Przekładka z „anglika” - fakty i mity

Porady / Warto wiedzieć

Autor: Przemek Skoczek

Liczba odwiedzin: 41403

Nie będziemy tu dokonywać analizy przeboju Kajah i Gorana Bregovica, lecz spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy i kiedy warto „bawić się” w przekładkę auta sprowadzonego z Wielkiej Brytanii. Nie będziemy tu dokonywać analizy przeboju Kajah i Gorana Bregovica, lecz spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy i kiedy warto "bawić się" w przekładkę auta sprowadzonego z Wielkiej Brytanii.

Fot. Mazda Beata Jarmołowska, mieszkająca pod Warszawą projektantka mody, wciąż ma przed oczami moment, gdy skręciła kierownicę w lewo, a jej samochód pojechał prosto. Miała szczęście w nieszczęściu, ponieważ jechała dość wolno, na drodze było pusto, a na przeciwko tylko pole. Minęła go o dziesięć centymetrów. Do domu wróciła na lawecie.

- W pobliskim warsztacie poradzili sobie z problemem bardzo szybko. Diagnoza była też krótka – niedokręcona maglownica. Wystarczyło przykręcić śruby i po problemie – wspomina. – Byłam wściekła, bo gdyby to się stało w innej sytuacji, mogłam się zabić!

W swoim pomarańczowym Land Roverze Freelanderze projektantka zakochała się od pierwszego wejrzenia. Właśnie ze względu na kolor. Kupiła go bez wahania i sprowadziła do Polski, po czym przystąpiła do poszukiwania warsztatu, który podejmie się przekładki. Wybór padł na chwalony w Internecie zakład koło Góry Kalwarii.

- Zależało mi na jakości. Cena była sprawą drugorzędną. Stać mnie było na kupno dobrego wozu w Polsce, ale ja chciałam to konkretne auto, dlatego podjęłam ryzyko. I zapłaciłam za przekładkę, wraz z częściami, ponad 10 tys. zł. Już od dnia odbioru samochodu z warsztatu strasznie parowały mi szyby. Okazało się, że mam wyjętą klimatyzację. Nikt mi o tym nie powiedział. Na przeglądzie okazało się, że mam nieprzełożone reflektory i coś z układem kierowniczym. Nie zamontowano dźwigni do otwierania maski silnika, do dziś robię to kombinerkami. Nie działa obieg wewnętrzny powietrza. Szwankuje mi układ chłodzenia silnika. Potem ta maglownica. W dodatku części do przekładki, które miały być nowe, okazały się większości używane. Teraz ciągle jeżdżę po warsztatach i poprawiam to, co tamten spartaczył.

Powyższa historia wydaje się niemal niewiarygodna, ale jest prawdziwa. Czy takie ekstremalne sytuacje są normą, czy zdarzają się wyjątkowo? Czy przekładki należy się bać? Statystyk na temat tego typu usług nikt nie prowadzi. Podobnie, jak nie ma dokładnych danych, na temat liczby sprowadzanych z wysp samochodów. Jak podaje Instytut „Samar”, łącznie w 2010 roku sprowadzono 718 286 aut. Najwięcej zapewne od naszych zachodnich sąsiadów, ale można szacować, że zza kanału La Manche dotarło ich, co najmniej kilkanaście tysięcy.

Rynek więc się „kręci” i zadowolonych nie brakuje. Można to ustalić na przykład śledząc wpisy na forach internetowych. To na dobrą sprawę podstawowe, choć z pewnością nie doskonałe źródło informacji. Wyłania się z niego obraz następujący. Tak skrajnie sfuszerowana robota nie zdarza się często. Wielu klientów bywa niezadowolonych z jakiegoś detalu, czy części usługi, ale opinii podających przykłady tak drastyczne, jest stosunkowo niewiele. Co ciekawe, większość opisuje zakład...pod Górą Kalwarią.

- Ta pani miała pecha trafić na zwyczajnych oszustów. O tamtym warsztacie było nie dawno dość głośno, ponieważ robili ludzi w konia bardzo bezczelnie, a pochwalne opinie w internecie pisane były na zamówienie przez te same osoby – wyjaśnia Andrzej Mazurek, właściciel firmy, która specjalizuje się w przekładkach aut z grupy VW.  Wybór odpowiedniego warsztatu to podstawa. Jeśli robi się przekładkę zgodnie ze sztuką, samochód nie różni się od tego montowanego fabrycznie. Przynajmniej w kwestiach bezpieczeństwa. Różnice mogą dotyczyć, co najwyżej estetyki montażu. Dlatego bardzo istotne są części, ale dobierają je zazwyczaj firmy, zajmujące się przekładkami, bo w innym wypadku mogą być kłopoty.

Przekonał się o tym Wojtek z Otwocka, który do przeróbki swojego Renault Laguny, kupił części na Allegro. - Cena była dobra, 1300 zł plus 200 zł za przesyłkę. Gdy dotarły, okazało się jednak, że nie pasują do mojej wersji. Na szczęście sprzedający zgodził się jej przyjąć z powrotem i zwrócić pieniądze, ale musiałem jechać z nimi aż za Poznań. W końcu części załatwił warsztat w Mińsku Mazowieckim, gdzie przerabiałem auto. Od przekładki minęły dwa lata i jak dotąd nie mam z autem problemów. Oczywiście są pewne drobiazgi, do których mam zastrzeżenia, ale to przede wszystkim kwestie estetyki i raczej detale. Za Lagunę zapłaciłem 700 funtów, czyli niecałe 3000 zł, części wyszły 2000, robocizna – 1500 zł, razem 6500 zł. To oznacza, że mam dobry samochód za połowę ceny, którą zapłaciłbym w Polsce.

Tu dochodzimy do kwestii opłacalności sprowadzania i przerabiania samochodów. Usługa, wraz z częściami, to wydatek od 4 do nawet kilkunastu tysięcy złotych.  To rzeczywiście się opłaca, pod warunkiem, że nie kupujemy samochodów zbyt starych. Zasada jest taka: im auto nowsze i droższe, tym przekładka jest ekonomicznie bardziej uzasadniona.

Lusterko prawdę ci powie?
Fot. rejestracjaanglikaprawoue.bloog.pl Promowano od niedawna nowinką są specjalne lusterka, skonstruowane z myślą o samochodach z kierownicą po prawej stronie. System ten ma powiększać pole widzenia w aucie. Producent podkreśla nawet, że takie umiejscowienie lusterka ma zapewniać większe pole widzenia niż w autach z kierownicą po lewej stronie, ponieważ podczas podejmowania manewru wyprzedzania obserwujemy układ jezdni zarówno z lewej jak i prawej strony. - To ciekawe rozwiązanie. Jednak trzeba pamiętać, że istnieją trzy rodzaje widoczności: bezpośrednia, odbita i wirtualna, którą zapewniają nam różne rodzaje czujników parkowania itp.

Bezpośrednia jest oczywiście zawsze najlepsza a pozostałe, także odbita, cechuje pewne opóźnienie reakcji. Mózg musi po postu przetworzyć obraz widziany w lusterku – ocenia prof. zw. dr hab. Inż. Krzysztof Paweł Wituszyński, naukowiec i wykładowca, obecnie związany z Wyższą Szkołą Menadżerską. Jest, m.in. autorem programu badawczego dla Komitetu Badań Naukowych, na temat widoczności z miejsca kierowcy. – Dlatego uważam, że żaden system lusterek, nawet najlepszy, nie zastąpi kierowcy po lewej stronie samochodu. Z tego punktu widzenia jestem za przekładkami sprowadzanych samochodów.

Zdaniem eksperta:
Fot. Mirosław Majda Mirosław Majda, Stowarzyszenie Rzeczoznawców Techniki Samochodowej
Jak na razie, nie ma specjalistycznych badań, które by skupiały się na testach bezpieczeństwa przerabianych samochodów, ale z mojego wieloletniego doświadczenia wiem, że przekładki są bezpieczne i można je robić bez obaw. W latach 70. i 80. w stacji FSO na ulicy Towarowej, przerabialiśmy setki Fiatów 125p i Polonezów, które były produkowane na rynek brytyjski, ale się nie sprzedawały i trzeba było je dostosować do polskich warunków. Kluczowa przy tego rodzaju zabiegach jest fachowość warsztatu i dobór części. Tu trzeba po prostu dobrze wybrać. Niestety prawo nie przewiduje ani kontroli zakładów, którzy takie usługi wykonują, ani sprawdzania przez rzeczoznawców przerobionych aut. A szkoda. Jeśli zdarzy się wypadek, ciężko jest potem udowodnić, że zawinił warsztat. Samochód po przekładce zalecam więc oddać w ręce specjalistów na stacji kontroli pojazdów.

CZYTAJ TAKŻE:
Czy można zmieniać rozmiar opon i obręczy?

Jak rozpoznać usterkę silnika

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Moto.Gratka.pl

Zobacz także

Komentarze

    • plu
    • Nigdy nie kupię używanego naprawianego a co gorsza przerabianego auta. Z prostego powodu, żaden mechanik nie zapewnia takiego testowania jak fabryka, nawet ASO. Z reguły wyjeżdżasz z serwisu i testujesz sam, a jak coś nie działa, to poprawimy. Dziękuję, bo tak można w kółko. Artykuł dokładnie choć dość skrajnie potwierdza ww. tezę "skręciła kierownicę w lewo, a jej samochód pojechał prosto". I tak miała szczęście, bo wielu nie miało.
    • laaant
    • i yu jest problem.Komuś widocznie bardzo zależy aby takie angliki przerabiać za wielką kasę.Kiedy podłączasz gas do budynku to nie podłączą ci jak nie wyda atestu firma co robi i kominiarz co sprawdza.To samo jest z warsztatami.Jak ktoś ma mistrzowskie papiery to wie co robi.ale jak to robi[może lepiej]piekarz przyuczony na mechanika to już problem.Ja uważam że taka przekładka powinna sie odbywać przy udziale takiego mistrza pmechaniki z dyplomem i z wydaniem atestu.Atest firmowany przez warsztat i aso . Ja jeszcze pamiętam czasy kiedy z części składano nowego poloneza.Z aso szedł na drogę.
    • skoda-vw
    • wole jeździć przekładanym anglikiem niż poskładanym z czterech niemcem ............ podstawą jest warsztat lub osoba która robi przekładkę Co do Freelandera potocznie mówi się że to najprostszy samochód do przekładki - NIEPRAWDA i żeby go dobrze zrobić to wcale nie jest to TANIE
    • JAAREX
    • To się nie opłaca! Trzeba być oszołomem! aby kupować autko z kierownica po prawej stronie i dostosowywać do polskich wymogów... każdy wie o co chodzi. To się po prostu nie opłaca! żaden zysk lecz same straty. Przeróbka w cenie auta zakupionego w Polsce. Nie chcę wiedzieć jak wyglądają te przeróbki oraz przeglądy techniczne:)
    • władysław
    • wina przeglądów technicznych ! Biorą kase i autko sprawne ! Przecież wiedzą że to Anglik , to dlaczego nie sprawdzają auta pod tym kątem ? No ale taki handlarz ma układy i układziki , eięc jest jak jest! Poprostu nie kupować przekładek !
    • Ramboost
    • Właśnie że się opłaca i to bardzo.
    • Mecenas
    • niektóre auta są dziecinnie proste do przekładki (np. Passat B5, T4, Polo) a niektóre jak np. Megane II, Laguna II wręcz nie do zrobienia. Ogółem jeśli już to lepiej wcześniej sprawdzić czy to się da zrobić i czy będzie łatwo
    • lordofchaos
    • generalnie vszystko da sie zrobic, kvestia jest cena, nie vszystko sie oplaca jedne samochody da sie zrobic a inne to vyzsza szkola jazdy -> finansovo vatplive (nie ma to jak maslo-maslane) a druga najvazniejsza kvestia to fachoviec i o to v dzisiejszych czasach najtrudniej co do Pani projektanki mody to...
    • wojtek (gość)
    • Opłaca się ale tylko gdy auto jest dość nowe (po 2004 roku), ja osobiście mam przekładkę i na aucie z rocznika 2007 już z częściami i robocizną(prawie darmo -szwagier mechanik) zaoszczędziłem 11 tysięcy. Jeśli jest to zrobione uczciwie przez fachowca, a nie gdzieś w stodole to niema żadnych problemów, i jak skręcam kierownicą to auto skręca a nie jedzie prosto:)
    • marek (gość)
    • A może ktoś wie czy wielkim problemem jest przełożenie Volkswagena Craftera. Zamierzam kupić takie auto już tu w Polsce, po przełożeniu ale mam obawy, ze względu bezpieczeństwa oczywiście.
    • lucyfer (gość)
    • Mam RAV 4 z 2002 po przekładce 7 lat,zero problema.
    • wss5 (gość)
    • Mam trzy samochody od 2006 roku sam przekładałem - nie jestem mechanikiem(Opel, Octavia i Bora) i naprawdę jeździ moja rodzina nowoczesnymi autami a nie starymi pospawanymi i szpachlowanymi. Jest to naprawdę bezpieczniejsze oczywiście jak zrobione jest powoli i dokładnie przez około 2-3 tygodnie każdy).
    • Arek (gość)
    • Czytając posty co niektórych śmiech mnie ogarnia nie macie zielonego pojęcia na dany temat..... Angliki to bardzo dobra sprawa a przeniesienie układu kierowniczego nie wpływa nijak na pogorszenie stanu technicznego i bezpieczeństwa
    • dzuus (gość)
    • mam forda mondeo z r 2004 <anglika> ktorym jezdze od 2008 r. oczywiscie po przekladce<w serwisie forda> nie narzekam na jazde.
    • mecenas (gość)
    • uwaga na stronkę angliki info.czyli serwis informacyjny o samochodach z anglii,tam właśnie najłatwiej trafić na papuroka któremu pochwały na forum piszą inne papudrki na wzajem sobie napędzają klientów a jak ktoś coś złego o nich napisze(pod warunkiem że zdąży zanim administrator usunie post i zbanuje ip)to robią zklienta idiotę naśmiewając się z niego że dał się wyrolować,ostrzegam jeszcze raz zanim oddacie komuś swojego anglika sprawdźcie opinie o warsztacie w internecie pomijając jednak serwis informacyjny o samochodach z anglii bo tam nie ma dobrych warsztatów tylko są dobrzy aktorzy.
    • Komentarz usunięty
    • damermax (gość)
    • tak wy wszyscy tu rozpisujecie sie ze angliki po przekladce sa bardzo niebezpieczne a nikt nie pomysli jakim lumpem z opornikami w airbagach jezdzi... zastanow sie jeden z drogim...angola trzeba dopiescic nie da sie tego zrobic tanio robilem wiele anglikow i wszystkie maja to co maja miec zgodnie z sumieniem czyli napinacze i airbagi a koszta przekladek sa rozne od 1 do 30 tys zl pozdrawiam...
    • Marek P. (gość)
    • Na rynku panuje bardzo duży nieład jesli chodzi o samochody z Anglii . Zostało juz dużo napisane. Krótko : da się zrobić dobrą przekładkę ale potrzeba do tego drugiego auta , sporo czasu i systematyczności podczas pracy oraz odpowiedzialności. Niestety nikt w większości sie tym nie przejmuje. Edytowany przez moderatora
    • Komentarz usunięty
    • piotrek (gość)
    • przerabiam i jeżdżę anglikami od 7 lat i wolę anglika niż europejczyka poskładanego z 2 , 3 lub 4 aut ,przerabiając auto nie narusza się konstrukcji auta tak jak w przypadku składania z kilku i jest to w pełni bezpieczne jak poprawnie się to zrobi jednym z takich aut miałem wypadek i prawidłowo wszystko zadziałało . Nie ma cię czego bać.
    • Janwes61 (gość)
    • Chce przerobic Jaguara S lub X type czy warto i jakie sa koszty
    • A.M.A (gość)
    • RENÓWKI SĄ BARDZO PROSTE DO PRZEKŁADKI, A CITROEN I PEUGEOT REWELACJA!!!!!!!
    • Damian (gość)
    • Witam Swego czasu przerabiałem samochody angielskie było za czasów kiedy jeszcze byłem studentem. Praca dosyć pracochłonna. Według mnie da się przerobić samochód tak aby klient był zadowolony. Lecz to wymaga długich godzin pracy i zanglizowania. Poprawiałem też fuszerki po innych. Jak dasz samochód cwaniaczką które mają gadane i zależy im tylko na zawartości twojego portfela to masz pecha. Ale jeśli znasz warsztat do którego masz zaufanie cieszy się on dobrą opinią to czemu by nie. A jeszcze jedno przy przekładce dobrze jest jak pracuje elektryk i mechanik. Dużo jest tam połączeń lutowanych zamieniania przewodów itp.

Dodaj komentarz

MOTOINTEGRATOR Grupa Inter Cars

Znajdź części do swojego samochodu!