Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Raporty

TOP 15. Na co zwrócić uwagę kupując używany samochód?

Data publikacji: Autor: Kamil Rogala

Fot. Bartosz Pudełko Kupno samochodu używanego to nierzadko droga przez mękę i loteria, bowiem trafienie idealnego modelu bywa niezwykle trudne. Ba! Czasami odszukanie wymarzonego egzemplarza nie jest równoznaczne z sukcesem, bowiem ukryte wady mogą dyskwalifikować auto i sprawić, że zakup będzie kompletnie nieopłacalny. Na co zwracać uwagę kupując używane auto?

Chciałoby się napisać – na wszystko! Ale nie jest to takie proste i gdy już przychodzi czas oględzin konkretnego egzemplarza, bardzo często zapominamy o połowie rzeczy, które chcieliśmy sprawdzić, drugą połowę weryfikujemy pobieżnie, sprzedawca idealnie tuszuje wady, a my dajemy się wciągnąć w jego grę. Rezultat? Zakupiony samochód po krótkim czasie zaczyna zawodzić, wychodzą „różne kwiatki”, a zamiast szczęścia po udanym zakupie pojawia się rozgoryczenie i masa nerwów. Czy jest sposób, aby tego uniknąć? Owszem, ale potrzebna jest spora dawka cierpliwości, trzeźwości umysłu i rozsądku.

1. Uważnie przeglądaj ogłoszenia

Każdy sprzedawca, bez znaczenia czy jest to osoba prywatna, która sprzedaje swoje jedyne auto, czy też zawodowy handlarz, wystawiający kilkanaście ogłoszeń dziennie, chce szybko i korzystnie sprzedać samochód. Jasne jest, że w ogłoszeniu będzie wspominał o zaletach auta, zaś wady umieści gdzieś przypadkiem na samym dole lub w ogóle je pominie. Lepiej napisać o tym, że opony są nowe i przejechały zaledwie 1000 kilometrów, niż opisać fakt, że są to najtańsze „chińczyki” kwalifikujące się do wymiany.
Bardziej uczciwi po prostu pominą wady lub wspomną o nich w delikatny sposób, ci mniej natomiast napiszą, że lakier jest bardzo ładny, mimo iż w rzeczywistości będzie mocno porysowany lub zmatowiały, albo położony prosto na rdzę. Wygląda ładnie. Z daleka. W deszczu. Po zmroku… Nieważne, że po umyciu auta wyjdą zmatowiałe plamy przykryte wcześniej woskiem, zaś po kilku miesiącach pojawią się bąble po nieumiejętnym malowaniu. To już zmartwienie nowego właściciela.

Gdy ogłoszenie jest ciekawe, warto wykonać telefon i zapytać o interesujące nas rzeczy tj. przebieg, stan techniczny, ostatnie naprawy i wymiany części bądź płynów, historię wypadkową itp. Nawet, jeśli wszystkie informacje są zawarte w ogłoszeniu, w rozmowie na żywo możemy wyczuć, czy sprzedawca „coś kręci”, czy też śmiało i pewnie odpowiada na trudne pytania. To bardzo ważne, aby wszystko zweryfikować i upewnić się, że sprzedający potwierdza treść ogłoszenia jeszcze przed oględzinami, szczególnie, jeśli czeka nas daleka podróż.

2. Pierwsze wrażenie – lakier i stan nadwozia

Fot. Piotr Krzyżanowski Bardzo cennym narzędziem podczas oględzin jest miernik lakieru, ale na początku nie warto z niego korzystać, bo to wypłoszy sprzedawcę. W pierwszej kolejności sprawdzamy lakier i stan oraz spasowanie blach samodzielnie. Należy szukać dużych odprysków, widocznej szpachli, korozji oraz nakładania nowego lakieru bezpośrednio na stary. Oczywiście, jeśli oglądamy kilkunastoletnie auto, nie wymagajmy bezwzględnie idealnej i fabrycznej powłoki lakierniczej, ale wiek auta nie usprawiedliwia fuszerki i nieumiejętnych napraw, bądź tuszowania większych ubytków spowodowanych kolizjami.

Nie okłamujmy się, używany na co dzień piętnastoletni samochód nie powinien wyglądać jak nowy. Dlatego też odpryski na masce, czy przednim zderzaku spowodowane uderzeniami kamyczków, obicia na obrzeżach drzwi, czy nawet delikatnie matowy lakier to coś normalnego. Większe wątpliwości może wzbudzić idealny stan oraz ponadprzeciętny połysk, który co prawda cieszy oko i imponuje każdemu, ale z drugiej strony może być zasłoną dymną. Może to oznaczać poprawki lakiernicze lub nawet lakierowanie całego auta. O ile sprzedawca o tym wspomniał w ogłoszeniu i opisał przyczyny, nie powinno być problemu, ale gdy na pytania o taki stan odpowiada wymijająco, może to być zły znak. Dla wielu może to być przesadna ostrożność oraz czepianie się wszystkiego, ale przy kupnie auta to nie jest zła praktyka. Są osoby, które po prostu dbają o swoje auto, ale wtedy powinni jasno i klarownie to wyjaśnić. Jakiekolwiek wymijające odpowiedzi powinny budzić wątpliwości.

3. Stan kierownicy i gałki zmiany biegów

To jedne z tych elementów, które są swego rodzaju papierkiem lakmusowym przebiegu. To z tymi elementami mamy bezpośredni kontakt i to one są narażone na mocne zużycie. Kupując auto z przebiegiem 200 tysięcy kilometrów lub większym, oba elementy będą wyraźnie zużyte – okładziny będą gładkie, wyślizgane, często popękane. Skórzane obicia mogą nosić wyraźne ślady zużycia. Jeśli oba te elementy wyglądają wyjątkowo dobrze i świeżo lub co gorsza, nie są fabryczne, mogły zostać wymienione przez poprzedniego właściciela, co z kolei może oznaczać o wiele większy przebieg niż ten, który podaje sprzedawca. Przy okazji warto sprawdzić spasowanie oraz stan obu elementów tj. luzy, pęknięcia czy inne uszkodzenia.

4. Stan foteli oraz okładziny pedałów

To kolejne elementy, z który kierowca korzysta bardzo intensywnie i po ich zużyciu można ocenić szacunkowy przebieg. Wyraźne zużycie, wytarcia i pęknięcia to oznaka intensywnej eksploatacji auta. Gdy sprzedawca deklaruje przebieg ok. 120-150 tysięcy kilometrów, a fotel kierowcy jest mocno wygnieciony, tapicerka wytarta, popękana, to wyraźny znak, aby zrezygnować z zakupu.
Najczęściej w samochodach z dużym przebiegiem zniszczony, poprzecierany i wygnieciony jest fotel kierowcy. Zdarza się, że jego wkład po prostu odkleja się od konstrukcji. Dziury wynikające z częstej eksploatacji najczęściej pojawiają się na krawędzi od strony drzwi. Oczywiście fotel kierowcy można wymienić na taki w o wiele lepszym stanie, wtedy warto porównać odcień i kolor tapicerki – jeśli się różni od reszty elementów, to powód do niepokoju i kolejnych pytań do sprzedawcy.

Jeśli chodzi o stan pedałów, znakiem, że samochód przejechał sporo kilometrów jest mocno starta lub nawet dziurawa faktura. Dodatkowo, wyjątkowo zużyta okładzina pedału sprzęgła może oznaczać, że auto dużo jeździło w mieście, co z kolei może być szczególnie niepokojące w przypadku modeli z silnikiem Diesla. Wątpliwości mogą również wzbudzić niemal nowe okładziny pedałów w aucie z przebiegiem ponad 150 tysięcy kilometrów. Może to oznaczać, że zostały wymienione przy okazji cofania licznika.

Zobacz także: Prawo jazdy. Kod 96 do kategorii B a ciągnięcie przyczepy

5. Newralgiczna sprawa – przebieg

Fot. Janusz Wójtowicz W Polsce panuje przekonanie, że nie warto kupować auta z przebiegiem powyżej 200 tysięcy kilometrów, bo to złom. O wiele lepiej jest kupić auto z przebiegiem 100-150 tysięcy, bo jest „prawie nowe”. Słowo „prawie” jest kluczem, szczególnie w odniesieniu do aut, które w rzeczywistości mają najechane co najmniej dwa razy tyle, ale magia liczb usypia rozsądek większości kupujących. Pogoń za niskim przebiegiem? Do pewnych granic.

Zadbane auto z przebiegiem 250 tysięcy kilometrów lub większym może być lepszym wyborem niż zajechany egzemplarz cofnięty do 125 tysięcy. Ale jak to zweryfikować? Obecnie nie jest to większym problemem i prawdę mówiąc ilość cwaniaków, którzy próbują oszukiwać powoli maleje, choć proceder ten jest nadal zauważalny. Na szczęście kupujący może sprawdzić przebieg korzystając z numeru VIN. Jeśli sprzedawca nie chce go podać, nie posiada żadnych dokumentów auta tj. jak książki serwisowe czy dokumenty z przeglądów, lepiej zrezygnować z zakupu a nawet oględzin auta – szkoda czasu.

O ile w Polsce, przeciętny kierowca pokonuje średnio 20 tysięcy kilometrów rocznie, tak na zachodzie tj. w Niemczech, Włoszech lub we Francji, średnie roczne przebiegi to często 30, 40 a nawet 50 tysięcy kilometrów. Dlatego też dziesięcioletnie auto sprowadzone od naszych zachodnich sąsiadów, które ma na liczniku 150 tysięcy kilometrów, to albo biały kruk, albo trup z cofniętym licznikiem. Realne przebiegi takich aut to nierzadko 300 lub 400 tysięcy kilometrów. Oczywiście jeśli dane rozszyfrowane z numeru VIN się zgadzają, sprzedawca ma pełną dokumentację, zaś stan techniczny auta nie budzi zastrzeżeń, nie rezygnujmy z zakupu.

6. Zaglądamy pod pokrywę…

Aby wstępnie ocenić stan jednostki napędowej nie trzeba być wytrawnym mechanikiem ani specjalistą. Wystarczy bowiem podstawowa wiedza, aby wykluczyć największe i najbardziej kosztowne usterki. Przykładowo, podnosząc ostrożnie miarkę poziomu oleju lub odkręcając w niewielkim stopniu korek wlewu oleju przy włączonym silniku możemy sprawdzić, czy nie ma przedmuchów i czy z tych miejsc nie wydostaje się dym. Jeśli tak się dzieje, silnik może wymagać poważnej i co najważniejsze, bardzo kosztownej naprawy. To również oznaka dużego przebiegu lub skrajnego zaniedbania poprzedniego właściciela.

Sprawdzajmy również czy nie ma widocznych wycieków. Jeśli silnik jest bardzo czysty i wygląda jak nowy, sprzedawca zapewne umył go przed sprzedażą aby zataić niewygodne fakty tj. wycieki, zachlapania olejem itp. Sprawdźmy również wszystkie naklejki serwisowe, plakietki z wymiany olejów itp. Tam serwisy wpisują ostatnio zanotowany przebieg. Gdy ich brakuje, możemy mieć wątpliwości co do poprawności deklarowanego przez sprzedawcę przebiegu.

7. …i pod auto!

Używane auto zawsze warto oglądać z kimś, kto dobrze zna się na samochodach, ma doświadczenie w sprzedaży bądź skupie aut lub po prostu jest mechanikiem. Jeśli nikt ze znajomych nie dysponuje taką wiedzą, warto podjechać autem do wybranej stacji kontroli pojazdów. Ważne! To my wybieramy stację, nie sprzedawca! Wydatek kilkuset złotych na fachową ocenę jest o wiele mniejszy, niż późniejsze naprawy. Auto warto obejrzeć na kanale od spodu, gdyż wszystkie ślady poważnych napraw oraz ewentualne usterki są doskonale widoczne z tej perspektywy. Przykładowo, silnik może być wyczyszczone od góry, ale od dołu wszelkie wycieki będą doskonale widoczne.

Tutaj ocenimy także stan poszczególnych elementów eksploatacyjnych, stan zawieszenia oraz układu wydechowego. Na przykład oryginalny tłumik może być potwierdzeniem przyzwoitego przebiegu. Przy normalnej eksploatacji ten element w dzisiejszych samochodach spokojnie wytrzymuje ok. 200 tys. km. Jeśli auto było eksploatowane w trudnych warunkach, na podwoziu pojawi się rdza, która zaatakuje między innymi wspomniany układ wydechowy czy też główne elementy zawieszenia.

8. Sprawdź stan elementów eksploatacyjnych!

Fot. Marcin Oliva Soto Wiadomo, że sprzedający nie pozbywa się auta tuż po generalnym przeglądzie i wymianie wszystkich elementów eksploatacyjnych. To jednak nie powód, aby wszystkie te podzespoły były w skrajnie złym stanie, kompletnie zużyte, rozpadające się i zagrażające bezpieczeństwu.

Przed kupnem auta oprócz rutynowego sprawdzenia płynów (ich stanu i poziomów), sprawdzamy stan opon, tarcz hamulcowych, klocków, amortyzatorów, elementów zawieszenia, układ wydechowy etc. Jeśli auto jest na podnośniku lub na kanale, mamy idealny wgląd we wszystkie te podzespoły. Starte tarcze z wysokim rantem, klocki hamulcowe z okładziną o grubości mniej niż milimetr, amortyzatory z wyciekami czy sparciałe gumowe elementy zawieszenia to znak, że poprzedni właściciel nie dbał o auto, chciał je „zajechać” i teraz się go pozbywa, aby nowy martwił się o wymiany wszystkich elementów.

9. „Bezwypadek!” – czy aby na pewno?

Niestety nadal bardzo częstym procederem jest sprzedaż mocno rozbitych aut jako bezwypadkowe. W skrajnych przypadkach auta sklejane są z kilku innych rozbitych egzemplarzy. Nawet, jeśli za naprawę zabierze się fachowiec, prędzej czy później wyjdą problemy. Jak więc samodzielnie sprawdzić, czy oferowany egzemplarz to faktycznie „bezwypadek”?

Metod jest wiele. Wcześniej wspominaliśmy w jaki sposób poznać po lakierze ewentualne kolizje lub otarcia, ale w tym przypadku chodzi nam o poważne wypadki, które mogą dyskwalifikować pojazd z dalszej bezpiecznej eksploatacji. W pierwszej kolejności sprawdzamy szczeliny pomiędzy poszczególnymi elementami karoserii. Powinny być one równe, zaś odległość między nimi taka sama zarówno w przypadku drzwi, nadkoli, maski czy też zderzaków. Jeżeli listwy na drzwiach i błotnikach nie pokrywają się, nie są równoległe, może to oznaczać, że któryś z elementów nie został odpowiednio wyprostowany i dopasowany przez blacharza. Nie musi to oznaczać potężnego wypadku, ale fakt, że auto miało jakąś przygodę jest niepodważalny.

Kolejnym krokiem jest poszukiwanie śladów malowania. Zazwyczaj pojawiają się one na progach, słupkach środkowych, nadkolach lub czarnych elementach plastikowych tj. listwy, nakładki itp. Zazwyczaj śpieszący się lakiernicy nie demontują sąsiadujących elementów oraz plastikowej galanterii, tylko zabezpieczają je taśmą malarską. Wystarczy niewielka szczelina, aby lakier dostał się pod nią i zostawił trwały ślad.

10. Szukamy nieumiejętnych napraw

Nieumiejętne poprawki lakiernicze to jedno, ale nawet najlepszy lakiernik nie przykryje fuszerki mechanika, który krzywo zespawa i nie wyprostuje elementów podwozia i tego, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Wystarczy podnieść pokrywę silnika i obejrzeć pas przedni – jeśli widać na nim nienaturalne zagniecenia, wygięcia czy spawy, auto na pewno było uderzone z przodu. Warto również przyjrzeć się wzmocnieniom pod zderzakiem. Te same objawy mogą świadczyć o poważnym uderzeniu.

Należy również zajrzeć od bagażnika nie tylko po to, aby ocenić jego wielkość i czystość, ale przede wszystkim, aby zajrzeć pod okładzinę i ocenić stan podłogi. Niefabryczne spawy oraz wspomniane wcześniej zagniecenia, nieoryginalny lakier itp. to dowód na to, że auto było mocno uderzone w tył. Sprawdźmy także poszczególne szyby w pojeździe – wszystkie powinny mieć takie same oznaczenia producenta i rocznik.

Zaglądając pod auto sprawdźmy stan podłogi oraz podłużnic. Wszelkie ślady spawów, łączeń i napraw świadczą o poważnej kolizji.

11. Rude naloty, ogniska korozji i dziury. Gdzie ich szukać?

Fot. materiały prasowe Chciałoby się napisać – wszędzie! W pierwszej kolejności sprawdzamy elementy, które widać na pierwszy rzut oka tj. progi, dolne krawędzie drzwi i błotniki. Należy mieć świadomość, że nawet drobne punkty korozyjne i rdzawe naloty prędzej czy później powiększą się. Wczesna reakcja i naprawa pozwoli uratować element, ale większe ogniska korozji i zaniedbania poprzedniego właściciela doprowadzą do drogich napraw. W przypadku aut starszych i o niewielkiej wartości, naprawy mogą być po prostu nieopłacalne.

Szczególną uwagę należy zachować w przypadku aut z licznymi nakładkami lub listwami na nadkolach, drzwiach itp. Bardzo często pod tymi elementami kryje się „ruda”. Co prawda ciężko ją zauważyć, zaś demontaż plastików podczas oględzin nie wchodzi w grę, ale jeśli na krawędziach widać bąble lub rdzawe zacieki, może to oznaczać, że wewnątrz kryje się niemiła niespodzianka, która wkrótce wyjdzie na zewnątrz i przysporzy wielu kosztownych problemów.

Nadwozie wygląda zdrowo i nie wzbudza podejrzeń? Kupujemy? Nie warto się śpieszyć tylko zajrzeć pod auto. Nawet gdy nie mamy do dyspozycji podnośnika, warto chociaż zerknąć na podwozie. Brud, błoto i kurz nie muszą wzbudzać niepokoju, ale przegniła podłoga, kruszące się elementy poszycia czy też duże ogniska korozji w miejscach, do których przymocowane są elementy zawieszenia, definitywnie dyskwalifikują auto.

Gdy podwozie budzi wątpliwości, warto zabrać auto na kanał lub podnośnik. Rdzawe naloty nie muszą oznaczać słabego stanu podwozia. Na kanale dokładniej ocenimy stan podłogi i poszczególnych elementów, również stan tłumików, rur, plecionek, połączeń, łączników oraz katalizatora i DPF. Rdzą nie należy się bardzo przejmować, jeśli występuje na elementach zawieszenia i ramach pomocniczych nadwozia – te elementy można wymienić, to również argument do obniżenia ceny. Kupując auto z LPG należy dodatkowo sprawdzić, czy korozja nie pojawiła się w okolicach mocowania przewodów gazowych.

Zobacz także: Jak zadbać o akumulator?

12. Stan zawieszenia - co sprawdzać?

Fot. Bartosz Pudełko Jeśli nie mamy dostępu do kanału ani podnośnika, wystarczy rozbujać auto z przodu, z tyłu, na boki itp. W ten sposób możemy pobieżnie sprawdzić stan amortyzatorów. Mocno i długo kołyszące się auto to oznaka zużytych amortyzatorów. Gdy auto szybko i sprawnie wróci do wyjściowej pozycji i przestanie się kołysać, amortyzatory są prawdopodobnie w dobrym stanie. Jest to jednak ocena bardzo podstawowa i nie do końca miarodajna. Przy okazji warto nasłuchiwać stuków, skrzypienia i innych niepokojących dźwięków.

Jeśli dysponujemy kanałem lub zabieramy auto do stacji kontroli pojazdów, należy sprawdzić luzy w zawieszeniu, stan wahaczy, sworzni, silentbloków, gum, łączników stabilizatora, przegubów i czujników przechyłu. Nie zapominamy również o amortyzatorach, w których sprawdzamy szczelność i luzy, szukamy również luzów i skrzypień łożysk kolumn McPhersona. Przy okazji warto sprawdzić stan zużycia opon. Jeśli są nierównomiernie wytarte, może to oznaczać problemy z geometrią zawieszenia.

13. Skrupulatna kontrola elektroniki

Elektronika jest kapryśna, awaryjna i droga w naprawie. Nawet kilkuletnie auta miewają z nimi problemy i mowa tu nie tylko o podstawowych funkcjach tj. elektryczne sterowanie szybami lub lusterkami, ale również nawigacji, nagłośnieniu, systemach wspomagających jazdę czy nawet elektrycznym hamulcu pomocniczym.
Dlatego też kontrolując auto próbujemy włączyć i wyłączyć wszystko, co się da. Gdy jedna z szyb nie działa, problem wydaje się błahy, ale w wielu modelach taka drobna usterka może być związana z awarią sterownika, który czuwa również nad innymi funkcjami.

Sprawdźmy także ogrzewanie i klimatyzację bez znaczenia na porę roku, w której kupujemy auto. Zapewnienia sprzedawcy o tym, że klimatyzacja „mrozi jak wściekła… trzeba tylko nabić” można włożyć między bajki, bowiem oprócz kosztownego nabicia czynnika może nas czekać droga wymiana skraplacza, sterownika itp.

14. Jazda próbna to konieczność!

Fot. Mikołaj Suchan Wszelkie oględziny, sprawdzanie i kontrola poszczególnych elementów, nawet jak wypadnie wzorowo, może na niewiele się zdać, gdy auto nie odpali lub gdy najzwyczajniej w świecie nie przypadnie do gustu potencjalnemu kupcowi. Nie jest wielką tajemnica, że auta różnią się od siebie diametralnie nawet w obrębie jednego segmentu. Bardzo często zdarza się, że nawet idealnie skonfigurowany egzemplarz, w świetnym stanie technicznym i z dobrą ceną nie przypadnie do gustu jednemu kierowcy, inny natomiast będzie zachwycony. Nie warto więc poddawać się skrajnym emocjom – negatywnym i pozytywnym – w stosunku do różnych modeli. Ktoś marzy o Volvo S60, ale nigdy nim nie jeździł? Niech koniecznie wybierze się na oględziny i przejedzie się przynajmniej dwoma różnymi egzemplarzami i niech nie wyklucza innych aut z tego segmentu. Kto wie, może S60-tka „nie zagra”, a pomijane wcześniej BMW Serii 3 okaże się strzałem w dziesiątkę?

15. Kwestie formalne. Dokumenty, faktury, umowa – co jeszcze?

Formalności i papierologia to nie tylko umowa kupna-sprzedaży. Sprzedawca powinien mieć komplet dokumentów potwierdzających między innymi sprowadzenie auta do Polski, jeśli auto było kiedyś użytkowane za granicą, faktury za wszystkie naprawy, przeglądy etc. Im więcej, tym lepiej.

Sporządzenie umowy kupna-sprzedaży nie jest wbrew pozorom trudne, bowiem w sieci znajdziemy mnóstwo wzorów gotowych do pobrania i wydrukowania. Uważajmy jednak, aby pobrać poprawny i kompletny wzór. Ważne, aby umowa została sporządzona pisemnie w dwóch egzemplarzach, gdyż jest to konieczne do późniejszych czynności urzędowych. Co należy zawrzeć w takim dokumencie?

Poprawnie sporządzona umowa powinna zawierać dane pozwalające na identyfikację auta, dane obu stron transakcji oraz cenę. W umowach nie można zamieszczać żadnych oświadczeń o tym, że kupujący nie będzie zgłaszał żadnych roszczeń w przypadku wykrycia wady pojazdu itp. Taki zapis nie będzie miał podstawy prawnej, a nawet, jeśli tak skonstruowaną umowę podpiszemy, będziemy mogli dochodzić swoich roszczeń, jeśli sprzedający nas oszuka. Wskazówka: jeśli podpisaliśmy umowę, w której napisano, iż "kupujący zapoznał się ze stanem pojazdu i nie zgłosił zastrzeżeń", w przypadku, gdy zastrzeżenia powstały w późniejszym terminie, powinniśmy zaznaczyć, że chodziło o stan widoczny. To może pomóc w późniejszym sporze prawnym.

Przed upływem 2 tygodni od zakupu auta należy zapłacić podatek od czynności cywilnoprawnych. W tym celu idziemy do Urzędu Skarbowego właściwego dla nas z dokumentami auta oraz poprawnie sporządzoną i podpisaną przez wszystkie strony umowa, gdzie wypełniamy deklarację PCC-3 i płacimy podatek w wysokości 2 procent wartości auta. Następnie w ciągu 30 dni należy zarejestrować pojazd w Urzędzie Miasta.

To wszystko?! Nie do końca…

Pamiętajmy, że cena auta to nie wszystkie koszty, jakie są związane z zakupem auta używanego. Oprócz kosztów związanych z rejestracją, opłatą skarbową oraz ubezpieczeniem, dochodzą wydatki na wymianę oleju i płynów oraz podstawowe naprawy. Warto mieć to na uwadze planując budżet na upragniony samochód.

Fot. Bartosz Pudełko

Fot. Bartosz Pudełko

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • Fred (gość)

    Co za głupoty piszecie a później barany przyjeżdżają i szukają kwadratowych jaj

  • Reduta pl (gość)

    Sam kupuje i również sprzedaje i po części wiem jak to jest. Na kupywanym rozbitku żeby zarobić trzeba go tanio naprawić inaczej zarobek żaden zbyt duża konkurencja na rynku. Robisz od tak żeby oko nie widziało i paaaaa

  • zdrowy rozsadek (gość)

    nakazuje kupowac pojazdy nowe, ale Polak jest chytry i nie mysli (glupi), widac to dookola.

  • Kamil Rogala (gość)

    @Fred to lepiej, gdy przyjedzie nieświadomy i nieznający się na niczym klient, który kupi bez zająknięcia odpowiednio przygotowany do sprzedaży wrak?

  • kamciu (gość)

    spooko. Co do lakierowania sporo info tu https://www.vivus.pl/moje-finanse/jest-okazja-jest-pozyczka/ile-kosztuje-malowanie-samochodu/. W razie czego wiadomo co robić

  • kierowca (gość)

    Najlepiej to kupić od znajomego, bo wtedy wiadomo kto ile jeździł i czy był bity, o takich rzeczach to sie przy browarku gada. Kumpel z pracy coś napomknął że jego ślubna chce coś nowszego i będzie wystawiał na necie kilkuletniego priusa to od razu mu cene zaproponowałem bo wiedziałem że babeczka spokojnie jeździ na zakupy i do fryzjera, nie paląca ani nic. Troche sie potargował ale sprzedał i mam zadbaną hybrydę za przyzwoite pieniądze.

  • Wembley (gość)

    Ta hybryda to żona znajomego czy auto? Bo nie rozumiem, kogo masz...

  • Maciek (gość)

    Po komentarzach tutaj opublikowanych tylko utwierdzam się w przekonaniu, żeby nigdy nie kupować samochodu z komisu lub od handlarza. Niby dobrym pomysłem jest zakup samochodu od znajomego, ale wiadomo, że nikt nie ma 20 znajomych, którzy nagle sprzedają auta w dobrym stanie. Dlatego zawsze powtarzam, jak ktoś chce kupić używane auto, to tylko takie, które wcześniej było serwisowane przez operatora leasingowego. Jest to firma, której zależy na rzetelnych i regularnych przeglądach i dbaniu o samochód, bo potem chcą na nim jeszcze zarobić, czyli go odsprzedać. Takie auta nazywają się potem pokontraktowe i jest już w Polsce kilka firm, które je oferują, np. Master1.pl

  • Bart69 (gość)

    Auto należy dokładnie sprawdzić przed kupnem i w pełni się z tym zgadzam. Ostatnio sprzedawałem 8-letniego Rav4 i kupujący chciał wiedzieć wszystko. W pełni go rozumiem, nie robiłem problemów jak chciał jechać do mechanika, czy dokładnie obejrzeć samochód. Wszystko było okej, toyoty są solidne a ja dodatkowo dbam o swoje rzeczy. A jak ktoś chcę wcisnąć coś awaryjnego to nie dziwię się, ze krytykuje taki artykuł.

  • Piotr (gość)

    Kiedyś to się samochody kupowało tylko u handlarza albo od znajomego, nie było internetu, ogłoszeń.. Teraz, każdy wyposażony w miernik od prodig-tech.pl przyjeżdża przykłada mierzy, ogląda stuka puka i w sumie to dobrze, bo zrobiło się strasznie dużo fałszywych sprzedających, którzy chcą wyłudzić pieniądze.. Aż nóż się w kieszeni otwiera jak kupisz auto a po dwóch tygodniach okazuje się, że doktor dolany do silnika i co wtedy robić? Prawa konsumenta? Prawnik?

  • Michał (gość)

    Kupując używany samochód trzeba mieć na uwadze dużo rzeczy. Jeżeli katalizator jest stary i zużyty to lepiej go sprzedać przed tym aż padnie i ładnie na tym zarobić. W Tomkat-Lublin robią ładne wyceny i sporo można na tym zarobić.

  • woldex (gość)

    Jak używany to od razu trzeba się zainteresować czy nie ma problemu z częściami zamiennymi do niego. Bo to nie zawsze takie oczywiste jest. Ja głównie sprawdzam na ipartsie ile części delphiego mogę znaleźć. Niestety samochody nie młodnieją, trzeba się liczyć z takimi ewentualnosciami.

  • KamilK (gość)

    Nie kwadratowych jaj, tylko człowiek, nawet jak kupuje używany model, chce, żeby jeździł i wyglądał jak trzeba. Na pewno trzeba brać ze sobą miernik lakieru, który od razu pokazuje, gdzie było coś robione. Sprawdzać szyby, obejrzeć silnik, czy gdzieś nie cieknie, poprosić o książkę serwisową. Tekst ogólnie bardzo dobry. Polecam dla uzupełnienia zajrzeć też tu: https://www.auto-motor-i-sport.pl/porady/Kupno-samochodu-uzywanego-co-sprawdzic,22395,1

  • znajomy (gość)

    Dzięki za ten artykuł :) Świetnie się czyta. Niestety z zakupem samochodu używanego wiąże się sporo pułapek. Jak nie dać się oszukać sprytnemu handlarzowi, to jest problem ;) Bo z uczciwością to jest różnie u takich ;) Warto także zajrzeć na wpis "Jak sprawdzić historię używanego auta?" https://www.mazda.warszawa.pl/jak-sprawdzic-historie-uzywanego-auta/ Też się może przydać.

  • PiotrM (gość)

    Kupiłem w życiu kilka używanych samochodów w różnym wieku ale decydowałem się wyłącznie na takie które posiadały potwierdzoną historię serwisową i przebieg przez ASO. Oczywiście usługa sprawdzenia pojazdu przed zakupem w serwisie producenta kosztuje 200-400 Pln (marki premium więcej) ale chyba lepiej wydać kilka stów na diagnostykę fury przed kupnem niż potem np. 8000 na naprawę silnika lub wytrzeszczać gały ze zdziwienia gdy dowiadujesz się (przez przypadek oczywiście) że auto było wycofane z ruchu w np. Holandii z powodu kolizji. Poszukiwanie auta z historią trwa dłużej, ale bez wątpienia opłaca się poczekać niż kupować kota w worku. Warto podkreślić iż pojazd z historią serwisową łatwiej jest potem sprzedać.

  • Kola (gość)

    no ja kupiłam używany samochód w salonie Carolina Toyota Włochy więc nie musiałam się martwic tym całym sprawdzaniem itp :) bo wiedziałam że od nich dostanę samochód w idealnym stanie technicznym

  • kornelio (gość)

    Moim zdaniem jak kupować samochód używany to albo od znajomego albo poleasingowy. Komisy są zbyt ryzykowne, te auta sprowadzane z Zachodu to tez bardzo często jedna wielka wtopa. Ja mam poleasingowe Audi z EFL, ale słyszałem, że ludzie chwalą też różne pokontraktowe samochody kupione od innych banków. Plusem jest znana pewna historia samochodu, serwisowanie w aso, wiarygodny przebieg itd.

  • matjas (gość)

    ja po zakupie używanego samochodu miałem problem ze skrzypieniem ale wszystko ustało jak zastosowałem biały smar od K2 bit. ly/3841_K2BiałySmar

  • kaja34 (gość)

    Ja o wiele się nie martwiłam i wszystko załatwili za mnie u autoryzowanego dealera Bawaria Motors Mini w Katowicach gdzie kupiłam auto używane. Jednak wygodnie tak jest, nie trzeba samemu się martwić żeby wszystkiego dopilnować.

  • Kamil78 (gość)

    Ja swoje auto kupiłem w Bawaria Motor Mini w Warszawie. Wybór był ogromny, ale ja miałem już wybrany model, dlatego nie miałem problemu z podjęciem decyzji. Ceny świetne, auto w idealnym stanie. Polecam, znajdzie się tu coś dla każdego i na każdą kieszeń.

  • karolina1986 (gość)

    nalezy dokładnie czytać ogłoszenie !! wiem po sobie... znalazlam na lento.pl fajnego opla i bylam pewna ze to diesel.. pojechalam na ogladanie a okazlo sie ze to benzyna z gazem mimo to spodobal mi sie i go kupilam ale w ogloszeniu bylo jak byk BENZYNA hehe :)

  • Robertos (gość)

    jest kilka rzeczy, które trzeba sprawdzić przed zakupem używanego samochodu jak np. czy licznik nie jest podkręcony albo czy nie było jakich blacharskich interwencji... zresztą warto sobie wejść na https://www.motorytm.pl/artykul/zakup-samochodu-uzywanego-jak-nie-dac-sie-oszukac-21958 i tutaj poczytać o tym jak kupić dobre używane auto :)

  • Zawodowy Handlarz (gość)

    Polacy to dziwny naród - szukają używanych jak nowych ale za pół darmo , wystawiam ładne auta za wyższą sumę to nikt nawet nie zadzwoni ani nie zainteresuje się , jak wystawię szrota za niską kwotę to telefon czerwony od dzwoniących. A potem takie durne artykuły i komentarze i ciągłe biadolenie - dajcie ludzie więcej kasy a nie szukacie h.... do d...y

  • mirorek (gość)

    Auta kupuje się nowe albo z drugiej ręki ale sprawdzone, żeby nie dokładać. Na tym sie nie oszczędza jak chce się mieć dobre. Dopiero co jestem po zakupie avensis od pierwszego właściciela, i wiem co biorę 90tys przebiegu, ale wiem co zrobione bo serwisowała w aso i dbał lepiej jak o dom

  • admek (gość)

    Musi być serwisowany w aso i max 5 letni, tak kupiłem korando, i jak na 5 letnie auto jestem zadowolony biorąc pod uwagę spalanie i dynamikę silnika 2.0

  • Iza (gość)

    W sumie to są ważne punkty, ale moim zdaniem najważniejsze jest skąd lub od kogo kupujesz samochód. Ja ostatnie kupiłem Fiata 500, bo zawsze chciałam mieć, z Master1. Auto było wcześniej leasingowane, a to znaczy, że opiekowała się nim firm leasingowa, więc mam pewność, że było serwisowane w ASO i ma na pewno pewny przebieg. A kto mi da taką gwarancję jak np. sprowadzę sobie auto z Niemiec lub kupię na Allegro?

  • Filip (gość)

    Trzeba dokładnie sprawdzić samochód. Ja każdy, który zamierzałem kupić to brałem do mechanika Ring w Gdańsku, bo zawsze u nich samochody naprawiam i mi doradzali, czy warto brać czy nie. Takie robią przekręty na tych samochodach, że trzeba uważać.

  • Jacek (gość)

    Czy kilkuletnie auta z salonu PL serwisowane w ASO mają prawdziwe przebiegi, nie da się ich kręcić? Na co zwracać uwagę, słyszeliście o jakiś przekrętach na takich autach?

  • Arleta (gość)

    Warto sprawdzić moto-prawo.pl portal prowadzony przez prawników.

  • fafik (gość)

    można sobie patrzeć na takie rzeczy a handlarz i tak Cię przekręci. Dlatego jak kupować używany samochód to tylko w salonie Carolina Toyota Włochy. Tam masz przejrzyste warunki zakupu, znasz stan samochodu, masz gwarację itp

  • andy (gość)

    Ludzie nie kupujcie samochodów w Carolina Toyota Włochy, Bawaria Motor Mini w Warszawie, Master1. Powiem Wam dlaczego. Jeśli ktoś jest takim wsiowym JANUSZEM biznesu, że chce się za darmo zareklamować we wpisach pod artykułem to znaczy, że jest to poprostu WSIOWY JANUSZ BIZNESU i lepiej go omijać z daleka.

  • Kis (gość)

    to ja jeszcze dodam swoje 5gr. Jeśli kupujecie auto sprowadzane od handlarza/komisu , gdzie auto jest przygotowane do opłat (koszt 256zł) to takim autem nie wolno wracać na kołach.Auto nie jest zarejestrowane jeszcze w PL a za granica już jest wyrejestrowane. Nawet jeśli ma tablice to nie mają holorgramu - w razie kontroli mandat 500zł i laweta :( . Komis powie...można ! dostaniecie OC na VIN ... z tym OC jest tak, że oczywiście jeśli już wbrew prawu zdecydujecie się jechać niezarej.autem to przy stłuczce, OC będzie obowiązywało ALE tylko wówczas jeśli będzie to ubezpieczenie OC komisowe, czyli wystawione na KOMIS a nie na Was ! pamiętajcie o tym,

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości