nich zmian. Mimo, iż np. Mazda 3 dwa lata temu w podstawowej wersji kosztowała 94 900 zł, a teraz 99 900 zł to z oferty wypadł silnik 122 KM a zastąpił go nowocześniejszy (czyt. czystszy i droższy) motor o mocy 150 KM. Podobnie jest z Fiatem 500, którego nie ma już w salonach w odmianie ze starym silnikiem 1,2/69 KM, ale jest za to z hybrydą 1,0 l/70 KM za 52 800 zł. Jeszcze niedawno tyle płaciło się za auto klasy kompakt.

Sprzedaż aut. Nam jeszcze dokucza inflacja

W przypadku polskiego rynku na systematyczne drożenie samochodów ma wpływ także już prawie 5-procentowa inflacja i słaby złoty. W połowie 2019 za euro płaciliśmy niewiele ponad 4,20 zł, a w tym roku już 4,50 zł. Tak się składa, że poza Fiatem 500 nie produkujemy w Polsce już żadnych aut osobowych a płacimy za nie w cenach przeliczanych z euro. O ile w przypadku najdroższych modeli nie ma to aż tak dużego znaczenia, o tyle w cenach aut z segmentów B i C z porównywalnych okresów wzrosty widać gołym okiem.

Trzeba bowiem wiedzieć, że poza wspomnianymi droższymi surowcami przez ostatnie dwa lata zdrożała również energia elektryczna, opłaty za wodę i wywóz śmieci, a także ogólne koszty pracy. Nawet jeśli samochód wyprodukowany we Francji czy w Niemczech aż tak bardzo nie podrożał to koszty jego obsługi już tu u nas przez polskiego dilera z powyższych względów wzrosły i co oczywiste, rzutowały na ostateczną cenę za jaką klient taki samochód kupuje.

Sprzedaż aut. Końca nie widać

Na razie rynek godzi się z tym, że auta drożeją. Kiedyś jednak to musi pęknąć. Producenci już myślą o tej chwili i szukają cenowych rezerw. Jedną z dróg jest montaż tańszych np. materiałów wykończeniowych, oszczędzanie na promocji i reklamie, a także poszukiwanie partnerów do realizacji podobnych wspólnych działań. Przykładem jest PSA, która w swoim portfolio ma samochody marki DS, Citroen, Fiat, Opel i Peugeot. Raz wydane pieniądze na jakiś projekt można rozłożyć na kilka modeli i wychodzi taniej. To samo znajdziemy w Grupie VW, gdzie biura projektowe działają pod te same potrzeby Audi, Seata, Skody i Volkswagena.

Sprzedaż aut. Drożeją nie tylko nowe

Wzrost cen detalicznych sprawił również, że zmieniły się nieco formy zakupu nowych aut na polskim rynku. Obecnie wynajmem długoterminowym są zainteresowane nie tylko firmy, ale coraz częściej w ten sposób użytkują samochody również osoby prywatne.
Wobec drożejących nowych aut coraz większym zainteresowaniem cieszą się także ostatnio samochody używane, których ceny niestety również nie stoją miejscu. „Rzeczpospolita” wiosną donosiła, że w ciągu zaledwie miesiąca średnia cena używanego samochodu wystawianego w ofertach internetowych, auto-komisach oraz u dilerów wzrosła o prawie 2000 zł, z 21 033 zł w styczniu br. do 22 900 zł w lutym. Obecnie oscyluje na poziomie 23 420 zł.

Zobacz także: Nowa Toyota Mirai. Auto na wodór oczyści powietrze podczas jazdy!

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • masiok (gość)

    To nie auta... to inflacja.

  • bazek (gość)

    Niestety złotówka traci na wartości i auta też tracą wbrew pozorom. Ja kupiłem kilka lat temu auris z myślą o tym, że hybrydowe auta jeszcze trochę pojeżdżą. NIedługo zwykłych spalinówek już nie będzie.

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości