Wszystko
o samochodach

Wiadomości / Felietony

Warszawa i „warszawka”

Data publikacji: Autor: Mieczysław Teer

 Narzekanie na kierowców ma sens na pewno w jednym wypadku – gdy mowa jest o stołecznych właścicielach czterech kółek.

Na początek deklaracja: urodziłem się w stolicy i mieszkam w niej nieprzerwanie. Tylko mi coraz częściej wstyd poruszać się autem na warszawskich numerach rejestracyjnych.

 

Bo – statystycznie rzecz biorąc – jeżeli stojąc w długaśnym korku dostrzegę samochód grzejący pod prąd drugą nitka jezdni albo przejeżdżający poboczem wzdłuż kolumny karnie oczekujących aut by kilometr dalej wcisnąć się bez pardonu między „frajerstwo” to mogę mieć podejrzenie, graniczące z pewnością, że tablice rejestracyjne tego cwaniaczka zostały wydane w którymś ze stołecznych wydziałów komunikacji. Niezależnie od tego czy zdobią Malucha czy Mercedesa.

 

Bo jeżeli na morskiej plaży wśród tłumu wypoczywających rozjeżdża się Jeep Cherokee, a potem trzeba go traktorem wyciągać z Bałtyku, to nie muszę podchodzić, by przekonać się, że to goście ze stolicy.

 

Bo jeżeli zimową porą w Zakopanem zostaniemy wraz z dzieckiem ochlapani od stóp do głów pośniegową breją, to przecierając oczy dostrzegam literki WE zdobiące auto zadowolonego z siebie kabotyna.

 

Od morza do Tatr... Skąd się to cholera bierze? Skąd kretyńskie przeświadczenie, że gość jest lepszy od innych wyłącznie ze względu na meldunek i że przysługują mu specjalne względy ? Skąd wszechogarniające chamstwo? Czemu oficer dyżurny z nadmorskiej Komendy Powiatowej przyjmując zgłoszenie o kierowcy, łamiącym przepisy na oczach kilkuset ludzi, mówi: No jasne, warszawiak...

Czemu funkcjonariusz drogówki z Zakopanego zwierza się – bez specjalnej ekscytacji zresztą – że warszawiacy w sezonie turystycznym przynajmniej raz dziennie „zwalniają go z pracy”?

Czemu baran na etacie młodszego pomocnika subiekta, po wyjeździe ze stolicy rozpoczyna każdy spór od groźnego pytania „Pan wie kto ja jestem?!”

I pytanie zasadnicze: czemu normalni ludzie, pochodzący ze stolicy, mają za to wszystko cierpieć?

 

Żadnych socjologicznych dywagacji na ten temat. Najprościej odpowiedział mi na te wszystkie pytania mocno starszy pan, z którym spotykam się czasem na Mokotowie: Bo jest Warszawa i jest „warszawka”. I odesłał mnie do Wiecha, szydzącego z „warszawiaków”, którzy po metrykę muszą trzy dni wołami jechać.

To może niech już nie wracają?

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły
Advertisement

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości